Homecoming

Ten serial nie daje o sobie zapomnieć i jest jedną z najlepszych rzeczy jakie ostatnio obejrzałam. Dziesięć wyreżyserowanych przez Sama Esmaila odcinków to małe dzieła sztuki, którymi widz może się napawać, ale na szczęście bez zmęczenia i przesytu ostatniego sezonu Pana Robota. Wszystko, choć bardzo tajemnicze, jest też elegancko zgrabne i zwięzłe, postaci szczególnie intrygujące, a finał sezonu bardzo satysfakcjonujący. Jeśli zatem jeszcze nie wybraliście serialu na weekend i jakimś cudem nie obejrzeliście do tej pory Homecoming, to polecam serdecznie, tak na jedno posiedzenie w sam raz.

Przywrócić żołnierzy społeczeństwu

Tytułowy Homecoming Transitional Support Center to nowatorski ośrodek, w którym przebywają powracający z Iraku amerykańscy żołnierze, cierpiący na zespół stresu pourazowego i inne problemy związane z długotrwałym pobytem w traumatycznych warunkach. Młodzi mężczyźni przebywają w bardzo dogodnych warunkach, w których ćwiczą sytuacje społeczne, od których odwykli na froncie i regularnie uczestniczą w sesjach terapeutycznych. Owe sesje prowadzi bardzo zaangażowana pracownica społeczna Heidi Bergman (Julia Roberts), która stara się wyciągnąć z żołnierzy jak najwięcej szczegółów na temat tego, co przeżyli. Dla Heidi ta praca to wielka szansa, dlatego też nietrudno zrozumieć jej ogromne zaangażowanie w projekt, którego, pod nieobecność szefa, stała się główną nadzorczynią. Z Colinem Belfastem (Bobby Cannavale), pomysłodawcą ośrodka, nasza bohaterka ma jedynie kontakt telefoniczny, za to bardzo częsty i intensywny, gdyż Colin chce by wszystko przebiegało według ściśle ustalonych procedur. Po pewnym czasie ta drobiazgowość szefa, i nam, i Heidi, wydaje się bardzo podejrzana.

Sami poddawani resocjalizacji żołnierze po pewnym czasie zaczynają być coraz bardziej podejrzliwi wobec tego, co się dzieje w Homecoming. Waltera Cruza (Stephen James), podopiecznego szczególnie lubianego przez Heidi, podczas terapii nachodzą paranoiczne myśli o tym, co tak naprawdę robi z żołnierzami rząd. Chłopak sądzi nawet, że wcale nie jest tam, gdzie mu powiedziano, a wszystko dookoła to tylko militarna scenografia mająca wszystkich zmylić. Z odcinka na odcinek przekonujemy się, że Walter miał słuszne przeczucia, choć prawda jest jeszcze dziwniejsza niż podejrzewał.

Wszystko, co wyżej streściłam, odbywa się w czasach nam współczesnych, ale jest też kolejny plan, tym razem z niedalekiej przyszłości. Kilka lat po wydarzeniach z Homecoming, agent Thomas Carrasco (Shea Whigham) próbuje dowiedzieć się prawdy o tym, co naprawdę robiono w ośrodku z żołnierzami i jaki był w tym udział Heidi Bergman. Niestety, ona sama niewiele może mu powiedzieć na ten temat. Nie żeby nie chciała, ale pracująca obecnie jako kelnerka kobieta zupełnie nie pamięta tamtego okresu w swoim życiu, co wydaje się wyjątkowo podejrzane. Nim jednak wysuniecie jakiekolwiek wnioski, zachowajcie otwarty umysł i doczekajcie do ostatnich minut ostatniego odcinka. Nic tu bowiem nie jest czarno-białe, nie ma dobrych i złych, choć gdy widzimy złowieszczą twarz Bobby’ego Cannavale i niewinne sarnie oczęta Julii Roberts, trudno nam w to uwierzyć.

Złowroga korporacja atakuje

Podoba mi się w tym serialu to, że znów jest trochę jak w Panu Robocie, ale jakby na mniejszą skalę, tak że raczej się nie pogubimy. Dzięki temu, że obserwujemy tylko kilku bohaterów, możemy być naprawdę blisko ich kawałka większej historii, choć o jej prawdziwym kształcie długo nie mamy zielonego pojęcia. Ciekawy był dla mnie nie tylko punkt widzenia Heidi, zagubionej trochę we własnej głowie, ale też agenta Carrasco, drobiazgowo przeczesującego archiwa. W obu przypadkach na ogromną atrakcyjność tych wątków w równym stopniu składają się dialogi czy konstrukcja psychologiczna postaci, co fantastyczne zdjęcia, ogromna atrakcja tej serii. Zbliżenia na bardzo żywą i ekspresyjną twarz Julii Roberts czy ujęcia z góry Wighama, dosłownie zakopanego w labiryncie szaf na dokumenty, to jest coś, o czym widz długo nie zapomni.

Kolejną wielką atrakcją tego przedsięwzięcia jest oddzielenie dwóch płaszczyzn czasowych formatem zdjęć, dzięki czemu całość, choć tajemnicza, jest jednocześnie bardzo klarowna. No i proszę państwa, te ostatnie sceny podczas napisów! Efekt tych przedłużanych do granic możliwości widowisk jest niesamowity. Moją ulubioną jest oczywiście scena z dziwacznym ptakiem, ale pozostałe dziewięć też są znakomite.

Ogólnie wizualnie nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest przemyślane i dostarczone widzowi w niemal perfekcyjnej formie. Tak bardzo mi się Homecoming podobał, że nie mam nawet zastrzeżeń do pana Cannavale (który po Seksie w wielkim mieście trochę mnie brzydzi), gdyż tu został doskonale obsadzony. No i oczywiście Julia Roberts, pokazująca wszystkim, że jest w najlepszej życiowej formie, że ma niezaprzeczalny talent no i że nie trzeba się wstydzić swojego wieku, który może być na ekranie olbrzymim atutem. Z każdym odcinkiem cieszyłam się coraz bardziej z tego, że w przeciwieństwie do koleżanek, ta aktorka potrafi ruszać czołem i brwiami, że potrafi uśmiechać się tym swoim niepowtarzalnym uśmiechem za milion dolarów, dzięki czemu my możemy naprawdę się wczuć w serialowe widowisko (Może bym tego nie pisała, ale wczoraj obejrzałam zapowiedź Aquamana i przetarłam oczy ze zdumienia – Nicole Kidman po raz kolejny gra dzierlatkę, a są z Roberts w podobnym wieku. No ile dekad można udawać, że się ma dwadzieścia lat?).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *