Genialna przyjaciółka

Serial jest tak podobny do pierwszej części powieściowego cyklu Eleny Ferrante, że momentami to aż boli. Nie chodzi o szczegóły, czy całe wątki, czasami zmieniane dla potrzeb telewizji, ale o niesamowity klimat książki, który w magiczny sposób udało się oddać filmowcom. Już podczas czołówki pierwszego odcinka (co za muzyka!) czułam, że to jest dokładnie to, ta sama jakość co na kartach powieści, czyli nostalgia, przygnębienie, poczucie beznadziei, a jednocześnie bunt i ogromne pokłady ambicji, oczywiście hamowane przez dziesięciolecia lokalnych waśni pełnokrwistych neapolitańczyków. Podobnie też jak książka, serial bardzo wiele obiecuje, ciągle liczymy na to, że bohaterką coś się uda, a kończy się to zwykle gorzkim rozczarowaniem. Nawet każde małe czy wielkie zwycięstwo Eleny, jest podszyte goryczą i depresją, co naprawdę mnie dziwi, bo to jednak bardzo nieekranowe. Tymczasem widzowie są zachwyceni tym jak bardzo prawdziwy i przygnębiający wyszedł obraz i ja się do tych zachwytów dołączam, jak zawsze z kilkoma małymi zastrzeżeniami.

Lalki, buty, łacina i lokalni mafiosi

Genialna przyjaciółka to opowieść o trwającej całe życie przyjaźni dwóch niezwykłych kobiet. Elena (Elisa Del Genio) i Lila (Ludovica Nasti) poznają się na początku szkoły podstawowej w 1950 roku. Obie pochodzą z neapolitańskiego plebsu, z wielodzietnych, ubogich rodzin żyjących w zapyziałych kamienicach, których ojcowie i bracia nie mają nic poza swoją męską dumą, a dziewczęta i kobiety poszczycić się mogą jedynie fizycznym powabem i okazałym przychówkiem. Od pierwszej klasy jednak wiadomo, że Lila i Elena ulepione są z innej gliny i im życie pośród brudu, karaluchów i zasmarkanych dzieci nie wystarczy. Mała Elena to typowy przykład grzecznej dziewczynki, która może nie jest szczególnie zdolna, ale za to ma silną wolę, ambicję i jest ogromnie pracowita. To właśnie ona jako pierwsza zasłużyła na pochwały nauczycielki w szkole, ale trwały one tylko do czasu ujawnienia się Lili. Ta mała, ciemna, chuda dziewczynka, podobna do sprytnej myszy, pewnego dnia zadziwia wszystkich tym, że jako jedyna potrafi już czytać, którą to zdolność opanowała zupełnie samodzielnie. Dalej, aż do końca podstawówki, jest z Lilą coraz lepiej, nie ma przedmiotu, w którym by nie celowała, co z kolei napędza ambicję Eleny, starającej się ze wszystkich sił dorównać swej genialnej przyjaciółce. Dziewczęta, choć tak różne, zaprzyjaźniają się, jak się okaże na całe życie, choć ich drogi nieraz rozejdą się w zupełnie innych kierunkach.

Oprócz typowo szkolnych talentów do rachunków i łacińskich deklinacji, Lila ma także wyjątkowe zdolności literackie i coś, co z braku lepszego określenia, należałoby uznać za niezłomną wolę. Gdy ta dziewczyna coś postanowi, nic jej od tego nie odwiedzie, co dziwnie działa na resztę jej otoczenia, przyciągając chłopców i dziewczęta jak magnez. Tam, gdzie Lili zależy, odnosi ona sukces, jak w przypadku projektowaniu wraz z bratem nowatorskiej pary męskich trzewików. To jedna z tych upartych piekielnic, której można na przykład powierzyć wynalezienie lekarstwa na raka, czy opracowanie planów podbicie Marsa, a jej od zera do sukcesu zajęłoby to może rok. Jakaż szkoda, że to tylko postać literacka!

Niestety, na pewne rzeczy nawet niesamowita Lila nie ma wpływu, a jedną z nich jest wola jej ojca, który po podstawówce mówi basta i nie chce słyszeć o tym by jego córka miała kontynuować edukację. Powodowany dziwną dumą, pełen urazy do małej intelektualistki we wszystkim go przewyższającej, używa fizycznej siły by zamknąć ją w swoim warsztacie szewskim, a w konsekwencji skazać na taki sam los, jaki dzieli jej matka i większość rówieśniczek z dzielnicy. Podczas gdy Lila zajmuje się męskim obuwiem, dyryguje nierozgarniętym bratem, a w tajemnicy czyta książki i uczy się łaciny oraz greki (tak dla przyjemności), Elena ma szansę na kontynuację edukacji, idzie do gimnazjum, a potem do liceum klasycznego, gdzie z trudem, ale za to systematycznie i z oddaniem, wdrapuje się na szczyt swoich nastoletnich zdolności, zostając najlepszą uczennicą. Co dziwne, brudna, biedna, często też pobita Lila cały czas jest jej sekretną motywacją do wszelkich działań. Czego by Elena nie osiągnęła, zawsze towarzyszy temu świadomość, że Lila zrobiłaby to lepiej i szybciej, gdyby tylko miała okazję lub choćby zachciała. Taka to dziwna przyjaźń.

Perypetie przyjaźni dziewcząt rozgrywają się na tle burzliwych wydarzeń w ich dzielnicy, a szerzej także tego, co dzieje się z całym Neapolem, którego zapewne więcej zobaczymy w kolejnych sezonach serialu. Na razie nasze panny są jakby uwięzione w swej małej ojczyźnie, szarym królestwie kurzu i brudu, w którym rządzą lokalni mafiosi. Czasem tylko dane jest im opuścić to miejsce, a wtedy dzieją się rzeczy wiekopomne, przynajmniej dla nich.

Groza i tajemnica

Bardzo mi się podoba sposób w jaki serial skupia się na momentach przełomowych w życiu dziewcząt. Wydarzenia z pozoru błahe, urastają do rangi niemal mitologicznej, tak jak to się ma z wrzuceniem lalek do piwnicy i wszystkim tym, co nastąpiło tego dnia (czytelnicy doskonale pamiętają ile uwagi Elena Ferrante poświęca temu zdarzeniu w powieści). Moim ulubionym fragmentem jak do tej pory z tego cyklu jest scena bijatyki chłopców z dzielnicy z tymi lepiej urodzonymi lalusiami w białych swetrach. Dzięki temu, jak umiejętnie wykorzystano tu spowolnienie i muzykę, od razu czuć, że to, na co patrzymy, ma wielkie znaczenie, że oglądamy jednocześnie wydarzenia same w sobie i coś, co jest metaforą czegoś znacznie większego, odczytanego dopiero w przyszłości. Zresztą cały serial taki jest. Patrzymy na przygody konkretnych ludzi w konkretnym czasie, ale przeżywamy także wszystkie nasze momenty przejścia, choćby były one zupełnie różne od tego, co dzieje się z Eleną i Lilą. W tym tkwi wielka uniwersalna siła tej opowieści, w sumie bardzo klasycznej, choć kiedyś pociągała mnie w niej głównie charyzma Lili. No, ale bezpłciowe zakończenie serii przez Ferrante, która w końcu nie dała czytelnikowi żadnych odpowiedzi, nie wyjawiła nawet tajemnicy Lili, skutecznie mnie oduczyło takiego spojrzenia.

Trzeba przyznać, że serial jest pięknie zrealizowany. Estetyka biedy i brudu aż bije po oczach, a jednocześnie jest bardzo malarska, przez co nieco mniej się litujemy nad małymi obdartusami z dzielnicy. No i ta muzyka! Bez niej nie byłoby klimatu. Zachwycają mnie także fizjonomie niemal wszystkich aktorów, bardzo charakterystycznych i zapadających w pamięć. Demoniczna, kulawa i kaprawa matka Eleny, popędliwy, agresywny i uniżony wobec bogatszych ojciec Lili, słabujący na głowę Rino, koleżanki głównych bohaterek czy wreszcie banda młodych mafiosów z dzielnicy, to typy, które mogą śnić się jeszcze długo w nocy. Od teraz, słysząc słowo plebs, będziemy widzieć właśnie ich twarze.

Najlepsza jest oczywiście Lila, a właściwie grająca ją w starszym wieku Gaia Girace. Dzięki talentowi młodej aktorki i jej oryginalne urodzie, widać, że bohaterka ma charakterek, można uwierzyć w jej inteligencję i charyzmę, a każde słowo padające z jej ust nabiera głębszego znaczenia. Niestety nie da się tego powiedzieć o drugiej pannicy z tej niezwykłej pary. Elenę gra Margherita Mazzucco, dziewczę nie tylko boleśnie pozbawione urody (co jeszcze dałoby się znieść), ale i wszelkiego talentu, a nawet energii właściwej przecież jej wiekowi. Na widza patrzy z ekranu przez większość czasu posępne oblicze śmiertelnie poważnej, depresyjnej wręcz pannicy, która sprawia wrażenie, jakby zasmucały ją lub usypiały jej własne słowa. Może młodziutka aktorka znalazła się na planie przypadkiem lub za karę? Może miała taką tremę, że oszołomiono ją psychotropami? A może nie mogła się pogodzić z przymusem odegrania inicjacji seksualnej z obleśnym kolejarzem-poetą-casanovą? Co by to nie było, ciężko się na nią patrzy, zwłaszcza przez kontrast z żywiołową koleżanką.

Genialna przyjaciółka to wspaniała opowieść, pełna przebogatych kontekstów, dla mnie przede wszystkim mówiąca o tym, że edukacja może się stać drogą do wolności dla wielu kobiet, oraz o tym, jaką siłę może mieć przyjaźń, nawet taka dwuznaczna jak w tym przypadku. Naprawdę rzadko trafia się tak udana adaptacja książki, dlatego tym goręcej zachęcam do odpalenia HBO i zanurzenia się w świat Neapolu z lat 50-tych i 60-tych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *