Muszkieterowie (The Musketeers)

Nie jest totalnie beznadziejnie, ale liczyłam na znacznie więcej. To w końcu Trzej muszkieterowie! Przyznaję, że może i moje podejście nie jest właściwie. Nie jestem wcale obiektywna jeśli chodzi o tę historię, ponieważ do opowieści o dzielnych muszkieterach mam bardzo sentymentalny stosunek. Adaptację powieści Aleksandra Dumasa z 1973 roku widziałam chyba z tysiąc razy i jest to jeden z najjaśniejszych telewizyjnych promyków mojego dzieciństwa. Bez pociesznej twarzy D’Artagnana granego przez Michaela Yorka nie wyobrażałam sobie wprost żadnych świąt (zwłaszcza wielkanocnych; teraz puszczają nam na zmianę Potop i Chłopów). Wszystko mi się w tym filmie podobało, a już zwłaszcza aktorzy, z dużym dystansem i humorem wcielający się w swoje role. Kto może zapomnieć niebezpieczną i oziębłą jak zima Milady De Winter zagraną przez Faye Dunaway? A jaka wspaniała była Raquel Welch jako Konstancja! Do tego każdy z muszkieterów był intrygującą indywidualnością. Tu wszystko było jak trzeba i może dlatego nie mogę się przyzwyczaić do zdecydowanie niższego poziomu nowej serialowej wersji stworzonej przez BBC.

Nowi muszkieterowie to dość luźna wariacja na temat literackiego oryginału. Perypetie Atosa, Portosa i Aramisa, do których dołącza młody D’Artagnan, zostały tu znacznie podkręcone, by mogły sprostać wysokim wymaganiom i skupić rozproszoną uwagę współczesnego widza (nie udało się). Mamy co chwila widowiskowe pojedynki, pogonie i eksplozje, ale cienkie to jakieś i wyjątkowo chaotyczne. W dodatku wionie od całości taką perfidną tandetą i biedą. Najbardziej razi chyba brak historycznych wnętrz i dekoracji. Jak już pokazuje się wnętrza pałacowe to są puste lub są to jakieś katakumby. Ogólnie to jak już coś się dzieje to w jakiejś uniwersalnej czasowo biednej tawernie, albo na łonie natury. Wiele jest tu także ingerencji grafików komputerowych, co niektóre sceny upodabnia do kreskówek. Widać ktoś chciał bardzo przyoszczędzić. To samo jest w przypadku strojów. Muszkieterowie zamiast barwnych wdzianek z pięknych materiałów, do których przyzwyczaiły nas liczne filmowe wersje, noszą dość awangardowo wyglądające pseudo zbroje, które chyba miały wyglądać na skórzane, ale wyglądają na gumowe. Przez to panowie prezentują się tak, jakby dopiero co wyszli w klubu ze striptizem, w którym występowali dla męskiej widowni.

Gdzie jest Michael York?

Bardzo przypominają też meksykański zespół muzyczny przygrywający na tanich imprezach, ale to prawdopodobnie wina zarostu i tego, że Portos (w tej roli Howard Charles) jest raczej smagły jak na Francuza (kolejna atrakcja, zrobili z Portosa syna niewolnicy; czy oryginalna wersja jest tak słaba, że trzeba ją aż tak unowocześniać i zmieniać? No nie sądzę).

W ogóle to mam wrażenie, że wykosztowali się na jednego porządnie wyglądającego choć niezbyt utalentowanego aktora, czyli na absurdalnie wręcz przystojnego Luke’a Pasqualino, a do reszty kastingu podeszli dosyć luźno. Muszkieterów właściwie nie da się odróżnić między sobą, a panie to już prawdziwa kpina. Zarówno Milady (Maimie McCoy), jak i Konstancja (Tamla Kori) to jakieś maszkary, zwłaszcza w porównaniu do tych piękności z kultowej filmowej wersji. Obie mają pospolite, nieregularne rysy, od których uwagi nie odwracają nawet usilnie eksponowane biusty (skromnego rozmiaru). Może zabrzmi to szorstko, ale moim skromnym zdaniem takie paszteciaki mogłyby co najwyżej grać jakieś drugoplanowe postaci i to te charakterystyczne.

Powinnam jeszcze coś napisać o królu, królowej i kardynale, ale właściwie nie ma o czym pisać, tak są mało ciekawi i wręcz mdli.

Uważam, że Muszkieterowie to produkcja albo dla zagorzałych fanów, którzy z miłości do ukochanej opowieści zniosą właściwie wszelkie próby podkręcania atrakcyjności tak wspaniałej powieści, albo dla bardzo młodych widzów, którzy wcześniejszych wersji filmowych nie widzieli, a książki na pewno nie czytali, więc się nie zdenerwują, że coś jest nie tak. Taką oto dostaliśmy komiksową wersję o superbohaterach, która mogłaby wydarzyć się wszędzie i o każdej porze, ponieważ znamion czasów, w których panował Ludwik XIII została zupełnie pozbawiona.

5 thoughts on “Muszkieterowie (The Musketeers)

  • Luty 9, 2014 at 6:06 pm
    Permalink

    Wszyscy aktorzy, poza królem, który wygląda jak dziecko Krzysztofa Vargi i Soloniusza (ze Spartakusa), są zbyt wyniuniani.

    Reply
  • Luty 13, 2014 at 4:03 pm
    Permalink

    Oglądałem 20 minut pilota, wyłączyłem i zostawiłem na kiedyś…. niestety nie mogłem się przemóc by dokończyć oglądanie tego pilota aż w końcu go skasowałem.
    Dla mnie problememem tego serialu jest „ugłaskanie” treści, tam wszystko jest lekkie, delikatne i przyjemne nawet jak wymachiwali szpadami i zabijali innych. Tego się nie da oglądać na trzeźwo po takich produkcjach jak np Spartacus, Gra o Tron itd. W tym serialu postacie są strasznie nierealistyczne i sztuczne.
    Daje natomiast ogromny plus za scenografie, charakteryzacje, ubrania boharerów – tutaj jest perfekt i tylko to.

    Reply
  • Luty 26, 2014 at 9:14 am
    Permalink

    I trzeba przybic piatke autorowi. Nastawialem sie na klasyczna, relaksujaca opowiesc z gatunku plaszcza i szpady, a dostalem, tak na prawde do konca nie wiem co. Nie zgodze sie tylko z jedna teza, to nie jest serial dla zagorzalego fana, ten zbojkotowal go juz pewnie w polowie pierwszego odcinka.

    Reply
  • Luty 28, 2014 at 3:26 pm
    Permalink

    Witam, też jestem zagorzałą fanatyczką wersji muszkieterów z 1973r. Od dzieciństwa kocham muszkieterów miłością bezwarunkową (a szczególnie kardynała de Richelieu). I z tego powodu prowadzę bloga muszkieterskiego. Jakby co, zachęcam do dyskusji. Aha, za pozwoleństwem, umieściłabym link do Twojej recki n aswoim blogu.

    Reply
  • Październik 29, 2017 at 2:01 pm
    Permalink

    Nie bardzo wiem, dlaczego recenzje, które do tej pory udało mi sie przeczytać niemalże mieszaly ten serial z blotem… Dla mnie jest to czysta rozrywka. Film z 1973 r. z Yorkiem to prawie (!) adaptacja książki, chociaż też ma spore luzy. Inne pozycje również miały sporo wspólnego z książką. Tutaj nie ma prawie w ogóle punktów stycznych z książką! Bohaterowie i to wszystko. To po prostu luzne wariacje na podstawie pomysłu, jaki dał Dumas. Rozrośnięte wątki dodatkowe, nowe charaktery. Ale dlaczego nie? Dlaczego po kilkunastu już chyba pozycjach bardziej czy mniej „wiernych” wzorowi literackiemu nie możemy rozpuścić wodzy wyobrazni? Przyznaję, że na początku mnie trochę denerwowały nieścisłości z pierwowzorem literackim, ale… TO właśnie jest ta konwencja! Gdy sie pogodziłem z tym zalożeniem wszystko stalo sie prostsze! Zdjęcia są OK, scenografia jest OK (kogo obchodzi tak naprawdę, że jakieś malowidło w komnacie jest o 50 lat pózniejsze datami od epoki fabuły? Kto to tak naprawdę zauważy, skoro akcja rozgrywa się dosyć prędkim tempem?) Kogo – bo mnie nie – obchodzi tak bardzo, że mundury muszkieterow wyglądają na gumowe a nie skórzane? Naprawdę to tak sie rzuca w oczy? Dopóki tego nie przeczytałem to mi to umykało i NIE BYŁEM nieszczęśliwy! Aktorzy grają dobrze, efekty specjalne są cacy, Czego chcieć od SERIALU? Że aktorki nie są „lalkowej” urody?
    Mnie sie ten serial bardzo podoba. Czysta rozrywka. I o to chodzi. A jak będę chciał, żeby mnie glowa rozbolała w czasie oglądania jakiegoś filmu to sobie zapodam coś von Triera albo Bergmana…

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *