Genialna przyjaciółka (sezon 2)

Od dwóch tygodni moje życie nie ma celu ani sensu, bo skończył się kolejny sezon Genialnej przyjaciółki. Niby nikogo tam nie lubiłam, a niektórzy bohaterowie wręcz mnie obrzydzali, a jednak dałam się wciągnąć na całego i ciężko mi się teraz pogodzić z tym, że nie spotkam się z Lilą i Eleną na początku następnych tygodni. Bardzo polecam tę serię HBO wszystkim, którzy z literackiej wersji tetralogii neapolitańskiej Eleny Ferrante nie za wiele zrozumieli. Jeśli też zadawaliście sobie pytanie, czemu to wszystko służyło, to informuję, że na ekranie klaruje się więcej jasnego przekazu. No i akurat ten sezon jest o nastoletniej miłości, w dodatku głównie wśród pięknych włoskich plenerów, także dla samych widoków morza i pięknych kobiet warto. Niestety, nie brakuje też pełnokrwistych, włochatych, wkurzonych Włochów w żonobijkach :(

Emancypacja

Drugi sezon to czasy, w których drogi dwóch przyjaciółek z neapolitańskiej dzielnicy biedoty rozchodzą się na dobre. Elena (Margherita Mazzucco) postanawia się dalej kształcić w liceum, a Lila (Gaia Girace) wychodzi za mąż. Dla każdej z nich jest to w pewnym sensie awans, gdyż pierwsza będzie zapewne jedyną przedstawicielką rodziny, która płynnie czyta i to nie w dialekcie, a do tego zna łacinę i mnóstwo tych wspaniałych i nikomu niepotrzebnych humanistycznych cudowności, natomiast ta druga, wydając się za mąż za krezusa Stefana, ratuje całą rodzinę przed skrajnym ubóstwem, samej sobie zapewniając bardzo dostatnie życie. Która wybrała lepiej? Czas pokaże. Póki co, stawiamy, że Elena. Choć jej nastoletnie lata mijają na obserwowaniu pasjonującego życia innych i usychaniu nad książkami, to jednak jej odroczona gratyfikacja jest chyba bardziej satysfakcjonująca niż szarpanie się Lilii w nieszczęśliwym małżeństwie, romans z Ninem, a w konsekwencji bycie porzuconą i samotną matką.

Podoba mi się w tym sezonie bardzo to, że mimo iż dziewczyny są tak różne, każda z nich ma swoją własną przestrzeń wewnętrznej wolności. Ścieżkę do niej ospała Elena sobie powoli wydłubuje, a zadziorna Lila wyszarpuje ją pazurami, jednak żadna z nich na pewno nie będzie posłuszną kuchtą obijaną przez męża jak ich matki. To tak, jakby lektura Małych kobietek, do której ciągle wracają, odkształciła je w dzieciństwie na zawsze. Dlatego, drogie mamy, opłaca się wyrabiać w córkach nawyk czytania od najmłodszych lat ;)

Taki piękny, brudny teatr

Choć w drugiej odsłonie Genialnej przyjaciółki Elenie wiedzie się lepiej niż Lilii, wiemy, że to ta mała smagła zadziora ma prawdziwy talent, wrodzoną charyzmę i ogromną siłę do realizacji swoich zamierzeń, tylko niestety, podejmuje kilka bardzo złych decyzji. To temperamentna osóbka, dająca się zaślepić chęci zemsty i gniewowi, a to nie są dobrzy doradcy. W tej odsłonie serialu pokazuje, że nawet jeśli sama ma związane ręce, potrafi promieniować energią na innych. Gdy tylko chce, zapewnia powodzenie sklepowi z butami, spożywczakowi, doradza mężowi i przyjaciółce, bez trudu uwodzi młodego studenta, a gdy ma syna, nagle okazuje się, że jest też pedagogiczną wizjonerką. Przy niej Elena to śnięta ryba, chodząca jak w amoku, zakompleksiona i zalękniona, która nawet jeśli może coś osiągnąć na gruncie pisarskim (jak się okazuje w finale) to tylko dzięki pomysłom Lilii i wpływom nowego narzeczonego. No, ale to ona ma modną fryzurę i ubrania, to z niej rodzice są dumni, to ona wyrwała się ze slamsów.

Nawet jeśli nie jesteście fanami Ferrante, nie czytaliście książek, a losy kobiet w powojennych Włoszech są wam obojętne, obejrzyjcie sobie chociaż kilka odcinków dla czystej estetycznej przyjemności. Wszystko jest tu trochę sztuczne, szczególnie bieda wystylizowana jak w teatrze, ale ogląda się wspaniale. Cały czas miałam wrażenie, że pod powierzchnią banalnych wydarzeń, kryją się głębsze gesty istot bardziej boskich niż ludzkich, niczym w rzymskiej mitologii. Postaci są przerysowane, gesty wyolbrzymione, a w szczególności gniew i miłość bardzo intensywne. Jeśli dosyć macie netflixowych hiciorów o nastolatkach z problemami pierwszego świata (czyli kto z kim idzie na bal, ewentualnie, czy wypada jeszcze w ogólnie nie być homoseksualnym), zobaczcie jak dwie młode neapolitanki walczą o lepszą przyszłość. W dzisiejszych czasach pokazanie jak jedna dziewoja zakuwa do egzaminów i pisze o Horacym, a druga zostaje przed pełnoletniością żoną, szefową i gospodynią, jest bardzo odważne i radykalne moim zdaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *