Hitman: Agent 47

Naszła mnie wczoraj ochota na coś lekkiego i resetującego mózg, a wiadomo (siedzę i czytam mroczne kryminały, więc chyba rozumiecie taką potrzebę), że nic nie robi tak dobrze jak porządna akcja i efekty specjalne. Hitman wydawał się idealny, ale niestety zamiast rozrywki, napięcia i akcji, film okazał się wypełniony nudą, brakiem logiki i szczątkowymi, acz głupawymi dialogami. Już nie pamiętam kiedy tak intensywnie musiałam walczyć z sennością. Oczywiście obrońcy mogą mi zarzucić to, że nie zaznajomiłam się wcześniej z kultową grą, czy pierwszą wersją filmową, ale czy przypadkiem nie jest tak, że bez względu na inspiracje, film powinien móc się samodzielnie obronić?

Zabójcza mutacja

W fabule chodzi mniej więcej o to, że przed laty szalony naukowiec Litvenko (Ciarán Hinds) wpadł na pomysł wyhodowania w laboratorium żołnierzy idealnych. Jego twory, nazywane agentami, to śmiertelnie groźne maszynki do zabijania, praktycznie wyprane z ludzkich uczuć, za to obdarzone zwierzęcymi instynktami i szaloną wręcz inteligencją. Gdy twórca zorientował się, że armia bezwzględnych zabójców to może niekoniecznie dobry dla świata pomysł, skasował projekt i ukrył się przed światem. Agenci zapadli się pod ziemię, a Litvenko został pozornie zapomniany. Po latach niestety, wszechwładna organizacja o nazwie Syndykat postanowiła wskrzesić hitmanów, a do tego celu potrzebny jej jest stwórca. By go odnaleźć Syndykat śledzi i porywa jego córkę Katię (Hannah Ware), która także chętnie by się z rodzicem spotkała. Akcja się zagęszcza, gdy się okazuje, że także jeden z agentów, mężczyzna o imieniu 47 (Rupert Friend), jest zainteresowany dziewczyną i jej genialnym tatusiem. To tak w skrócie. Całość jest gęsto poprzetykana strzelaninami, pościgami, wybuchami i walką wręcz. Dla kogoś, kto nie spędził młodości przed komputerem grając w Hitmana (naprawdę żałuję), nie ma w tym za dużo sensu.

Gra a film

Nie jestem jakaś totalnie otępiała i naprawdę już podczas akcji promocyjnej dotarło do mnie co było inspiracją dla filmu, ale niestety podczas oglądania ma się wrażenie, że twórcy temu nie wierzą i właśnie dlatego muszą dodatkowo podkreślać, że chodzi o grę. Jakby im zależało, żebyśmy nie pomylili tego ,,dzieła” z filmem, który ma scenariusz, porządne dialogi i spójną akcję. Klimat gry (nie mówię, że tej konkretnej, ale w ogólności) zdaje się być zachowany jeden do jednego. Brak psychologii postaci, sceny walki zagęszczone tak, że nudzą i męczą, a do tego schematyczne zmienianie miejsc i sytuacji, przypominające kolejne plansze czy też levele w grze. Może i sprawdza się to na ekranie komputera, ale że też ktoś to puszcza w kinie to dla mnie lekki szok. Teraz już wiem, że choć nie przemogę się i nigdy w to nie zagram, to na pewno obejrzę pierwszą filmową wersję, żeby zobaczyć, czy to też był taki potworek. Założę się, że po tegorocznym Agencie 47 nawet fanom gry było przykro.Rupert Friend

Na mój negatywny odbiór filmu zdecydowanie mogła wpłynąć niechęć do kompletnie nijakiego, zupełnie pozbawionego aktorskiej charyzmy czy dystansu, Ruperta Frienda. Niefortunnie się też złożyło, że w Homelandzie także gra agenta, tym razem CIA, który również morduje ludzi na zlecenie w Berlinie. Aż ma się wrażenie, że wzięli go do filmu, bo i tak był na miejscu kręcąc serial. W jego grze też nie widać specjalnych różnic. Wypięta pierś, totalna spina, twarz zamarła w wyrazie mrocznego wkurzenia. Kreowana przez Frienda postać agenta 47 też do mnie nie przemawia. Ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi z tą łysą głową i garniturem z bierzmowania. Słabe przebranie dla kogoś, kto się ukrywa. Z partnerującą mu Katią wcale nie jest lepiej, choć trzeba przyznać, że ze swoją spektakularną urodą jest milsza dla oka niż Friend, łudząco podobny do kreskówkowego Tweetyego. Niestety jednak oboje są zbyt sztywni i małomówni by mnie obeszły ich losy. W ogóle wszyscy traktują się tu zbyt poważnie, są patetyczni a jednocześnie bez polotu, jakby to był jakiś film szpiegowski z lat 70-tych.

Piszę o tym wszystkim, bo szkoda mi bardzo zmarnowanego tematu. Zawsze bardzo mi się podobały wszelkie filmowe opowieści o odkrywaniu szczególnych umiejętności, ostrym treningu, mutacjach genetycznych i zawodowych zabójcach. Gdy taki film jest dobrze zrobiony, to nie ma lepszej rozrywki. Niestety tutaj się to nie udało, rzec jest wręcz niestrawna i naprawdę niegodna polecenia. A myślałam, że wreszcie zrozumiem czym się mój młodszy brat tak ekscytował przed komputerem.Rupert Friend

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *