Porachunki (The Family)

Nowa komedia Luca Bessona to średniej jakości produkcja ukazująca losy pewnej amerykańskiej rodziny włoskiego pochodzenia, objętej programem ochrony świadków. Przywilej częstych podróży i stałej opieki FBI familia Manzonich zawdzięcza działalności przestępczej tatusia i męża. W przeszłości Giovanni był mafijnym bossem, który wsypał kogo się dało, a teraz ucieka przed zabójcami czającymi się na każdym kroku. Porachunki byłyby zupełnie słabym, stereotypowym filmem, jakich już wiele zrobiono na podobny temat, gdyby nie pewien drobny szczegół. Otóż zbrodniczą, agresywną i popędliwą naturą został obdarzony nie tylko zbir-tatuś (Robert De Niro), ale także jego urocza żona-piromanka (Michelle Pfeiffer), jak również dwójka nastoletnich dzieci z rozkoszą zastraszająca i torturująca rówieśników. Taka mafijna rodzina w miniaturze i w krzywym zwierciadle.

Tytułową rodzinę poznajemy w momencie kolejnej przeprowadzki, tym razem do niewielkiego miasteczka we francuskiej Normandii. Już od pierwszego dnia Manzoni wprowadzają w życie swoje zasady postępowania z sąsiadami, co sprowadza się do tego, że każdy kto na nich krzywo spojrzy trafia szybko do szpitala lub musi się pogodzić ze spłonięciem swojego interesu. Rodzinka robi dosłownie wszystko to, o czym normalni ludzie tylko myślą gdy ktoś im nadepnie na odcisk. Może i jest to czasem zabawne, ale z pewnością nie tak, jak sami twórcy zakładali, że będzie. Kolejnym źródłem humoru miał być z pewnością kontrast pomiędzy Amerykanami a Francuzami. Ci pierwsi to oczywiście nieznający obcych języków grubianie, objadający się chlebem tostowym, masłem orzechowym i makaronem, a jak już robią grilla to z grubaśnymi stekami i coca-colą w roli głównej. Francuzi tymczasem to zarozumiałe i złośliwe ludziska (które jednak miały na tyle uprzejmości by nauczyć się angielskiego), mszczące się na zdrowiu sąsiadów poprzez dodawanie śmietany i masła do każdej potrawy (a co w tym złego, ja się pytam). W efekcie oglądamy bandę stereotypowych głupoli miotających się po uroczym normandzkim miasteczku i jakoś wcale nie jest nam do śmiechu.

Sama postać głównego bohatera, grana przez De Niro, jest tu najbardziej irytująca, choć zapewne wielu widzów uzna, że dziadzio jest irytująco śmieszny. Przez cały film nie mogłam pojąć dlaczego wszyscy tak troszczą się o swoje i jego bezpieczeństwo, gdy tymczasem sam zainteresowany robi co się da by dać się zabić. Z nudów i głupoty morduje i bije kogo popadnie, a gdy już nie wie co zbroić, zasiada do spisywania swoich memuarów. Też mi program ochrony świadków!

A tak w ogóle, to czy tylko ja uważam, że Pfeiffer i DeNiro są już zdecydowanie za starzy by grać rodziców nastolatków (w dziadków jeszcze bym uwierzyła). Gazety i portale mogą mnie zapewniać, że oboje są jeszcze w świetnej formie i nie przeczę, że są wybitnymi aktorami, ale mam oczy i widzę, ze bliżej im niż dalej. De Niro garbi się, sapie i wygląda na zmęczonego życiem, a gdy widzimy zbliżenia na (wciąż piękną) twarz Pfeiffer to można pomyśleć, że zaraz się ta postać z nienagannym makijażem zamieni w suchą mumię. Co, zabrakło w Hollywoodzie aktorów w średnim wieku? Przez to, że Porachunki to taki bardziej geriatryczny festiwal niezbyt oryginalnych gagów, nie było mi wcale do śmiechu na tej komedii kryminalnej.

One thought on “Porachunki (The Family)

  • Luty 26, 2014 at 9:49 am
    Permalink

    Film srednio smieszny, a skierowany chyba, zreszta blednie, do mlodego pokolenia jako kino familijne,
    Para dziadkow Fajfer (nie mylic z zuzlowcem) i De Niro, to para dziadkow, a nie tatus i mamusia. Nachodzi mnie tylko jedno pytanie: po co stworzono ten film (wiem dla kasy) ale czyz owi dziadkowie nie maja juz lepszych propozycji?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *