Przemysław Skokowski, Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową

Autor książki jest znanym blogerem podróżniczym, a jego poprzednia publikacja, Autostopem przez życie do dziś pozostaje pozycją obowiązkową wszystkich czytelników kochających podróże. Jak z samego tytułu nie trudno wywnioskować, tegoroczna książka opowiada o podróży do Ameryki Południowej i ja osobiście tylko to zarejestrowałam zaczynając lekturę. Dopiero w trakcie czytania dotarło do mnie, że chodzi przecież o autostop (a w pewnych fragmentach i jachtostop), czyli próbę odbycia bardzo drogiej i w mniemaniu niektórych, wręcz ekskluzywnej podróży, szybko i jak najniższym kosztem. To mnie naprawdę zaintrygowało, podobnie jak to, że podczas czytania można jednocześnie (dzięki kodom QR pod tytułami niektórych rozdziałów) obejrzeć filmy z fragmentów siedmiomiesięcznej wyprawy Przemka Skokowskiego.

Głębszy wymiar podróżowania

Gdyby nie barwna osobowość autora, dostalibyśmy zapewne kolejną relację z długiej wycieczki, jakiej pełne są blogi podróżnicze. Tutaj mamy jednak do czynienia z niezwykłym młodym człowiekiem, z którym zetknięcie może być wstrząsem dla czytelników nie znających jego dotychczasowych dokonań. Dla mnie to zdecydowanie był taki wstrząs. Nie dość, że chłopak dobrowolnie decyduje się na wycieńczającą dla ciała i ducha podróż autostopową, to w dodatku nadaje temu, co robi szczytny cel, zbierając dzięki podróży pieniądze dla jednego z gdańskich hospicjów. Przez to nie jest to pod żadnym względem relaks, przygoda czy wypoczynek, z którego można powstawiać fotki z zachodem słońca na facebooka, a praca dla wyższego i szczytnego celu.

Choć zapewne wielu osobom to się nie spodoba (też myślałam z początku, że będę miała z tym problem, ale nie miałam) jest to również książka o wierze, z którą pomaganie hospicjum ma wiele wspólnego. Skokowski nie uprawia na szczęście nachalnej chrześcijańskiej propagandy, ale w miarę jak coraz szczerzej relacjonuje swoje przygody, orientujemy się, że Bóg zajmuje ważne miejsce w jego życiu. Pierwszym i (jak sam przyznaje) najtrudniejszym etapem jego podróży było przejście 1000 km słynnej trasy z Lourdes do Santiago de Compostela. Atmosfera pielgrzymowania na tej trasie, przenosi się jakby mimowolnie na inne odcinki wielkiej podróży Skokowskiego i tego już raczej w innych blogowych i książkowych relacjach nie znajdziecie.

Nie o miejsca tu chodzi

Bardziej niż to jak wyglądała darmowa przeprawa przez Atlantyk, czy jak prezentują się największe turystyczne atrakcje Peru, Kolumbii czy Ekwadoru, zainteresowało mnie samo podróżowanie i to jak Skokowski rozumie ten specyficzny stan zawieszenia, wykluczenia z codziennej rutyny, jakim jest przemieszczanie się. Bloger od początku bardziej skupia się na tym jak niż gdzie jest. Więcej dowiemy się o wysiłkach związanych z dotarciem do celu niż o urokach kolejnej destynacji i to mi się naprawdę podoba. Dla początkujących travelerów mógłby to być prawdziwy podręcznik przetrwania w każdych okolicznościach. Naturalistyczne opisy tego jak piesza wędrówka odbija się na ludzkim ciele (o bąblach, oparzeniach, pocie i ogólnie smrodzie jest tu naprawdę dużo), albo jak poszukiwania kolejnej podwózki odbijają się na psychice, naprawdę robią wrażenie.

Ta książka podobała mi się zapewne tak bardzo, ponieważ jestem osobą skrajnie odmienną od autora. Poszukiwanie noclegów na serwisach couchsurfingowych, ciągłe zapytywanie obcych ludzi (w Kolumbii! Narcos!) czy go nie podwiozą lub nie przenocują, no i ta wieczna otwartość na innego człowieka, gotowość do rozmów i wspólnego zwiedzania, które mi się zupełnie w głowie nie mieszczą. To właśnie było dla mnie najbardziej egzotyczne, a nie przeprawa przez Atlantyk czy południowoamerykańska dżungla.

W jednym tylko umiałam utożsamić się ze Skokowskim, a mianowicie w minimalistycznym podejściem do życia i podróżowania. Rozumiem jego zniechęcenie i opadnięcie entuzjastycznych emocji gdy podróżowanie z pasji przeistoczyło się w pracę (ja się tak czuję gdy drugi lub trzeci raz w ciągu weekendu człapię do kina), ale też to, że mimo wszystko nie zatracił w podróżniczym zniechęceniu siebie. Choć zapewne mógł sobie pozwolić na więcej, podróżnik zabrał ze sobą tylko tyle, ile zmieściło się w plecaku, co moim skromnym zdaniem powinno być życiowym celem każdego człowieka. Do tego znaczne ograniczenie wymogów żywieniowych i gotowość spania w każdych warunkach, często na gołej ziemi czy w podmokłej trawie. Od razu widać, że autor stawia na przeżywanie, a nie posiadanie, dlatego też zapewne tak go uwierają pod koniec ograniczenia i zobowiązania, które sam sobie narzucił (pisanie, redagowanie, fotografowanie, filmowanie), a które odcinają go od możliwości bycia tu i teraz.

Przemek Skokowski sam wyznaje, że ma świadomość, iż w przeciwieństwie do jego poprzedniej książki, ta raczej nie sprawi, że czytelnicy w jednej chwili zapragną rzucić wszystko i ruszyć w wielomiesięczną podróż. Za to można mieć pewność, że ta podróżnicza relacja zmusi was do zadania wielu ważnych pytań, na przykład o to gdzie jest dom, jaki sens ma podróżowanie bez ukochanej osoby, dlaczego warto pomagać i jak, wśród natłoku prozaicznych problemów typu mokre skarpety, zepsuty telefon czy niestabilny namiot, znaleźć głębszy sens i rozwinąć się duchowo.

One thought on “Przemysław Skokowski, Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową

  • Listopad 24, 2015 at 2:12 pm
    Permalink

    Książka wydaje się być świetną pozycją do przeczytania! Muszę spojrzeć czy znajdę ja na półce w księgarni, bo chętnie bym po nią sięgnęła. Uwielbiam książki podróżnicze w ogóle, ale najbardziej przemawiają do mnie właśnie takie podróże ludzi z pasją, którzy ruszają w świat z miłości do świata!
    Brawo dla autora za pomysł ze zbieraniem funduszy na szczytny cel! Teraz już nie dość, że mam ogromny podziw dla autora za obrany przez niego cel podróży to jeszcze zaimponował mi dodatkowo swoją inicjatywą, Piękna sprawa!
    Urzekł mnie też pomysł z kodami QR, bo książka staje się właściwie interaktywna. Na filmie to jednak wszystko staje się rzeczywiste i to co wytworzyła nasza wyobraźnia jest zweryfikowane realnym obrazem danego miejsca. :)
    Dzięki za inspirujący wpis, mam nadzieję, że dane mi będzie przeczytać książkę. :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *