Czarnobyl

Przez lata blogowania zrozumiałam, że warto pisać tylko o rzeczach, które wzbudzają we mnie jakieś emocje, a już dawno nic mnie nie poruszyło aż tak, jak ten serial. Jestem nim zasmucona i zafascynowana jednocześnie, i wprost nie mogę przestać myśleć o pokazanych w produkcji bohaterach. Najbardziej zadziwia mnie fakt, że nareszcie arcyważny temat doczekał się odpowiedniej formy, która jest wprost bezbłędna. Twórcy postawili na prostotę, kilka podstawowych i dobrze znanych zabiegów, i wygrali tym serca widzów. Co jak co, ale to, co się wydarzyło w Czarnobylu, nie wymaga dodatkowych fajerwerków, aktorów-celebrytów czy fikuśnych efektów. Zdarzenia porażają aż tak, że nic więcej nie trzeba prócz prostego opowiedzenia o uczestnikach największej katastrofy, jaka była do tej pory dziełem ludzkości.

Pokolenie Czarnobyla

Gdy w kwietniu 1986 roku doszło do wybuchu elektrowni atomowej na Ukrainie, miałam trzy lata i mętnie sobie przypominam łykanie z tego powodu podejrzanych tabletek w przedszkolu. Choć to było tak dawno, skutki tego, co się tam wydarzyło, odczuwam ja i moje pokolenie do dziś, choćby w prostym fakcie masowych zachorowań na zapalenie tarczycy, a w przyszłości zapewne i nowotwory. Każdy z wielu lekarzy, jakich ostatnio odwiedziłam, wspominał w różnych kontekstach o Czarnobylu, a ja myślę o ich słowach łykając codziennie małą tabletkę, co będę robić już do końca życia. To jednak nic, bo odkształcenie sporego fragmentu planety, zmiana całego ekosystemu, mutacje zwierząt i roślin, wyludnienie i wzrost zachorowań na straszliwe choroby w promieniu setek kilometrów, powodują, że do dziś trudno jest oszacować ile istnień ludzkich kosztowało to, co, jak pokazuje serial, było prawdopodobnie spowodowane kłamstwami radzieckiego systemu i szaloną niekompetencją ludzi, będących w tym systemie trybikami.

Nie jest to serial tylko o katastrofie, ale przede wszystkim o tym, czym był ZSRR i czym w dużej części jeszcze pozostaje, bo przecież pokolenie naszych rodziców i dziadków się w nim wychowało, mają go w głowach i żyją, często nieświadomie, według jego norm. Pod tym względem pokolenie Czarnobyla, symbolu wielkiego kłamstwa i śmiertelnego zagrożenia, jest liczniejsze, niż by się mogło wydawać.

Prosta historia

W serialu śledzimy głównie poczynania sztabu kryzysowego, który próbuje uporać się ze skutkami wybuchu w elektrowni, co jest o tyle trudne, że wszystko jest zakłamywane i tuszowane. W najszczęśliwszym i najlepszym kraju na świecie nie może mieć przecież miejsca taka wszechświatowa wtopa wizerunkowa, taka plama na honorze władz ZSRR jak katastrofa jądrowa. Że tysiące ludzi umiera, to trudno, ale że ktoś za granicą, a nie daj już Boże, w USA, pomyśli, że to wina partii, to już się radzieckim politykom nie mieści w głowie. Zastępca przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR, Borys Szczerbina (Stellan Skarsgard) i współpracujący z nim naukowiec, Walery Legasow (Jared Harris) mają więc nie łatwe zadanie przed sobą (a raczej można by rzec, że muszą dokonać jednej z najtrudniejszych rzeczy jakiej ludzkie w ogóle kiedykolwiek dokonali). Czeka ich przekonanie władz o tym, ze wybuch jądrowy naprawdę miał miejsce (bo nie wierzą, wszak to niemożliwe), że jest realnym zagrożeniem dla życia w tej części świata, a także, że należy niezwłocznie zrobić wszystko, by sytuacja się nie pogorszyła (bo jeszcze może być gorzej, choć trudno w to uwierzyć). Obserwujemy powstawanie strefy wykluczenia, z której ewakuowani są ludzie i na której wybija się wszelką zwierzynę. Śledzimy także losy kilku postaci, mających kontakt ze skażeniem, reprezentujących całe grupy poszkodowanych. Jest dzielny strażak i jego tragicznie ciężarna żona (znakomita w tej roli Jessie Buckley), czy młody żołnierz strzelający do porzuconych psów i kotów w opustoszałych nagle wioskach.

Tak, jak napisałam wcześniej, nie są to jakieś spektakularne zabiegi fabularne, ale widziane na ekranie obrazy wstrząsają widzem, wzbudzając ogromne emocje. Może i jest coś niezbyt wyrafinowanego w graniu na uczuciach poprzez pokazanie napromieniowanej ciężarnej, trumien tonących w betonie, czy chłopaka, który musi odstrzelić cały miot uroczych szczeniąt, ale w tym przypadku właśnie dzięki temu, broni się cała konstrukcja opowieści. Nie chodzi o jeden wielki wybuch, ale o tysiące małych, osobistych tragedii.

Radziecka estetyka

Nie tylko mocą przekazu, ale też swoją bezbłędną estetyką, Czarnobyl zapada w pamięć. To jest taka radzieckość, jaką pamiętamy, czyli szara, przaśna i kartoflana. To są osiedla, identyczne jak te w Polsce, na których się wychowaliśmy, a także te same twarze. Brzydkie trwałe ondulacje, niezdrowa cera, kanciaste sylwetki, trochę azjatycka dzikość i paskudne ubrania, które aż rażą w oczy. Świat bez plastiku, niemal pachnący domowymi obiadami i w swej brzydocie poruszający w widzu najczulsze struny. Oglądając ten serial, czułam się tak, jakbym patrzyła na członków własnej rodziny i kibicowałam bohaterom z całych sił, choć wiedziałam, że to przegrana sprawa. W dodatku idealnie dobrano aktorów, w tym dziobatego Jareda Harrisa, Stellana Skarsgarda o pyrkowatym nosie, czy wreszcie Barry’ego Keoghana, brzydkiego w idealnie radziecki sposób (dokładnie tak sobie zawsze wyobrażałam rosyjskich żołnierzy). Jednym słowem, coś niesamowitego, choć nie do końca przyjemnego.

Ciche tragedie

Ciągle wyświetlają mi się w głowie pojedyncze sceny z Czarnobyla, głównie te, w których do bohaterów dociera czym rzeczywiście jest skażenie jądrowe. Gdy Legasow mówi Szczerbinie, że zostało im pięć lat życia, gdy górnicy (Górnicy są tu najlepsi!) schodzą pod ziemię, podobnie jak nurkowie, bo, choć przypłacą to życiem, ktoś musi to zrobić, gdy wreszcie Uliana Chomiuk, doskonale rozumiejąca z czym ma do czynienia, przeprowadza wywiady z umierającymi, dosłownie można dostać zawrotu głowy z wrażenia. To wielka współczesna tragedia z wielkimi tragicznymi bohaterami, skażonymi tak samo radioaktywnym promieniowaniem, jak kłamstwami systemu, w którym żyją.

To jest dopiero medialne wydarzenie roku, a nie tam jakaś Gra o tron.

Jedna myśl na temat “Czarnobyl

  • Czerwiec 19, 2019 o 12:34 am
    Permalink

    Dla mnie ten serial to odkrycie roku! Wbił mnie w fotel. Sceny zabijania zwierząt doprowadziły mnie do dygotu.
    Prosta forma. Milczenie, szarość, prostota. Efekt niewiarygodny…
    Szczerze mówiąc nie miałem wiedzy, jak kolosalną katastrofą był wybuch reaktora, jak ogromnego wysiłku wymagało zabezpieczenie, ilu bohaterów, ile tysięcy ludzi, jaka skala wysiedleń… 10 punktów na 10.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *