Isabel Allende, Japoński kochanek

Jeśli coś ma słowo ,,japoński” w tytule, to prędzej czy później to przeczytam. W tym przypadku nie przeszkadzało mi nawet to, że dalej jest ,,kochanek”, co może budzić skojarzenia z ckliwymi romansami. Z młodzieńczych lektur książek Allende zapamiętałam mgliście ciężką atmosferę, typową dla dzieł literatury iberoamerykańskiej, za którą nie przepadam, ale na szczęście Japoński kochanek okazał się zdumiewająco świeży i lekki. Autorka wprowadza nas w świat przesiąknięty duchowością w bardzo przystępny sposób i momentami aż dziw bierze, że opowieść o śmierci, odchodzeniu, traumie i trudnej miłości może aż tak lekko i przyjemnie dla czytelnika płynąć. To idealna pozycja na wyciszenie, poprawę humoru i odnalezienie chwilowo utraconego życiowego balansu.

W Domu Skowronka

Lark House to bardzo przyjazny swoim pensjonariuszom dom spokojnej starości w Kaliforni, w którym przeżywają swoją jesień życia średnio zamożni biali hipisi, często wcześniej uprawiający artystyczne zawody. Wielu mieszkańców tego przybytku to osoby samodzielne, cieszący się towarzystwem rówieśników, pięknym ogrodem i licznymi zajęciami manualnymi, organizowanymi popołudniami. Niektórzy jednak są już chorzy i potrzebują różnego rodzaju pomocy. Taką pomoc ma zapewniać między innymi Irina, młoda dziewczyna ze skomplikowaną i bolesną przeszłością, która jak nikt innym potrafi okazać seniorom serce i wspomóc ich w codziennym funkcjonowaniu. Nieoczekiwanie, Irina zostaje poproszona o wsparcie przez pewną bogatą wdowę, która na pierwszy rzut okaz zupełnie nie potrzebuje pomocy. Alma Belasco to kobieta dumna, surowa, o nienagannych manierach i aurze nieprzystępności. Nikt nie wie, dlaczego ktoś tak zamożny jak ona, zdecydował się na zamieszkanie w tej gromadzie podstarzałych hipisów. Irina, w ramach pracy dla Almy, ma pomagać jej i jej wnukowi Sethowi (który oczywiście szybko zakocha się w pięknej emigrantce z Mołdawii) w porządkowaniu rodzinnych zdjęć i wspomnień związanych z rodem Belasków, potrzebnych do książki, którą pisze Seth. Od momentu tego niezwykłego spotkania dwóch kobiet, które dzieli absolutnie wszystko, a łączy chyba tylko to, że obie przybyły do USA z Europy, akcja toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy niespiesznie historię Iriny, która przyjechała do Stanów jako zastraszone, głodne dziecko z mołdawskiej wioski i którą spotkało wiele traumatycznych przeżyć nim osiągnęła dorosłość. Z drugiej, zagłębiamy się w przeszłość Almy, cofamy się do Polski lat wojennych, skąd rodzina Mendlów, przeczuwająca najgorsze, postanowiła wysłać do Ameryki swoją najmłodszą pociechę. U zamożnego wujostwa mała Alma związała się na resztę życia więzami miłości z kuzynem Nathanielem i z synem japońskiego ogrodnika Ichim, a więzy te miały przetrwać niemal do końca jej życia.

Żadne tam romansidło

Oczywiście, jest to przede wszystkim opowieść o miłości, ale bez tej całej kiczowatej ckliwości, przez którą literatura kobieca pewnego rodzaju zyskała złą sławę. Alma i Ichi to ludzie głęboko uduchowieni i artyści, którzy nie okazują tego co czują w ostentacyjny sposób. Ich związek to wysublimowana i pełna delikatności relacja, na którą spoglądamy dzięki wielu pośrednikom, jakby przez na wpół przymknięte drzwi. Przyznam, że bardzo polubiłam Ichiego i Almę. Ją za to, że jest fantastyczną artystką o niezłomnym charakterze, piękną w swej surowości i seniorką starzejącą się z klasą i wdziękiem. Jego za miłość do roślin i podążanie przez całe życie ścieżką duchowego rozwoju, przez co ludzie często brali go za mnicha lub wielkiego mędrca. Naprawdę urzekające jest to, co oboje mówią na temat starości, która urasta do rozmiarów osobnego bohatera tej powieści.

Podczas lektury można się naprawdę rozmarzyć nad tym jak pięknie by było, gdyby każdy z nas mógł w jesieni życia szukać spokoju ducha w takich warunkach jakie panują w Lark House. Nawet seniorzy o bardzo skromnych dochodach mają szansę na godną i pogodną starość (gdyby była to książka o polskich pensjonariuszach domu spokojnej starości, to nie byłaby piękna love story, a przerażający dreszczowiec zapewne). Wspaniale się czyta o ludziach, którzy mimo zaawansowanego wieku, wiedzą co to dobra zabawa, radość z otaczającego ich świata i poczucie spełnienia po dobrze przeżytym życiu.

Oprócz śmierci, miłości i przyjaźni, bardzo wiele miejsca poświęca Allende uprzedzeniom rasowym i ogromnym krzywdom, jakie ludzie wyrządzają sobie nawzajem. Alma jako dziecko ucieka w ostatniej chwili przed holocaustem. Jej rodzice nie mają tyle szczęścia i trafiają do getta, a brat jest przez jakiś czas więźniem obozu w Auschwitz. Nie tylko jednak Niemcy grają tu rolę czarnych charakterów, bo i Amerykanie mają swoje za uszami. Mały Ichi, wraz z całą rodziną, zostaje podobnie jak wielu innych Amerykanów japońskiego pochodzenia w czasie wojny, umieszczony w obozie na pustyni, gdzie warunki ich przetrzymywania są zbliżone to tych, panujących w ogarniętej wojną Europie. Pod względem dziejowych niesprawiedliwości, Japoński kochanek (choć tytuł na to nie wskazywał) okazał się książką bardzo pouczającą lekturą.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Muza za przesłanie egzemplarza książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *