Pomiń zawartość →

Klucz do wieczności

Filmów o zamianie dusz, osobowości, współegzystowaniu wielu jaźni w jednym ciele, jest naprawdę wiele. Osobiście, największą sympatią darzyłam zawsze nie jakieś sławne klasyki z tej dziedziny, a film Dwoje we mnie (z 1984 roku), w którym zagrał Steve Martin. Produkcja ta ma prawie tyle lat co ja i odkąd byłam dzieckiem, silnie oddziaływała na moją wyobraźnię. No bo czyż to nie jest wspaniały pomysł, by w razie choroby, starości czy niebezpieczeństwa móc się teleportować do nowego i lepszego ciała? Ja tam bym nawet na chorobę nie czekała, tylko od razu wyskakiwała ze swej wadliwej cielesnej powłoki. I tak, wiedziona dziecięcymi niemal emocjami, skierowałam wczoraj swe kroki ku sali kinowej, a tam kolejne wielkie rozczarowanie. A tak mi się marzy by jeszcze w te wakacje zobaczyć jakiś dobry film. Chyba nic z tego.

Kto bogatemu zabroni?

Nienawidzę, gdy w komentarzach (wiadomo gdzie :)) pojawia się powyższy tekst, jednak w tym wypadku wydaje się on jedyna adekwatną do sytuacji frazą. Nasz główny bohater, biznesmen Damien (Ben Kingsley), jest wprost obrzydliwie bogaty, o czym dobitnie świadczy wystrój jego apartamentu (ściany spływają złotem, normalnie marzenie aspirującej polskiej gospodyni domowej). Niestety, poza bogactwem i wpływami, wszystkiego mu w życiu brakuje. Jest już w raczej w zaawansowanym wieku, nie utrzymuje kontaktu z jedyną córką, a w dodatku za kilka miesięcy przewidziano jego zgon z powodu raka. Klucz do wieczności / Ben KingsleyNaprawdę niewesoło, ale pieniądze i z takiej sytuacji mogą utorować wyjście, niestety póki co, jedynie w rzeczywistości filmowej. Damien zgłasza się do firmy, która obiecuje mu przeprowadzenie dość specyficznego zabiegu, nazwanego linieniem. Pacjent, niczym zwierzęta na wiosnę, ma zrzucić swoją dotychczasową okrywę cielesną, i ukazać się w nowej, lepszej, zdrowszej formie. Po symulowanej śmierci,dusza Damiana w zadziwiająco szybkim czasie rzeczywiście zmienia cielesne naczynie. Starszy mężczyzna nagle znajduje się w ciele trzydziestopięciolatka, w dodatku wysokiego, białego i muskularnego, z przystojną twarzą Ryana Reynoldsa. Niestety, po początkowej euforii, okazuje się, że ciało, które miało być nieśmiganą nówką, jest pojazdem z odzysku, a cielesne naczynie dla jego duszy (podobno wyhodowane w laboratorium) nie jest tak puste, jak obiecywano.

Zamiast akcji, szantaż emocjonalny

Głównym problemem tego filmu jest chyba chęć twórców, by zamieścić w nim wiele różnych tematów i problemów, z których powstała dość nudna i nieciekawa mieszanka. Liczyłam na to, że fabuła skupi się wokół przeszczepu osobowości i związanych z tym możliwościach, że obejrzę coś w stylu Jestem bogiem z tym nieszczęsnym Bradleyem Cooperem. Niestety, choć w początkowych sekwencjach, filmy są do siebie bardzo podobne, Klucz do wieczności nie jest nawet w połowie tak dobry jak Limitless, a to przecież też nie było jakieś wielkie arcydzieło.

Rozumiem jeszcze rozterki moralne, związane z wykorzystaniem czyjegoś ciała, bo to wiąże się bezpośrednio z tematem, ale już bez konfliktu między bogactwem, a ubóstwem doskonale bym się obyła. Złote klamki i żyrandole kontra brak ubezpieczenia zdrowotnego dla dziecka. Bogaty biznesem spotyka biednego żołnierza. Dorabianie do tego ideologii i poruszanie tych bardzo amerykańskich tematów, zdecydowanie obniża poziom filmu.

Na emocje widzów (no dobra, na moje) negatywnie działają też przesadne uproszczenia w fabule. Żadnych niespodzianek, wszystko opowiedziane jest tak, że najmniej inteligentny widz raczej się nie zgubi w zwrotach akcji. A już szantażu emocjonalnego nie mogę darować. Pojawienie się Anny (Jaynee-Lynn Kinchen), nie tylko małego i uroczego, ale też ciężko chorego dziecka poprzedniego właściciela ciała, wnosi do filmu cały, jak dla mnie zbędny, bagaż rodzinny. Tego już trochę za wiele, w dodatku cały czas, z każdą minutą, odchodzi się coraz dalej od pierwotnego pomysłu zamiany ciał. Panowie równie dobrze mogli się spotkać na kawie w metrze, czy przy bardziej niespodziewanych okolicznościach, w których mogliby się zastanowić kto ma lepiej, bogaty, czy kochany przez bliskich. Taki z chłopa król.

Ryan Reynolds

Jestem naprawdę rozczarowana tym filmem, który okazał się jednym z tych, mających świetne zapowiedzi, składające się z najlepszych momentów, wabiące do kina widza, który dopiero na sali przekonuje się, że pomiędzy tymi widzianymi już momentami są tylko zapychacze.

Opublikowano w Filmy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.