Chce się żyć

Wybierając się na ten film podejrzewałam, że, podobnie jak inne filmy o chorych uwięzionych w swoim ciele, ten także będzie próbował na siłę wzbudzić we mnie wzruszenie i współczucie oraz, że wiele razy będę emocjonalnie szantażowana. Na szczęście nic z tego się nie wydarzyło, a jednak, pomimo tego, że właściwie serca (jako organu uczuciowego) nie posiadam, głębokie wzruszenie nie opuszczało mnie przez cały film. Mam wrażenie, że Chce się żyć w jakiś ciepły, normalny, prosty sposób, odmraża w widzach człowieczeństwo. To żaden wstyd się na tym popłakać, ale zapewniam, że okazji do śmiechu będziecie mieli o wiele więcej.

Chce się żyć to opowieść o Mateuszu (który jest realny, tak jak jego historia), który od urodzenia cierpi na ciężkie porażenie ciała. Chłopak właściwie nie ma żadnej kontroli nad swoim powyginanym, nieposłusznym organizmem, przez co przez sporą część życia jest brany za upośledzonego nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Tymczasem w środku, w swoim umyśle, jest zupełnie normalnym, a nawet inteligentnym człowiekiem, o czym przekonują widzą jego niezwykłe zainteresowania i ironiczne komentarze do wielu sytuacji (Mateusz dysponuje naprawdę ciekawym poczuciem humoru, które ratuje widza przez zupełnym rozpłynięciem się we wzruszeniu). Chory chłopiec nie ma szczęścia do polskiej opieki zdrowotnej, ale za to trafiają mu się w życiu bardzo pomocne niewiasty. Matka jest prawdziwym heroicznym przykładem, niemal archetypem Polki walczącej z przeciwnościami losu i kochającej swego synka bezwarunkowo. Wspaniała jest także terapeutka, dająca Mateuszowi szansę zaistnienia, a także jego dwie blond miłości o obfitych biustach. Wszystkie te panie wchodzą z chłopakiem w dość nietypowe i bardzo owocne interakcje, bez których nie dowiedzielibyśmy się jaką naprawdę osobą jest Mateusz. Prócz czarujących pań, nasz bohater zawdzięcza najwięcej swojemu wspaniałemu ojcu. Grany przez Arkadiusza Jakubika wesoły pijak jest najcieplejszym, najcierpliwszym i w ogóle najlepszym ojcem na świecie. Nic to jednak przy matce, którą cudownie zagrała Dorota Kolak. Takiego aktorskiego duetu jeszcze nie widziałam w polskim kinie. Matka i syn mają ze sobą łączność na zupełnie niezwykłym poziomie, a dzięki przekonywującej grze aktorskiej, jesteśmy w stanie w to połączenie uwierzyć.

To co zrobił w Chce się żyć Dawid Ogrodnik jest po prostu genialne. Nie mam pojęcia jak zdrowy człowiek może przygotowywać się do takiej roli. Jakiego poświęcenia wymaga opanowanie tych wszystkich skurczów mięśnie i wyginania palców. Nie ma chyba zbyt wielkich pochwał na takie dokonanie, zwłaszcza, że nie tylko z aktorskiego, ale i czysto ludzkiego punktu widzenia Ogrodnik dokonał wielkiej rzeczy. To dzięki niemu wiemy nieco więcej o tak ważnej sprawie jak seksualność osób chorych, czy o ich potrzebach intelektualnych. Nagle dla takich ludzi jak ja, którzy nie mają styczności z upośledzonymi w jakikolwiek sposób fizycznie lub psychicznie, chorzy przestają być kimś nieznanym i strasznym. To ważna sprawa. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że talent Dawida Ogrodnika nie zostanie zmarnowany w jakiś żenujących polskich serialach, jak to już nie raz bywało.

Warto zaznaczyć, że chce się żyć jest filmem bardzo nostalgicznym i dopracowanym pod względem estetycznym. Dla osób z mojego pokolenia, czyli mniej więcej trzydziestolatków, oglądanie tego filmu będzie jak prawdziwa podróż w czasie do leniwej, ciepłej, dziwnej atmosfery, jaka mogła się wytworzyć tylko na małych polskich blokowiskach w latach osiemdziesiątych. Mieszkania, ubrania, wnętrza, przywodzą smak i zapach dzieciństwa, co wzrusza (może nie tylko mnie) w podobnym stopniu co niesamowita historia Mateusza. W tym przypadku udało się filmowcom wyjątkowo. Odtworzyli wspaniale tamten klimat. Najbardziej podobają mi się rodzinne rozmowy (a właściwie monologi wygłaszane do Mateusza, który sam nie mówi nic przez cały film). Tylko w tamtych czasach ludzie potrafili sobie z taką szczerością i prostotą okazywać miłość i to naprawdę bardzo wzrusza.

Podczas oglądania Chce się żyć naszła mnie jeszcze także banalna myśl, towarzysząca pewno wszystkim widzom, na temat tego, jakimi niewdzięcznikami jesteśmy na co dzień, nie doceniając swojego życia. Chory przykuty do wózka wprawia w zakłopotanie wszystkich zdołowanych, depresyjnych pełnosprawnych. Uważam, że przynajmniej dla gimnazjalistów i licealistów, powinien to być seans obowiązkowy. Niech gimbusy zobaczą jak wyglądają prawdziwe problemy, nie mające nic wspólnego z kasą, nowym telefonem czy modnym ubraniem. Znów sadystyczny pedagog się we mnie odzywa.

Koniecznie muszę też napisać o niekompetentnych, wrednych, nieczułych s…., które skazały Mateusza na los cięższy niż to było konieczne. Krew we mnie zawrzała (a zwykle to zaledwie letni bulion) gdy usłyszałam, że chłopak jest rośliną, a w najlepszym razie zwierzątkiem podobnym do psa. Te metody! To podejście! Gorsza była chyba tylko ta jędza, która dusiła go kaszą na leżąco, choć dentystce też bym przyszykowała osobny kocioł w piekle. Gdy widzę coś takiego (a jestem pewna, że takie sceny odbywają się codziennie w polskich szpitalach i przychodniach) to mam takie rewolucyjne myśli, żeby policja zamiast zgarniać pijanych dziadków na rowerze, albo młodzież spod sklepów i parków, zajęła się tropieniem takich właśnie potworzyc, wyrządzających okrutnie prawdziwe zło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *