Joanna Bator, Ciemno, prawie noc

Trzecia powieść Joanny Bator to najlepsza i zarazem najmroczniejsza opowieść wałbrzyskiej sagi. Akcja ,Ciemno, prawie noc osadzona jest w realiach współczesnych, arcypolskich, i opowiada o śledztwie dziennikarki znanej gazety, która po latach wraca do rodzinnego Wałbrzycha. Przedmiotem jej dziennikarskiego dochodzenia jest sprawa zaginięcia trójki małych dzieci. Badając poszczególne poszlaki, Alicja Tabor zagłębia się coraz bardziej w mroczne tajemnice miasta, swojej rodziny i własnej świadomości. Uniwersalna tematyka zła i okropieństwa czającego się w cieniu naszego codziennego życia splata się tu z wątkami feministycznymi, kulturowymi i politycznymi.

Oprócz bardzo wyrazistych i ciekawych postaci, powieść Joanny Bator ma też dwóch innych głównych bohaterów- język i polskość. W warstwie językowej powieść ta stanowi prawdziwą ucztę dla uszu i oczu czytelnika. Absolutny słuch autorki jest szczególnie wyczulony na dziwaczności, skróty i nowotwory językowe atakujące nas w codziennym życiu. Polecam głośne wspólne czytanie z innymi obserwatorami absurdów codzienności. Całe długie fragmenty tej powieści są jak hymn pochwalny ku czci dziwaczności języka polskiego. Ogromny humor i inteligencja tych tworów to jednak tylko przykrywka, pod którą czai się tragizm nędznego, podłego żywota i głupota ludzka tragizm ten potęgująca. Doły społeczne, patologia i zboczenia, z którymi zmuszona jest obcować reporterka w swoim śledztwie, ofiarują jej smakowite, choć smutne i straszne, doprawione fikuśnie słowną mieszaniną, historie. W warstwie językowej, Joanna Bator po raz kolejny okazała się godną następczynią samego Leśmiana.

Jeśli chodzi o polskość, jej cechy specyficzne i wyróżniające, to ,,Ciemno, prawie noc” jest (podobnie jak ,,Chmurdalia” i ,,Piaskowa Góra”) prawdziwym balzakowskim zwierciadłem, odbijającym obraz Polaków i dodatkowo go wyostrzającym. Bohaterowie istnieją dzięki swoim opowieścią, narracją na temat samych siebie, które mogłyby być opowieściami o każdym Polaku żyjącym współcześnie. Bator maluje obraz społeczeństwa okrutnie skrzywdzonego przez historię, upośledzonego aż do dzisiaj, nurzającego się we własnej głupocie, niemocy, lenistwie i pieniactwie. Zło w każdym człowieku, promieniuje i łączy się w większe zło o naturze ogólnej, samodzielnej i bardzo aktywnej. Brud polskich ulic, zniszczone blokowiska, bieda i zakupy w dyskontach, stanowią idealną przeciwwagę do lukrowanego obrazka polskości z telenowel, które wielu odbiorców uważa za bardzo prawdziwe i ,,takie życiowe”. Podobnie alkoholicy, zboczeńcy, nieudacznicy i chorzy psychicznie, których spotyka dziennikarka są jak odtrutka na te wszystkie telewizyjne idealne rodziny, mieszkające w stolicy, pracujące w korporacjach i jedzące obfite wspólne posiłki. Bator daje głos wykluczonym, których jest większość. W jej prozie jest zdecydowanie więcej Polski B niż Polski A. Co ciekawe, historie tu opowiadane wcale nie są mało wiarygodne, choć pisane w stylistyce realizmu magicznego. Może i kotojady czy kociary nie istnieją naprawdę, ale to co sobą reprezentują jest głęboko zakorzenione w naszej kulturze i każdy czytelnik może to wyczuć.

Prawdziwym zadziwieniem i wręcz pozytywnym szokiem okazała się dla mnie arcypolska historia Jana Kołka. Moja lektura tych fragmentów pokryła się z doniesieniami o kolejnych ekshumacjach ofiar wiadomej katastrofy lotniczej. Obie historie opowiedziane tym samym językiem. Podejrzewam, że Joanna Bator ma jakieś profetyczne moce, pozwalające jej przewidzieć kierunek w jakim idą polskie spory.

Podobnych wątków jest w tej powieści wiele, a każdy jest podszyty inteligentnym humorem, ale największą wartością tej prozy jest jej ciepło. W czasie czytania, czytelnik wręcz wyczuwa sympatię, empatię i głęboki szacunek jaki ma autorka do stworzonych przez siebie postaci. Nikt nie zasługuje tu na potępienie, a każdy na zrozumienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *