Miłość na żądanie

Poszukiwanie kolejnych perełek francuskiej komedii nadal w toku. Tym razem padło na film o bardzo zniechęcającym tytule Miłość na żądanie. Do obejrzenia tej produkcji skłoniła mnie jedynie obsada, ponieważ główne role grają tu Guillaume Canet (Hunting and Gathering) i Marion Cotillard (wiadomo co). Sam film okazał się czymś zupełnie zaskakującym i wyjątkowym, mianowicie zaskoczyło mnie, że ktoś nakręcił tak wyjątkowo udaną kopię Amelii. Do nieco banalnej i przesłodzonej historii miłości dwojga dzieciaków, będących dla siebie niczym rodzeństwo, wkradł się surrealizm, a momentami nawet czyste szaleństwo. Bardzo podoba mi się takie połączenie baśni i surowego realizmu i naprawdę częściej chciałabym być tak zaskakiwana przez filmy.

Cały zamysł tej produkcji opiera się na pomyśle pewnej, trzeba przyznać, że dość sadystycznej dziecięcej gry. Julien (mały chłopiec, który zaraz zostanie półsierotą, ponieważ jego matka umiera na raka) i Sophie (córka ubogich polskich imigrantów) znajdują ucieczkę od przykrej rzeczywistość w rzucaniu sobie nawzajem wyzwań. Ten kto wygrywa konkretny pojedynek zyskuje prawo przechowywania ozdobnej puszki. Wyzwania i zakłady są między tą dwójką naprawdę zwariowane i należy podkreślić, że oboje bardzo rzadko zawodzą w spełnieniu żądań drugiej strony. Czasami chodzi tylko o coś tak banalnego jak zdenerwowanie nauczycielki czy skakanie na jednej nodze, a czasem to grubsze wybryki, takie jak nasikanie dyrektorowi na dywan czy zrujnowanie siostrze wesela. Nie ma takiej rzeczy, na którą nasi bohaterowie by się nie odważyli. Oczywiście, skoro mamy dwójkę pięknych młodych bohaterów, między którym jest niesamowita chemia, prędzej czy później zaczną się miłosne rozgrywki. W tym przypadku to coś zupełnie innego niż tradycyjne podchody kochanków. Ci hardkorowcy potrafią rozegrać sprawę tak, by partner poczuł się ekstremalnie skrzywdzony, a jednocześnie wyjątkowo szczęśliwy. Szczególnie podoba mi się to, że rozgrywki są rozciągnięte w czasie, na co większość filmowych bohaterów nie miałaby cierpliwości ani dostatecznego zapasu silnej woli. A tu proszę, jak dziewczyna mówi, że chłopak jej nie zobaczy przez 10 lat, to jest tak rzeczywiście i znika na dekadę z jego życia. Godna podziwu konsekwencja.

Guillaume Canet i Marion Cotillard
Guillaume Canet i Marion Cotillard

Oprócz rodzinnych i miłosnych przepychanek, na uwagę zasługuje także forma w jakiej opowiada tu się historię dwojga zakochanych dzieciaków. Zwariowane animacje i ironiczne komentarze świetnie korespondują z wewnętrznym światem tych oryginałów, którzy na własne potrzeby wymyślili zupełnie alternatywną rzeczywistość. Oczywiście mieliśmy to już w Amelii, ale w Miłości na żądanie doszedł gorzkawy pierwiastek realizmu, przebijający się niespodziewanie w rozmaitych scenach. Dzięki temu czujność widza musi być w ciągłej gotowości, ponieważ nigdy nie wiadomo co dzieje się na poważnie, co jest tylko żartem, a co zupełną fantazją. Nic w tym filmie nie jest stereotypowe (a zwłaszcza jego zakończenie) i to jego największa zaleta. Pomysłowość scenarzystów naprawdę rekompensuje brak ameliowego uroku, na którym (jak można się domyśleć) bardzo twórcom zależało. Z drugiej strony, widzowie, którzy mają już po dziurki w nosie słodkich figlarnych Francuzek grających w dziwaczne miłosne podchody (a wiele francuskich komedii właśnie na tym się obecnie opiera), mogą uznać ten brak uroku za spory atut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *