Magdalena Kostyszyn, Ch…owa Pani Domu

Nie będę tu zapewne oryginalna jeśli oznajmię, że lubię ChPD bo jest taka jak ja. Dopóki jednak nie przeczytałam książki, w której złote myśli autorki są zebrane w jeden spójny zbiór, tworzący kompletny przewodnik po życiu młodej Polki, nie zdawałam sobie sprawy z tego, z jak wieloma sądami niepoprawnej gospodyni mogę się zgodzić w stu procentach. Oczywiście śledziłam z uwagą profil ChPD na Facebooku, na którym, oprócz zabawnych i ironicznych zdań Magdaleny Kostyszyn, możemy podziwiać dokonania kobiet, które codziennie są bohaterkami w swoim domu. Zwyczajna, tradycyjna gospodyni w polskim wydaniu już się wszystkim przejadła. Co za sztuka jest mieć, jak nasze matki i babki, idealnie czyste okna, w których można się przejrzeć, kibelek pachnący morską bryzą i codziennie dwudaniowy obiad na stole, podawany z chwilą powrotu z pracy pana domu? Za to odpuszczanie, odpoczywanie, budowlana prowizorka i partaczenie nawet najprostszych czynności domowych to coś, co powinno nas cieszyć i zajmować, gdyż dobrze robi na samopoczucie i samoocenę. Podobnie jak autorka uważam, że lepiej oddać się błogiemu lenistwu, oglądaniu seriali i ogólnie byciu ciekawą osobą, niż uczestniczyć w wyścigu Perfekcyjnych Pań Domu, w którym i tak nie można wygrać, bo ideał jest nieosiągalny.

Jak żyć? Z dystansem:)

Ta książka nazywana jest antyporadnikiem, ale ja uważam, że jest w niej sama życiowa prawda i każda dorosła osoba obdarzona minimalną dawką poczucia humoru, która żyje w naszym uroczym kraju, powinna się z nią zapoznać. Jest tu bowiem bardzo dużo tego, bez czego ciężko w Polsce nie zwariować, zwłaszcza będąc młodą kobietą, czyli humoru, dystansu i ironii. Podobnie jak autorka i wiele innych dziewczyn koło trzydziestki, dosyć mam już terroru idealnych matek i żon, tych popisowych kucharek i sprzątaczek, tych wszystkich mamuś i cioć z koszmarów, ganiających po domu w białych rękawiczkach i tropiących śladowe ilości kurzu. Po dziurki w nosie mam pucowania okiennych szyb na Wielkanoc, trzepania dywanów na Boże Narodzenie i gotowania w tradycyjnych polskim stylu, czyli praco i czasochłonnie. Od teraz Ch…owa a nie Perfekcyjna Pani Domu jest moją idolką (no sorry mamo). A czego możemy się od niej nauczyć? Już piszę.

Książka składa się z felietonów pogrupowanych tematycznie, a każdy z nich jest bezcenną lekcją życia tak, by nie zwariować. Znajdziecie tu porady dotyczące sprzątania, a raczej jego unikania (w razie czego wszystko zakryć kocem), dbania o urodę i garderobę w sytuacjach, gdy nieco odbiegamy od kanonu urody i nie dysponujemy większymi funduszami, a także tego, jak ułożyć sobie relacje z innymi ludźmi, na przykład z chłopakiem, teściową, sąsiadami czy koleżankami z pracy. Dowiecie się z tego bezcennego antyporadnika, dlaczego inne kobiety nienawidzą tych ładniejszych, zaradniejszych i (nie daj Boże) bezdzietnych, upewnicie się czy oby na pewno zasługujecie na tytuł złej matki, jak również dowiecie się jak się ubrać, by wpasować się w jedne z kilku arcypolskich typów kobiety domowej (moja ulubiona stylizacja to ta ,,na Grażynę”).

Kobieta taka jak ja

To trochę śmieszne, ale przy lekturze wielu fragmentów poradnika czułam się tak, jakbym to ja sama go napisała, choć oczywiście nie jestem nawet w połowie tak utalentowaną mistrzynią ironii i rozbudowanych metafor. Nie dość, że bohaterka tych felietonów skończyła tak jak ja najpierw polonistykę, a potem bibliotekoznawstwo (jakby ktoś szukał przyjemnych niepraktycznych studiów, to polecam), to w dodatku też pracuje z domu jako freelancer, a jej życiowym coachem jest jej pies. Te same zdania na temat teściowych, matek małych dzieci, porządków domowych i komunikacji miejskiej nieraz rodziły się w mojej głowie. Na szczęście przerywniki w postaci relacji z pochłaniania parówek i kabanosów skutecznie powstrzymywały mnie przed pełnym utożsamieniem się z autorką.

A tak na poważnie, to podziwiam panią Kostyszyn za odwagę w wypowiadaniu tego wszystkiego, co wszyscy myślimy, a mało kto mówi. Mnie samej głupio jest czasem przyznać, zwłaszcza przed rodziną, co robię zamiast codziennego sprzątania i pichcenia, ile to książek i seriali pochłaniam oraz jak bardzo w pogardzie mam terror idealnego wyglądu i ogólnie życia rodem z TVNowskiego tasiemca. Na szczęście Ch…owa Pani Domu daje mi i mnie podobnym głos.

Urzekło mnie w tej książce to, że autorka nie jest nadąsaną panią po polonistyce, tylko swojską babką co to wali prosto z mostu, w dodatku zabawnie i trafnie. Do moich ulubionych cytatów w tej materii należy esencjonalny opis atmosfery autobusowej:

„W autobusie tradycyjnie śmierdzi żulem oraz przegrzebkami. A także wali siurem”.

I nie potrzeba niczego więcej by każdy poczuł ten niepowtarzalny aromat. Cudnie jest też przy poradach ubraniowych. Jeśli nie wiecie w czym pomykać po domu, to pamiętajcie, że

„Pożądane printy to: pantera, wąż, zebra. Zasadniczo im dalej w sawannę, tym więcej splendoru”.

Klasa!

No i co? Od razu czytelnik czuje, że autorka mogłaby być jego najlepszą przyjaciółką, gdyby oczywiście nie miała fobii społecznej (podobnie jak zawód, strachy przed ludźmi też z nią podzielam).

Polecam tę lekturę tak żarliwie, ponieważ z każdą stroną czułam, że to o mnie, że choć jest na wesoło i z dystansem, to jednak jest sama prawda. Poważnie roztkliwiłam się gdzieś w środku, gdy czytając zrozumiałam na czym polega moja antypatia do kupowania sprzętów domowych („Magiczna bariera pomiędzy młodością a byciem starym pęka z każdym nowym zakupem urządzenia z gatunku AGD albo RTV”). A gdy już doszłam do fragmentów o psie, który jest wyluzowanym nauczycielem życia, dzięki któremu można być ,,kozakiem, przekotem i ogólnie rekinem sukcesu”, zrozumiałam, że mam do czynienia z bratnią duszą. Wielki sukces wydawniczy, jaki z pewnością będzie udziałem Magdaleny Kostyszyn, polega z pewnością na tym, że setki innych czytelniczek poczują dokładnie to samo, bo zwyczajnie nie sposób tego nie poczuć, tak ten antyporadnik jest napisany.

One thought on “Magdalena Kostyszyn, Ch…owa Pani Domu

  • Styczeń 31, 2017 at 3:32 pm
    Permalink

    Mnie szczerze mówiąc książka nie do końca przekonała. W swojej recenzji dałam jej 3 z 5 gwiazdek. Przyznam, że trochę się rozczarowałam, wygląda jednak na to, że nie wszystkie internetowe treści pozwalają bezproblemowo przenieść się na papier. Pozdrawiam! :)

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *