Pomiń zawartość →

Oculus

W rolach głównych pewien chłopiec, który przesiedział kilka lat w psychiatryku, jego siostra mająca obsesję na punkcie dziwnego lustra oraz kaskada rudych włosów tejże siostry. A tak na poważnie to długo myślałam, że Oculus to jakiś dziwny thriller okulistyczny (szalony optyk biega z okularami po lesie, czy coś podobnego), w stylu najnudniejszych na świecie Oczu Julii, okazuje się jednak, że nie jest tak źle, film da się oglądać, choć bardziej nudzi niż straszy. Jest to w pewnym sensie nawet ciekawe studium pewnej obsesji, a także opowieść o dziecięcej traumie i próbie jej przezwyciężenia przez osierocone rodzeństwo, jednak przede wszystkim chodzi o lustro. Lustro jako morderca wysysający z ludzi życie i doprowadzający do obłędu, a także lustro jako soczewka powiększająca nasze fobie i obsesje. Cóż, dla mnie po seansie nic się nie zmieniło i lustro jest przede wszystkim symbolem współczesnego kultu piękna, ale z prawdziwą radością stwierdziłam, że nie tylko ja widzę straszne rzeczy w lustrze o poranku.

W zwierciadle niejasno, w oculusie mroczno

Nasze obłe oko, okno do innego świata, było prawdopodobnie przed laty sprawcą rodzinnej tragedii, a przynajmniej taką teorię ma piękna Kylie Russell (Karen Gillian), która w tajemniczych okolicznościach musiała się pożegnać z rodzicami (którzy oszaleli i zginęli) oraz z bratem (który do czasu uzyskania pełnoletniości został zamknięty w zakładzie dla psychicznie chorych). Gdy Tim (Brenton Thwalites) kończy osiemnaście lat i wychodzi, starsza siostra rozpoczyna realizację wcześniej dokładnie przygotowanego planu udowodnienia zbrodniczych intencji zwierciadła, które kiedyś wisiało w gabinecie ich ojca. Nim się obejrzymy już odnajduje lusterko na aukcji, organizuje transport i ściąga brata do ich starego domu by przez jeden dzień i jedną noc wspólnie mogli się zająć prowokowaniem paranormalnych akcji i nagrywaniem wszystkiego za pośrednictwem kamer wideo.Oculus

Wraz z sympatycznym rodzeństwem wchodzimy w głąb ich własnego obłędu i lęków z dzieciństwa, ale także zanurzamy się w przeszłość. Prowadzona sprytnie dwutorowo narracja pokazuje nam co się dzieje obecnie w domu Russellów, ale też co działo się w tej samej przestrzeni pięć lat wcześniej. Kawałek po kawałku dowiadujemy się jakie to dzikie harce miały miejsce w siedzibie spokojnej i wzrowo-katalogowo-amerykańskiej rodziny gdy zamieszkało z nimi lusterko, przy którym lustereczko wiedźmy z Królewny Śnieżki to niewinna błyskotka z pudrowego kompaktu.

Dużo atrakcji, ale mało treści

Jest tu wiele wątków, które jakby je dalej pociągnąć mogłyby być naprawdę interesujące. Na pierwszy plan wysnuwa się historia lustra sięgająca całe stulecia wstecz. Każdy widz horrorów przyzna, że mroczne widma z nieciekawą przeszłością działają na niego jak magnes. Szkoda tylko, że dostajemy to w fotograficznej pigułce, a nie w dłuższych filmowych retrospekcjach. Byłoby jak w American Horror Story. Dobrze by też było nieco rozwinąć wątek psychologiczny, szczególnie relację między bratem a siostrą, którzy w końcu przeszli kiedyś razem przez piekło.

Ogólnie całość niby w porządku, a jednak wszystkiego jest trochę za mało, za bardzo się tu bohaterów wygładza i spłyca. Na początku trudno jest też zrozumieć dlaczego wprowadzenie do właściwej akcji tyle trwa (można było zrobić to sprytniej), ale na szczęście potem staje się jasny sens wszystkich drobiazgowych przygotowań Kylie, która dokładnie tłumaczy (bratu i nam) jak się zabezpieczyła przed wizualnymi sztuczkami podstępnego lustra. Mam niestety wrażenie, sądząc po reakcjach innych na ten film, że nie jestem jedyna, której wydaje się, iż część horrorowa tego filmu jest znacznie słabsza niż obyczajowo-psychologiczna. Nie będę zdradzać szczegółów, ale cała akcja z uganianiem się po domu za widmami, tudzież ciągła ucieczka przed nimi, sprawiają chaotyczne, a czasem wręcz kiczowate wrażenie. Można się pogubić, zirytować nielogicznością wielu rozwiązań, ale na pewno nie przestraszyć, a wiem co mówię, bo mam słabe nerwy i przeraża mnie byle co w horrorach. Tutaj najstraszniejsze jest dla mnie to, że Kylie zamierza wykorzystać do eksperymentu uroczego szczeniaka buldożka, co nie świadczy o niej zbyt dobrze.

Choć to film w najlepszym razie średni (nakręcony ewidentnie dla młodzieży licealnej), zachęcam do obejrzenia ze względu na grającą główną rolę Karen Gillian, aktorkę o ciekawej, charakternej twarzy, która ze swojej postaci wyciąga ile może i zupełnie przyćmiewa filmowego brata oraz całą resztę. Fani serialu Selfie, w którym gra rolę trzpiotowatej Elizy będą zachwyceni.

Opublikowano w Filmy

Komentarz

  1. Ależ się różnimy, jeżeli chodzi o ocenę filmu, a w szczególności… Karen. Dla mnie była nie do zniesienia. Uroda może i ciekawa, ale jej gra aktorska bardzo mnie drażniła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *