Praktykant

Jeśli macie ochotę na kino niezobowiązujące, rozrywkowe, sympatyczne i zabawne, zdecydowanie powinniście się wybrać na Praktykanta. Nie ma co liczyć w tym przypadku na jakikolwiek realizm, sensacyjne zwroty akcji czy oryginalność, ale gwarantuję, że po obejrzeniu tej średnio ambitnej komedii poczujecie się naprawdę wspaniale, a co najważniejsze, seans skutkuje także poważnym wzrostem chęci do pracy oraz napływem ciepłych uczuć do własnej drugiej połowy. Choć nie jestem fanką komedii dość regularnie produkowanych przez Nancy Meyers (pozostaję obojętna na urok Holiday, Lepiej późno niż później czy Nie wierzcie bliźniaczkom) to Praktykant, zaraz obok Druhen, będzie od teraz moją awaryjną komedią na ekspresową poprawę samopoczucia.

Baśń o zapracowanej księżniczce i jej leciwym giermku

Jules (Anne Hathaway) jest szefową młodej i prężnie działającej firmy internetowej, zajmującej się sprzedażą ubrań przez Internet. Choć jej startup odnosi coraz większe sukcesy, nie przekłada się to na poziom jej osobistej szczęśliwości, gdyż kobieta nieszczególnie dobrze radzi sobie z organizacją lawiny nowych obowiązków. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu była młodą matką, która zaczęła pokazywać ubrania w sieci, mając za tło swoją kuchnię, a teraz jest szefową ponad dwustu nieco zagubionych pracowników. Na szczęście jeden z nich wpada na pomysł rewelacyjnego programu stażowego dla seniorów. Idea rewelacyjna! Po co wykorzystywać za darmo absolwentów, którzy będą się frustrować i w końcu poszukają czegoś lepszego i odpłatnego, gdy można cisnąć staruszków, wdzięcznych za to, że ktoś wyciągnął ich z niebytu i dał zajęcie? Seniorzy w końcu tylko czekają na to, by ktoś dał im więcej nadliczbowych obowiązków, prawda?

THE INTERN

Jednym z praktykantów Jules jest Ben (Robert De Niro), czyli chyba najbardziej uroczy, szarmancki, inteligentny i ciepły siedemdziesięciolatek w Nowym Jorku. Ben jest od kilku lat wdowcem, któremu pustka w emeryckim życiu zaczyna poważnie doskwierać. Staż w nowej firmie jest dla niego prawdziwym wybawieniem, zwłaszcza, że oprócz zdobywania praktycznych umiejętności (takich jak samodzielne włączanie komputera), będzie mógł się rozerwać także mentorowaniem wszystkim dookoła. Czy ktoś może mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że Ben, niczym dobra wróżka czy opiekuńczy duch, zdoła naprawić relacje w firmie, odciążyć przeładowany kalendarz szefowej i jeszcze uzdrowić jej rodzinne relacje? Jak w przypadku większości komedii, nie chodzi o to czy, tylko w jakim stylu, a tu muszę przyznać, że styl jest nienaganny. Ochom i achom na sali kinowej nie było końca.

Ogranie własnych wizerunków

Tak, to największa jak dla mnie zaleta tego filmu. Robert De Niro, prawdziwa ikona męskiego kina (którą sam aktor stara się zniszczyć grając w takich tworach jak Poznaj moich rodziców), przypomina nam na czym polegał jego nieodparty włoski urok. W tym filmie znowu jest podziwiany przez mężczyzn, a kobiety do niego wzdychają jak za dawnych lat. Szczególnie podobała mi się scena przed lustrem, nawiązującego do pamiętnych ujęć z Taksówkarza, a także te momenty, w których Ben tłumaczy młodszym kolegom, że trzeba się golić codziennie, nosić przy sobie chusteczkę i ogólnie na czym polega bycie prawdziwym mężczyzną. Kto bardziej (może poza Clintem Eastwoodem) nadaje się do takiego przewodnictwa i zadawania pytań o to, co się stało ze współczesnymi mężczyznami?

A co do Anne Hathaway to nie jest już zdecydowanie brzydkim kaczątkiem z Pamiętników księżniczki czy z Diabeł ubiera się u Prady. Z wielką przyjemnością patrzy się na to jak staje się uosobieniem nowoczesnego szyku, przechadzając się w ubraniach, których nie powstydziłaby się sama Miranda Priesteley. Właściwie to grana przez Hathaway Jules jest młodszą i nieco sympatyczniejszą wersją Mirandy. Także pracuje w przemyśle modowym, też jest pracoholiczką próbującą pogodzić życie rodzinne z obowiązkami zawodowymi, no i też ma obłędne wyczucie stylu. Dzięki niej ten film naprawdę przyjemnie się ogląda. Wszystko jest wręcz wypolerowane, precyzyjnie zaplanowane i zrealizowane tak, by wzbudzać konkretny efekt, w tym przypadku ciepłego rozczulenia i energetycznego doładowania. Mnie osobiście to odpowiada, ale zapewne byłoby inaczej gdyby ta lekka komedia miała większe ambicje.

Praktykant-2

Ciężar dla równowagi

W zaledwie dwóch miejscach do swej lekkiej komediowej symfonii Nancy Meyers próbuje dodać niższe tony. Jest tak gdy chodzi o wspomniany kryzys męskości, któremu trudno zaprzeczyć, zwłaszcza gdy przy grupie zaniedbanych, zagubionych, kolorowych trzydziestoletnich chłopców staje zapięty po ostatni guzik De Niro. Choć to nie mój przedział wiekowy, też bym wolała dobrze utrzymanego siedemdziesięciolatka niż zarośniętych i niezdyscyplinowanych trolli.

No i jest jeszcze bliska sercu Meyers tematyka pracy zawodowej matek (wiem, bo widziałam wywiad w telewizji śniadaniowej:). Scena, w której Jules rozmawia z pełnoetatowymi kurami domowymi jest naprawdę typowa i bardzo denerwująca. Ciekawa jestem co właśnie takie mamusie sobie myślą oglądając Praktykanta. Jednocześnie właśnie w tym miejscu sobie pomyślałam, że ta filmowa baśń jest stworzona jednak pod amerykańską, a nie polską widownię. U nas w końcu mało kogo stać na to by z własnej woli decydować się na pozostanie w domu z maluchami. Podobnie jest w przypadku zamożnych, sytych i szczęśliwych emerytów, marzących by wrócić do pracy i to wyłącznie dla satysfakcji, bo przecież nie dla pieniędzy.

Zresztą równie słodko przedstawia się cała fabuła Praktykanta. Zarówno wizje pracy i kariery, jak i związków damsko-męskich, są tu pokryte grubą warstwą różowego lukru, ale to absolutnie nic nie szkodzi, bo zabawa podczas oglądania jest przednia. Przyznam, że naprawdę miło było obejrzeć amerykańską komedię bez rubasznych dowcipasów i epatowania plastikową golizną.

4 thoughts on “Praktykant

  • Październik 18, 2015 at 8:22 pm
    Permalink

    Trochę rozczarowałem się już na samym wstępie Twojej recenzji i nie chodzi mi o samą recenzję, ani nawet o film. Tylko o De Niro. Cholera, facet jest za dobry, by grać w przeciętniakach. Nie mam nic do tego typu filmów, sam się często przy nich odprężam. Ale do grania w nich nadają się dziesiątki innych aktorów z niższej ligi, De Niro w tym czasie mógłby zająć się czymś ambitniejszym. To jakby słusznie wspomniany przez Ciebie Eastwood zaczął odstawiać takie hece. No, aż nie wypada.

    Reply
    • Październik 19, 2015 at 8:15 pm
      Permalink

      No ale przynajmniej nie wciela się znowu w złośliwego tatuśka, albo rubasznego, agresywnego teścia. Te komedie to dopiero był wstyd.

      Reply
        • Październik 20, 2015 at 12:29 pm
          Permalink

          Anne Hathaway ciągle opowiada, że w Hollywoodzie nie ma pracy dla aktorek po trzydziestce i jest jej bardzo trudno znaleźć coś dla siebie. Może to samo dotyczy chłopaków po siedemdziesiątce:)

          Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *