Marek Majewski, Koniak i daktyle

Wydane właśnie przez wydawnictwo Rozpisani.pl wznowienie wspomnień polskiego fotografa to, zwłaszcza dla młodszych czytelników, niepowtarzalna szansa na posmakowanie niezwykłej atmosfery lat 70-tych w USA. Marek Majewski wyjechał z polski jako młody absolwent ASP, który co prawda miał na koncie pewne sukcesy (pracował dla czasopisma Jazz), ale marzyła mu się nieograniczona wolność w amerykańskim stylu. Książka jest zapisem tego, co działo się w jego życiu w latach 1975-85, kiedy to z pomocą wujka udało mu się po długich staraniach przeprowadzić do Kalifornii.

Era Wodnika

Jako osoba urodzona w latach 80-tych nie mogę pamiętać ani atmosfery, ani wydarzeń opisywanych przez Majewskiego, a jednocześnie należę do pokolenia, które cały czas tkwi w kulturze, której kształt najbardziej zdefiniowały ruchy rodzące się latach 60-tych i 70-tych w Stanach Zjednoczonych. Marek Majewski jest bardzo dobrym, bo przede wszystkim szczegółowym i naocznym, świadkiem epoki dzieci kwiatów i największych kapel rockowych w historii.

Zaraz po przyjeździe do San Francisco, młody Majewski rusza na podbój świata sztuki uzbrojony jedyne w swój tani aparat fotograficzny i talent, i o dziwo udaje mu się niemal natychmiast. Dostaje zlecenia od kultowego czasopisma Rolling Stone, z którym wiąże się na wiele lat. To dzięki tej współpracy i zleceniom fotografowania najważniejszych hippisowskich i rockowych imprez, nasz bohater pozostaje cały czas w samym środku najważniejszych dla tej epoki wydarzeń. Majewski staje się naszym przewodnikiem po kulisach koncertów i imprez, na których spotyka gigantów sceny muzycznej i bogów wielkiego ekranu. Jego leniwych dni, podczas których nuci If you are going to San Francisco, czy wieczorów spędzanych na koncertach takich zespołów jak The Rolling Stones czy Grateful Dead, absolutnie każdy czytelnik może mu pozazdrościć.

Dla mnie osobiście ta książka zjawiła się w najbardziej korzystnym czasie. Właśnie zabrałam się za oglądanie serialu Aquarius, którego akcja umiejscowiona jest w tych samych regionach w 1967 i pokazuje początki ruchu hippisowskiego w USA. Opowieść Majewskiego jest serialu idealnym uzupełnieniem i prawdziwą skarbnicą wiedzy o tamtym czasie, w dodatku napisaną tak, że nawet osiemnastolatkowie znajdą tu dla siebie coś ciekawego.

Czuć tu ten klimat

Koniak i daktyle to bardzo dokładny pamiętnikarski zapis, dzięki któremu możemy sami poczuć się tak jakbyśmy przenieśli się w opisywane czasy i miejsca. Majewski pisze o wszystkich swoich zadziwieniach i zachwytach, dotyczących egzotycznej pogody, realiów życia czy ludzkiego zachowania. Kalifornia, po szarej komunistycznej Polsce, wydawała mu się prawdziwym rajem i nawet dzisiaj trudno mu się dziwić.

Oprócz romantycznych kalifornijskich mgieł, nasz bohater zanurza się też bardzo często w narkotykowych oparach, choć, jak sam zaznacza we wstępie, jego książka nie jest promocją nałogu, ale wspomnieniami osoby, która szła za modą i zwyczajnie wtapiała się w tło epoki. Bez narkotykowych relacji świat dzieci kwiatów nie byłby tu w pełni zeksplorowany i opisany, a tak schodzimy razem z długowłosymi hippisami w dzwonach w głąb odmiennych stanów świadomości, często rodzących dzieła kultury, dziś uchodzące za pomnikowe i wprost genialne.

Osobiście mniej mnie interesowały narkotykowe stany Majewskiego i jego towarzyszy (być może dlatego, że sama mam zerowe doświadczenie z marihuaną czy LSD), ale za to opisy strojów i zwyczajów bardzo przypadły mi do gustu. Autor szalenie drobiazgowo opisuje hippisowską modę na sprane jeansy, przesadzone dzwony, tęczowe koszulki i siermiężne kapoty. A jego uwagi o butach i ich braku to już osobna działka. To też jest ważny fragment tamtej historii. Jeśli zaś chodzi o obyczaje, to najwięcej czytelniczych emocji wzbudzają chyba opisy wolnej miłości, której, dysponując pigułką antykoncepcyjną, amerykańscy hippisi oddawali się z taką radością. Dziś, gdy świat poznał już grozę AIDS i znane są straszliwe skutki zdrowotne długotrwałego zażywania narkotyków, te historie nabierają zupełnie innego wydźwięku.

Co za język!

Jeżeli jeszcze nie zachęciłam was do przeczytania Koniaku i daktyli, to może pomoże zapewnienie, że warto sięgnąć po lekturę choćby ze względu na sam język. Autor, choć jest artystą i osobą wykształcona, zwraca się do nas w bezpośredni, nieskrępowany sposób i to językiem potocznym, pełnym amerykańskich zapożyczeń. Wszak jego wspomnienia pierwotnie zostały spisane w latach osiemdziesiątych i to modnymi wtedy wyrażeniami nakreślone są przygody Majewskiego. Ma to oczywiście pewien wymiar humorystyczny, ale też wprowadza pełen autentyzm. Czuć, że to są realistyczne opisy, a nie tylko stylizowana nostalgiczna proza.

Mnie szczególnie przypadły do gustu takie kwiatki jak ,,impreza leciała już na maksie”, ,,luźni pacjenci na ostrym koksie” czy ,,ekipa na scenie wiosłowała obłędnym czadem” (to o koncercie Grateful Dead). A do tego zamiast dzwonić chłopaki do siebie ,,tyrkają”, Bogdan (przyjaciel autora) zamiast mówić to ,,rajcuje”, no i oczywiście wszystko jest niepoprawne politycznie tak jak tylko rozmaite określenia czarnoskórych czy hindusów ,,turbanistów” jeszcze w tamtych czasach mogły być.

Koniak i daktyle to niezwykła kronika napisana przez osobę, która niewiele sobie robi z opinii innych, za to stara się jak najdokładniej i najuczciwiej oddać ducha swojej młodości spędzonej we Frisco w erze Wodnika. Ten pełnokrwisty, oryginalny język i specyficzne spojrzenie na wydarzenia młodego polskiego artysty, dają lepsze pojęcie o epoce niż niejeden amerykański serial. Dla wielbicieli dobrej muzyki i sztuki (szczególnie fotografii i plakatu) to pozycja obowiązkowa.

2 thoughts on “Marek Majewski, Koniak i daktyle

  • Styczeń 20, 2016 at 11:59 am
    Permalink

    Właśnie dopiero zamówiłam tę książkę, dzięki za fajną opinię. Ogólnie lubię różne pozycje z rozpisani.pl , mam nadzieję, że ta mnie pozytywnie zaskoczy tak samo jak zawsze :)

    Reply
    • Styczeń 20, 2016 at 1:45 pm
      Permalink

      Jedno jest pewne, jest to książka inna niż wszystkie, a co najważniejsze, prawdziwa skarbnica wiedzy historycznej.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *