Służąca

Zacznę może od tego, że jeśli chcecie mieć prawdziwą przyjemność z oglądania, nie czytajcie za dużo o tym filmie przed seansem. Najbardziej zaskoczeni i zadowoleni będą ci widzowie, którzy ani nie widzieli serialu BBC, ani nie czytali wspaniałej powieści Sarah Waters. Ja osobiście obie te rzeczy poznałam lata temu, więc to, co się działo na ekranie, nie było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Z przyjemnością jednak wspominałam pierwsze zetknięcie się z tą historią. Gdy zaczęłam czytać Złodziejkę, nie wiedziałam nic o tej historii i jej autorce. Myślałam, że mam do czynienia z kolejną mroczną wiktoriańską powieścią. Dlatego też zwrot akcji w połowie był dla mnie prawdziwym szokiem. To chyba pierwsza książka, którą (pomimo znacznej objętości) skończyłam czytać w jeden dzień. Takich emocji się nie zapomina! Mam nadzieję, że dla widzów idących teraz do kin, film będzie równie wielkim przeżyciem.

Koreańczycy w japońskim świecie

Park Chan-wook, reżyser pamiętnego Oldboya, przeniósł akcję powieści Waters do Korei w latach 30. XX wieku, kiedy to kraj był pod japońskim panowaniem. Urocza młoda Koreanka Sook-hee (Tae-ri Kim), pochodząca z nizin społecznych spryciula, zostaje namówiona przez znajomego oszusta, do pomocy w bardzo niecodziennym przekręcie. Podając się za hrabiego Fujiwarę (Jung-woo Ha), japońskiego arystokratę, Koreańczyk chce poślubić dziedziczkę wielkiej fortuny, pilnie strzeżoną przez swego ekscentrycznego wuja. Hideko (Min-hie Kim) jest podobno nieśmiałą i zahukaną pięknością, która nigdy nie opuszcza posiadłości wuja i jest mu we wszystkim uległa. Zadaniem jej nowej służącej ma być podsycanie w niej uczuć do odwiedzającego dom hrabiego, tak by ostatecznie dziedziczka zdecydowała się na przyjęcie jego oświadczyn, ucieczkę i potajemny ślub, w wyniku którego hrabia Fujiwara stałby się bardzo majętnym człowiekiem. Plan świetny, ale z realizacją mogą być prawdziwe problemy.

Myślicie zapewne, że zdradzam zbyt wiele z fabuły, ale to naprawdę nic. Gra, jaką prowadzi ze sobą ta trójka, jest znacznie bardziej skomplikowana i wyrafinowana niż można by z początku przypuszczać. W tym długim i dziwnym filmie zobaczycie wiele razy jak bohaterowie zakładają na siebie sidła, nie wiedząc, że oni sami są już w pułapce innego pająka lub pajęczycy. Służąca to naprawdę fascynująca gra z widzem i pozorami, którym musi ulec.

Jest to także, a może przede wszystkim, wspaniały film o opowiadaniu, bardzo literacki, ale przyjemny w odbiorze filmowym. Czuć w każdej scenie ducha powieści Sarah Waters, co mnie osobiście ogromnie się podoba. W końcu nie chodzi o to co, ale jak jest opowiadane. Tutaj mamy dwa, uzupełniające się punkty widzenia i liczne retrospekcje, a dopiero na sam koniec możemy dostrzec pełen kontekst oglądanych wydarzeń. Jako czytelniczka, bardzo doceniam takie zabiegi.

Taka piękna miłość

,,Piękny” to przymiotnik, który bardzo często pojawia się w recenzjach Służącej. Piękna jest przede wszystkim miłość pomiędzy bohaterkami, granymi przez zjawiskowe azjatyckie aktorki. Hideiko i Sook-hee zakochują się w sobie wbrew wszystkiemu i wszystkim. Dzieli je status społeczny i narodowość, ale łączy niesamowicie silna namiętność, której wyrazy nie raz nam przyjdzie podziwiać na ekranie (sceny erotyczne są tu naprawdę mocne, więc może lepiej nie iść na seans z rodziną:). W dodatku jest w tej relacji dużo humoru i bliskości, stanowiących przeciwwagę dla koszmaru, jaki zgotował Hideiko wuj-esteta. Jeśli zaś o niego chodzi, to ten niebezpieczny psychopata jest prawdziwym kapłanem piękna, traktującym całe swoje życie jak teatralną scenę. Miłośnik tego co japońskie i angielskie (co widać w architekturze jego rezydencji), wielbiący pornograficzne powieści i niestety chętnie dzielący się swoją pasją z innymi dżentelmenami. Ale tu już chyba zdradzam za wiele. Sami musicie zobaczyć, jaką rozrywką raczą się ci panowie.

Dla mnie najpiękniejsze w tym filmie są dwie rzeczy: relacja głównych bohaterek i warstwa wizualna. Jeśli chodzi o to pierwsze, to naprawdę ta miłość ujmuje ciepłem i bliskością, a widz razem z młodymi kobietami może poczuć emocje związane z każdą fazą zakochiwania się. Nawet scena z zabiegiem dentystycznym wypada tu bardzo erotycznie, a to już nie lada sztuka. Jeśli zaś chodzi o płaszczyznę wizualną, to jest wprost baśniowa. Nawet sceny bardzo intensywne i przemocowe są tu pokazane tak, jakby były częścią pięknego starego obrazu. Od razu ma się skojarzenia z baśniami braci Grimm. Jak wiecie, uwielbiam wszystko co japońskie, dlatego patrzenie na piękny ogród, tradycyjne stroje czy wnętrza domu w stylu japońskim, były dla mnie ogromną przyjemnością.

Służąca to bardzo mocne i oryginalne kino. Ci, którzy widzieli Oldboya nie będą zawiedzeni, gdyż reżyser jeszcze bardziej rozwinął popisowe środki ze swego twórczego warsztatu. Gwarantuję, że wychodząc z kina będziecie wstrząśnięci i zachwyceni historią walki dwóch zakochanych kobiet ze zdeprawowanymi mężczyznami. Oto jeden z nielicznych filmów pokazujący czysto kobiecy punkt widzenia i tylko trochę dziwi mnie fakt, że tak do mnie przemówiło dzieło mężczyzny, w dodatku z Korei.

A swoją drogą, czy tylko mnie zaskoczył fakt, że film jest pokazywany w kinach w obecnym, bardzo niesprzyjającym klimacie społecznym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *