Millerowie

Czy ktoś w ogóle pamięta, żeby Jennifer Aniston grała kiedykolwiek w jakimś dobrym, albo przynajmniej nieco ambitniejszym filmie? Zawsze tylko te nieśmieszne lekkie komedie, w których wciela się w rolę typowej amerykańskiej dziewczyny z sąsiedztwa. Jej cały warsztat ogranicza się zazwyczaj do prezentowania bujnej grzywy, grubej tapety i pośladków. Nie inaczej jest także i tym razem, tyle, że główna i zarazem chyba jedyna ozdoba Millerów jest już nieco przeterminowana jak na tego rodzaju role. Niby idziemy do kina, żeby popatrzeć na wdzięki pięknej kobiety, ale jednak ciągle kołacze się po głowie myśl, że pani Aniston ma już grubo ponad czterdziestkę i to już nieco niesmaczne, by grać w tym wieku striptizerkę. Chociaż z drugiej strony, dzięki cudom nowoczesnej medycyny estetycznej i odpowiedniemu oświetleniu, Millerowie oferują nam wcale nie najgorszy rozbierany występ, taką nieco przesadzona parodię występu Demi Moore.

Czemu właściwie tak się o tej sympatycznej Rachel z Przyjaciół rozpisałam? A no temu, że poza dostarczanymi przez nią doznaniami estetycznymi (średniej jakości) niewiele zostaje w pamięci widza po wyjściu z seansu. Historia drobnego handlarza narkotykami, wyruszającego po sporą porcję towaru do Meksyku, nie powala i nie rozśmiesza nawet zupełne niewybrednych widzów. W dodatku grający Dawida Jason Sudeikis ma twarz, którą od pierwszego spojrzenia miałoby się ochotę uderzyć. Nie lepiej jest zresztą z całą jego fikcyjną rodzinką, czyli ze wspomnianą Aniston i dwójką nastolatków-fikcyjnych dzieci. Poza tym, że rodzina to tylko przykrywka dla przemytu na wielka skalę, Millerowie niczym nie różnią się od czerstwych produkcji o typowych amerykańskich turystach Griswoldach. Nie lubią się, kłócą całą drogę, ale jak przychodzi co do czego, to stają za sobą murem, bo tak się przez tych kilkaset kilometrów zdążyli pokochać.

Żałuję, że dopuściłam się oglądactwa Millerów, głównie ze względu na obrzydliwy, typowo amerykański humor tej produkcji. Z wiekiem robię się chyba coraz mniej odporna na genitalne dowcipasy (i uprzedmiotowienie kobiet, które sprowadza się tylko do obiektów seksualnych). Może nastolatkom, do których ewidentnie jest skierowany ten film, będzie się bardzo podobało i w domciu zaraz po kinie sobie go ściągną do powtórnego obejrzenie co ,,śmieszniejszych” scen. Mnie tam jakoś nie śmieszy nakłanianie chłopca do seksu oralnego z meksykańskim policjantem czy zachęcanie go do całowania się z fikcyjną siostrą, a potem z fikcyjną matką (Aniston musiała być chyba pijana przy kręceniu tego ujęcia, a teraz zwija się ze wstydu, bo tylko za sprawą tej jednej sceny znalazła się lata świetlne za mającą klasę i talent Angeliną). A już na pewno nie śmieszyło mnie zbiorowe, rodzinne oglądanie genitaliów tegoż samego chłopca. Przyznam się jednak, że podejrzewam, że gdyby kto inny grał tego cnotliwego nastolatka, to sprawa może nie byłaby taka lepka i śliska. Niestety, do roli przybranego syna dilera zaangażowano Willa Poultera, mającego najdziwniejszy, najbardziej obciachowy wyraz twarzy, jaki widziałam. Przez cały film uśmiecha się tak niepokojąco, że można podejrzewać iż naćpał się czegoś naprawdę mocnego. Coś okropnego. Aż mnie ciarki przeszły. Jeżeli to nie jest rodzaj jakiegoś lekkiego upośledzenia umysłowego, który z premedytacją wykorzystali producenci letniego ,,hitu”, to przynajmniej już wiemy, kto w niedalekiej przyszłości zajmie miejsce Jima Carreya w najgorszych komediach, jakie jeszcze zaoferują nam Amerykanie.

7 myśli na temat “Millerowie

  • 24 sierpnia, 2013 o 11:56 pm
    Permalink

    Czuję się, jakbym czytała opinie kobiety zazdrosnej, że nie wygląda jak Jennifer Aniston, Film nie jest ambitny i nic dziwnego, bo to komedia! Jeśli tylko nastawimy się na film, który ma rozśmieszyć a nie na taki, który ma się wyryć w pamięci jest jak najbardziej godny polecenia.

    Odpowiedz
    • 31 sierpnia, 2013 o 5:56 pm
      Permalink

      Dokładnie, chciałabym w wieku Aniston wyglądać tak jak ona!

      Odpowiedz
    • 22 września, 2013 o 6:32 pm
      Permalink

      Zdanie „Film nie jest ambitny i nic dziwnego, bo to komedia!” zdenerwowało mnie. Czy komedia jako gatunek filmowy musi być obowiązkowo głupia/płytka, bo przecież odrobina ambicji (np. u scenarzystów) zmieniłaby fabułę i gagi w dramat? Czy naprawdę większość osób szukających komedii/rozrywki w kinie śmieszą tylko „genitalne dowcipasy” powielane w kolejnych amerykańskich produkcjach?
      Odpowiem podobnym zdaniem: ten film nie jest śmieszny i nic dziwnego, bo to komedia amerykańska!

      Odpowiedz
  • 29 sierpnia, 2013 o 3:07 am
    Permalink

    Uhm, ten „chłopiec” ma wyraz twarzy taki, jaki właśnie powinien mieć – dziwaczny, niezręczny, komiczny. Świetna chemia między aktorami, mnóstwo smaczków w dialogach, gestach, spojrzeniach. I Jennifer – no cóż – ona też się wybroniła. Pamiętałaś, że oglądałaś komedię?

    Odpowiedz
  • 11 września, 2013 o 10:47 pm
    Permalink

    Beznadziejna recenzja.
    P.S. Jim Carrey i najgorsze komedie? Pogratulować. To ja już naprawdę nie wiem, jakie komedie warto oglądać. Proszę, autorko tych wypocin, zaproponuj nam coś godnego!
    Chociaż już nam trochę śmiechu zafundowałaś…

    Odpowiedz
  • 22 września, 2013 o 1:22 pm
    Permalink

    Mnóstwo jadu. Oceniamy za grę aktorską, nie za wygląd!

    Odpowiedz
    • 23 września, 2013 o 11:26 am
      Permalink

      Gdyby chodziło o grę aktorską, a nie o wygląd, to wszędzie grałaby Meryl Streep. A zresztą Aniston nie ma nic poza wyglądem co by się dało pozytywnie ocenić. Ktoś naprawdę wierzy, że to jej talent a nie pośladki grają w Millerach?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *