Eric-Emmanuel Schmitt, Sekta egoistów

Schmitt jest bardzo płodnym i szalenie popularnym w Polsce pisarzem, ale dopiero teraz (dzięki wydawnictwu Znak) mamy okazje zapoznać się z jego fabularnym debiutem z 1994 roku. Sekta egoistów to skromna objętościowo, ale ogromna w treści i ciężarze zadawanych pytań, opowieść o pewnej obsesji. To uroczy bibelocik, elegancka i intrygująca zagadka, eklektyczny cudak, który wpędzi wielu czytelników we frustracje i zdumienie, ale wielu też (myślę, że w tej grupie znajdą się głównie filolodzy i historycy filozofii) odbiorców nostalgicznie rozczuli i przejmie. Jeśli o mnie chodzi to zapewne jeszcze wiele razy powrócę do tej lektury, która wywarła na mnie znacznie większe wrażenie niż na przykład kultowe w pewnych kręgach Małe zbrodnie małżeńskie czy Oskar i Pani Róża.

Uroki życia doktoranta

Narratorem tej bardzo tajemniczej historii jest Gerard, o którym prawie nic nie wiemy poza tym, że pisze doktorat ze średniowiecznego językoznawstwa (temat tak nudny, że nawet jego nie interesuje) i mieszka sam w Paryżu. Dni upływają mu na żmudnej pracy w bibliotece, gdzie traci wzrok (no nie dosłownie) nad grubymi, zakurzonymi tomiszczami. Pewnego dnia, tak dla odpoczynku, postanawia poczytać coś przypadkowego dla rozrywki. Jego wybór pada na stary słownik gdzie losowo wybiera hasło ,,egoizm”. W krótkim tekście Gerard natrafia na wspomnienie XVIII-wiecznego filozofa, który stworzył Sektę Egoistów. Od jednego tekstu do drugiego, jeżdżąc po całej Europie, gdyż wszelkie wzmianki o Gaspardzie Languenhaercie były przez lata zamazywane, wycinane i ukrywane, nasz bohater rekonstruuje historię wielkiego Egoisty.

Okazuje się, że nazwać go Narcyzem, to nic nie powiedzieć. Filozof nie tylko uważał się za najważniejszego człowieka na świecie, ale także za jedynego homo sapiens jaki w ogóle istnieje, a czasem także za samego boga (różnorako pojmowanego). Wychodził od prostego założenia, że skoro w odbiorze świata zewnętrznego opieramy się jedynie na własnych zmysłach, czyli na interpretacji jakiej dokonuje nasz mózg, to tak naprawdę tylko to jest dla nas realne, a reszty nie ma. Jak dla mnie pogląd ten jest szalenie nowoczesny, zgodny z tym co głosi współczesna neuronauka, a w dodatku ma bardzo ciekawe konsekwencje, jak to pokazał odtworzony przez paryskiego doktoranta życiorys filozofa.

Konsekwencje boskości

Żyjący w XVIII-wiecznej Francji Gaspard miał wszelkie kwalifikacje do przeżycia ciekawego i pełnego sukcesów życia. Gdy zaczął filozofować, był szalenie przystojnym dziedzicem fortuny, odnoszącym liczne sukcesy amantem i mile widzianą ozdobą każdego arystokratycznego salonu. Pomysł na bycie egoistą, którego konsekwencją było m.in. traktowanie wszystkich dookoła jako emanacji własnych wyobrażeń i dbanie jedynie o własne potrzeby i komfort, stopniowo odsuwał go od innych, skazując na peryferyjne samotnicze życie. Nie będę zdradzać szczegółów tej arcyciekawej fabuły z zaskakującym zakończeniem, ale muszę dodać, że równie ciekawe jak obserwowanie procesu radykalizacji się filozofii egoistycznej, jest czytanie o tym, jaki wpływ ma ona po wiekach na współczesnego odbiorcę. Nasz narrator, z początku tylko lekko zaintrygowany, z czasem zamienia się w prawdziwego pasjonata, a nawet maniakalnego fanatyka przekazu Languenhaerta. Zmusza nas to do zastanowienia się nad ważkim przekazem tej opowieści, czyli nad tym czy warto skupiać się nad swoim wnętrzem, pielęgnować narcystyczne ego, czy raczej zdrowiej i lepiej jest zainwestować nieco uwagi i czasu w relacje z innymi ludźmi (tak na wypadek gdyby jednak istnieli oni i cała rzeczywistość poza naszym mózgiem).

Miła niespodzianka

Prawdę mówiąc, nigdy nie uważałam się za wielką fankę Schmitta, ale tą opowieścią urzekł mnie zupełnie. Nie chodzi nawet o sam koncept na fabułę (wciąż bardzo aktualny w dzisiejszych egoistycznych czasach), ale też o kunszt literacki, czyli słownictwo i formę. To musi się fantastycznie czytać w oryginale po francusku! Na tę powieść składają się nie tylko współczesne wypowiedzi narratora, który niczym detektyw tropi filozofa sprzed wieków, ale także w całości przytaczane relacje świadków wydarzeń, w których uczestniczył założyciel szkoły egoistycznej. Jest to stylizowany na autentyczny zbiór opowieści różnych postaci, każda z nich coś wnosi do tej historii, ale mnie najbardziej spodobał się niemal platoński dialog filozoficzny. Zaczynając lekturę naprawdę nie spodziewałam się takiego bogactwa. Zaskoczył mnie również wyjątkowo precyzyjny język Schmitta. Jego opisy, szczególnie ludzkiej głupoty, są genialne. Tak celnych, ironicznych i prawdziwych uwag na temat ludzkiej natury dawno nie czytałam.

Oto próbka: ,,I zatopił we mnie puste spojrzenie, które miało być głębokie. Było to tak żałosne, że z czystej dobroci serca nie zapytałem go o ulubione dzieła filozoficzne, obawiając się, że w tym szlachetnym korpusie mogłyby się znaleźć rachunki za garaż, gaz i prąd, bo do tego musiały się ograniczać lektury tego pana”.

Albo taka uwaga o osobach korzystających z siłowni ,,Wszystko tu tchnęło szczęśliwym prostactwem imbecyla, który myśli, że ma rację”.

W Sekcie egoistów jest jeszcze wiele takich perełek. Życzę miłej lektury całości:)

3 thoughts on “Eric-Emmanuel Schmitt, Sekta egoistów

  • Grudzień 3, 2015 at 7:53 pm
    Permalink

    Również jestem zachwycona „sektą egoistów” Rewelacyjna książka o zagadnieniach filozoficznych, polecam fanom tej dziedziny, ale także wszystkim innym. Jest bardo ciekawa i intrygująca. Przy takiej książce nie można się nudzić :) Z przyjemnością się ją czyta

    Reply
    • Grudzień 3, 2015 at 10:20 pm
      Permalink

      Dobra na prezent, nawet dla kogoś kto nie zna autora:)

      Reply
  • Grudzień 6, 2015 at 4:57 pm
    Permalink

    Polecam tą książkę. Niewątpliwie ta pozycja powinna znaleźć się w domowych biblioteczkach. Świetna propozycja na prezent świąteczny :) Warto poświęcić wolny czas na jej przeczytanie.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *