Lorrie Moore, Kora

Kora to zbiór ośmiu opowiadań napisanych przez Lorrie Moore, docenianą w USA pisarkę, profesora anglistyki i wykładowcę kreatywnego pisania. Każda z tych krótkich historii ma za temat miłość we współczesnych czasach, jednak w żadnym wypadku nie jest to realizacja typowego miłosnego scenariusza. Ten zbiór to idealna lektura dla dojrzałych, nastawionych refleksyjnie do życia czytelników, którzy chcieliby poznać opowieści bardzo odbiegające od tego co pokazują komedie romantyczne czy powieściowe romanse.

Bohaterowie opisywani przez Moore to na pozór postaci bardzo nieliterackie, wykonujące prozaiczne, nudne czynności dnia codziennego. Nie licząc jednego widzenia zmarłej, brak tu jakichś spektakularnych akcji, ale ten brak jeszcze bardziej nas do tych ludzi przywiązuje i każe się doszukiwać wzajemnych podobieństw. Z początkiem każdego opowiadania wchodzimy od razu w intymny świat ludzi zbliżających się lub będących już porządnie zakorzenionymi w średnim wieku, którzy samotni w świecie swoich, nieco przytłaczających ich, emocji, rozpaczliwie próbują nawiązać bliższą łączność z drugim człowiekiem. Nie chodzi jednak o proste zapoznanie miłej pani przez świeżo upieczonego rozwodnika, czy nawiązanie romansu w wąskim akademickim gronie zdominowanym przez samotne polujące wykładowczynie, nie chodzi nawet o utrzymanie już istniejącego starego małżeństwa, a o to by słowa i gesty coś znaczyły, by niosły jakąś głębię emocjonalną. Niestety, w większości przypadków te starania zdają się skazane na niepowodzenie. Ludzie suną przez swoje życie w szczelnych bańkach złudzeń i przyzwyczajeń, zamknięci, czasem mimo dobrych chęci, na potrzeby bliskich.

Czytało mi się momentami bardzo trudno, ponieważ cały czas miałam świadomość, że każdego może spotkać podobny los, nie wyłączając oczywiście mnie samej. Bardzo podoba mi się to, że pokazano tu miłość i bliskość nieco starszych niż zazwyczaj ludzi, dzięki czemu te historie są głębsze, pełnowymiarowe. Oprócz typowych (choć i ekstraordynaryjnych jednocześnie) związków małżeńskich czy partnerskich, Moore opisuje w Korze także pokręcone więzi przyjacielskie oraz dwa, dość specyficzne uczucia matek do synów. Wszyscy starają się tu uchwycić głębszych emocji, które mogłyby ich uratować nie tylko przed samotnością, ale też przed zdziwaczeniem, czy wręcz szaleństwem. Pod koniec robi się z tych słodko-gorzkich opowieści ciekawy portret jednostki zagubionej we współczesnym świcie, niepewnej żadnych zasad czy norm. Groteskowe próby randkowania w wykonaniu czterdziestolatków, silenie się na bycie cool w rozmowach z nastoletnimi dziećmi, okrutne rozstania maskowane uprzejmymi uśmiechami – to wszystko naprawdę skłania do refleksji i budzi sympatię pomieszaną ze współczuciem, bo nic innego chyba nie można poczuć do tych przeciętnych do bólu, a jednak tak niezwykłych Amerykanów.

Bardzo przemówiła do mnie też forma tych opowiadań. Język Moore jest bardzo oszczędny, a jednocześnie niezwykle wyszukany (w wielu przypadkach przydaje się słownik, szczególnie przy nazwach lokalnej flory i fauny). Proza jest zwarta, wymaga od czytelnika ciągłej uwagi, ponieważ najważniejsze rzeczy wybrzmiewają nie tylko w finale, ale padają także między słowami najbardziej prozaicznej wymiany zdań. Subtelne gesty, krótkie zdania, brak spazmów czy wybuchów, a jednak czytelnik może wyczuć, że chodzi o naprawdę skrajne, rozdzielające emocje.

Koniecznie muszę też wspomnieć, że zdecydowanie lepiej będzie się Korę czytało osobom, które znają dobrze amerykańskie realia życia, ponieważ ten tom jest jakby odbiciem życia we współczesnej Ameryce, pełnym aluzji i humoru niezrozumiałego poza kontekstem. Jestem pewna, że dla czytelników na przykład Franzena, będzie to prawdziwa gratka, szczególnie, że Moore mówi zwykle na kilkunastu stronach więcej niż autor Wolności na kilkuset.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Domu Wydawniczego PWN.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *