„Przecież wszyscy mają w domu tak samo” – o Cichej nocy Piotra Domalewskiego

Za tydzień święta, ale czy jest sens na nie czekać i je przeżywać, gdy już się widziało Cichą noc, czyli wizję współczesnych wszechpolskich wigilijnych obchodów? Podczas seansu miałam wrażenie (i nie tylko ja), że patrzę na ekstrakt każdej z do tej pory przeżytych Gwiazdek i na standardowy zestaw problemów, dotykających moją, ale i wszystkie inne polskie rodziny współcześnie. Wreszcie mam poczucie, że ktoś zrobił dobry film na ważny temat, pokazujący jak wygląda obecnie Polska dla wielu mieszkających tu ludzi. Żadne tam Listy do M. czy inne kiczowate wydmuszki zrobione przez ludzi, którzy chyba nigdy nie opuszczają wielkiego miasta, a tylko Cicha noc idealnie wprowadza wszystkich w nastrój świąteczny (choć pamiętać należy, że to nasz specyficznie słowiański, dość smutny i wisielczy nastrój, bo w smutnym kraju święta także są na smutno).

W dużej kochającej się rodzinie

Głównym bohaterem Cichej nocy jest Adam (Dawid Ogrodnik), młody mężczyzna pracujący za granicą, który właśnie wraca na Wigilię do rodzinnej wsi gdzieś pod Olsztynem. Widać, że spieszy mu się do domu, gdyż rozpala go nie tylko radość z ujrzenia rodziców czy rodzeństwa, ale też wizja zostania ojcem. Do tego ma w perspektywie bardzo korzystny interes, o ile rodzina będzie współpracować, ale to planuje załatwić przy wigilijnym stole, gdzieś pomiędzy łamaniem się opłatkiem a piciem ze szwagrem.

Dom rodzinny Adama nie jest żadną okazałą rezydencją, a raczej czymś, co bardziej nadaje się do wyburzenia niż do generalnego remontu. Stara cegła, zniszczone meble, wszechobecne błoto na podwórzu zamiast śniegu i złowieszcze lasy dookoła. A jednak coś nas chwyta za serce, bo przecież prawie każdy z nas spędza lub spędzał kiedyś święta w dokładnie takim miejscu. Choć wnętrza skromnie, to jednak miło gdy matka z ciotką krzątają się po kuchni przygotowując kolację, a podpity dziadek zaczyna śpiewać. Jest tak swojsko, że niemal czułam siedząc w kinie zapach tej kiszonej kapuchy gotowanej w wielkim garze, czy alkoholowy oddech dziadunia, gdy szeptał coś do wnuków. Arcypolskość!

Powoli, z minuty na minutę, orientujemy się, że jednak nie wszystko jest w tej rodzinie w porządku, a przynajmniej nie tak, jak matka (Agnieszka Suchora) i ojciec (Arkadiusz Jakubik) by sobie tego życzyli. Adam najwyraźniej coś kombinuje, jego młodszy brat Paweł (Tomasz Ziętek) chodzi naburmuszony i zerka wrogo, a do tego niepijący od dwóch miesięcy tatuś słabo znosi familijne stresy i coraz częściej zerka w stronę butelki, co grozi nie tylko tym, że wróci do nałogu, ale i tym że spokojna i łagodna mamusia może wybuchnąć niepohamowaną furią.

Tragiczny wybór młodego Adama

Nie wdając się w szczegóły (nie będziemy spojlerować) sednem tej fabuły jest pokazanie, że z sytuacji, w jakiej znalazło się wielu podobnych do bohaterów filmu Polaków, nie ma właściwie dobrego wyjścia. Dla ekranowej rodziny, wyjazd wielu jej członków za granicę do pracy jest jedyną szansą na przetrwanie, ale wiąże się z bólem rozłąki, co poważnie nadwyręża bliskie więzi. W przeszłości ojciec głównego bohatera zdecydował się na takie życie, przepracował za granicą wiele lat, dzięki czemu dzieci miały co jeść, ale były właściwie pół sierotami, mając wiecznie nieobecnego rodzica. Przed podobnym dylematem staje teraz Adam, który jest bystrym chłopakiem i wie, że w Holandii, gdzie przebywa już od dłuższego czasu, mógłby zapewnić sobie dostani byt, ale teraz, zwłaszcza, że jest w domu na święta i chłonie tę polską rodzinną atmosferę, czuje jak to będzie tęsknić za byciem ze swojakami.

Wyjazd to jedyna możliwość by wydostać się z tego wiejskiego błota i biedy, ale widzimy, że takie rozwiązanie łamie ludzi i Adama też prawdopodobnie złamie. Jego ojciec mówi bardzo ciekawie o tym, że za granicą mógł być tylko Polakiem, a w Polsce jest zwyczajnie człowiekiem. Jestem pewna, że tysiące młodych osób, tych wszystkim magistrów i specjalistów, którzy w kraju nie mieliby szansy zarobić na chleb, a teraz oglądają Cichą noc, bardzo poruszą te słowa.

Jak wiecie, sama jestem z małej miejscowości, z której każdy kto mógł, wyjechał do pracy za granicę. Od lat patrzę na to jak wygląda sytuacja wielu członków mojej rodziny czy koleżanek ze szkoły, będących tam, a chcących być tu, gdzie jednak nie ma dla nich żadnej przyszłości. Również ja, i to od lat, czuje, że ciąży nade mną presja wyjazdu, bo tu już mnie nic nie czeka oprócz pracy za grosze z perspektywą zszarganych nerwów i depresji (jak jest w polskich szkołach, każdy wie). Jak widzicie, rozumiem więc doskonale, z czym zmagają się filmowi bohaterowie.

Cicha noc to film, który nie niesie świątecznego pocieszenia, no chyba, że komuś zrobi się lżej od tego, że inni mają tak samo źle (że też tęsknią, że podróżują polskim busem, że tkwią w poczekalni do życia). W takim kraju i w takich czasach przyszło nam żyć i pozostaje mieć tylko nadzieję, że ktoś z obecnej ekipy rządzącej weźmie sobie do serca sytuację przedstawioną na ekranie i coś z tym zrobi, choć wiadomo, czyją matką jest nadzieja.

Na koniec może jeszcze wyrazy podziwu i zdziwienia. Podziw dotyczy oczywiście znakomitych aktorów, którzy tak się wczuwają w swoje archetypowo polskie role, że aż miałam momentami wrażenie, że to członkowie mojej prawdziwej rodziny. Najwięcej zachwytów ze strony całej kinowej widowni (nie tylko mojej) zebrał pan Paweł Nowisz, grający dziadka wszystkich dziadków. Wspaniała jest też pani Agnieszka Suchora, matka Polka wypisz, wymaluj (widać, że nie jedną Kuleszą polski film stoi). No i duet ekranowych braci sprawdził się znakomicie. Panowie Ziętek i Ogrodnik są do siebie nawet podobni, a napięcia między nimi jest tyle, że są w swym braterstwie bardzo wiarygodni. W ogóle mam wrażenie, że Ogrodnika już chwalić nie trzeba, bo jest znakomity we wszystkim i za każdym razem. Oto aktor, którego nie trzeba się wstydzić, prawdziwy pierwszoligowy artysta, czego nie można powiedzieć o wielu jego rówieśnikach, prężących muskuły na ściankach czy na Pudelku.

Zdziwienie natomiast dotyczy dźwięku, a konkretnie tego, że jest całkiem dobry. Dawno już nie oglądałam polskiego filmu,w którym słyszałabym wszystkie dialogi. Jest postęp!

Z ogromną chęcią obejrzę Cichą noc jeszcze wiele razy. Szkoda, że film jest nowy, bo nie uda się zapewne do świąt kupić DVD, żeby obejrzeć z całą rodziną (no nie całą, bo część jest w zagranicznych rozjazdach zarobkowych oczywiście) przy wigilijnym stole. Wyobraźcie sobie: ludzie siedzący przy stole patrzą na ekran z ludźmi siedzącymi przy stole i oglądającymi w telewizji Beatę Kozidrak śpiewającą kolędy :)

PS. Wiele jest w tym filmie scen zapadających w pamięć, ale nic nie przebije tej z pijanym szwagrem Marcinem. To jest tak polskie i tak udane, że nie mogłam się przestać śmiać przez kilka minut. Ależ im to wyszło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *