Królowa Południa

Tak moi drodzy, były takie czasy gdy wydawało mi się, że Arturo Perez-Reverte jest najlepszym pisarzem na świecie, a Królowa Południa plasowała się bardzo wysoko na mojej osobistej liście bestsellerów wszech czasów. Choć dziś mnie to bardzo dziwi, gdyż niektóre dzieła pisarza bardzo brzydko się starzeją, to jednak z sentymentem oglądam kolejne wcielenia Teresy Mendozy. W 2011 roku powstała pierwsza wersja serialowa, ale (bądźmy szczerzy) nie dało się tego oglądać. Kilka scen z tej śmieszno-strasznej telenoweli wystarczy byśmy poczuli ból oczu i uszu (Co za wąsy mają ci amanci! A jaka muzyka lecie w tle!). Tegoroczna wersja prezentuje się nieco lepiej. Jesteśmy mniej więcej w połowie sezonu i nie ma jakiegoś szału, ale jeszcze może się wszystko porządnie rozkręcić. Rzecz nie jest nawet w połowie tak zajmująca jak książka, ale zawsze to miło popatrzeć jak jedna z ulubionych postaci z młodości ożywa na ekranie i po kolei daje wycisk wszystkim swoim wrogom, udowadniając, że zemsta najlepiej smakuje na zimno.

Tereska jak modelka

Teresa Mendoza (Alice Braga) musiała nagle rozstać się ze swoim luksusowym życiem w Meksyku po tym jak jej chłopak, przemytnik narkotyków, został zabity przez wysłanników swego szefa, dona Epifania Vargasa (Joaquim de Almeida). Do zasad kartelu należy bowiem wymordowanie nie tylko zdrajców czy oszustów, ale też wszystkich, którzy mieli z nimi lub ze sprawą cokolwiek wspólnego. Nieoczekiwanie Teresa znajduje schronienie u żony don Epifania, Camilli (Veronica Falcon), która porywa ją i zmusza do pracy dla siebie. Początkowo nasza piękność w opałach jest tylko zwykłym mułem, ale szybko zaczyna zyskiwać zaufanie szefowej i jej pomocnika, którzy powierzają jej coraz bardziej odpowiedzialne misje i przykazuje uczyć się na każdym kroku. To, że Camilla nie zabiła Teresy od razu jest zasługą gniewu don Epifania. Już od jakiegoś czasu jego żona prowadzi samodzielny biznes w Teksasie i podejrzewa, że małżonek planuje jego wrogie przejęcie. To, że tak bardzo zależy mu na zwykłej przestraszonej dziewczynie, wzmaga podejrzliwość szefowej, która jeszcze nie wie jak, ale z pewnością uczyni z Teresy swój tajny atut w małżeńskiej rozgrywce o władzę i wpływy w narkobiznesie.

QUEEN OF THE SOUTH -- "Piloto" Episode 101 -- Pictured: Alice Braga as Teresa Mendoza -- (Photo by: Eniac Martinez/USA Network)

Twórcy serialu wybrali kilka dość kontrowersyjnych (zwłaszcza jeśli widziało się Narcos) rozwiązań. Chodzi mi o totalne odrealnienie świata przedstawionego, w którym co prawda jest nieco przemocy i brudnych zagrywek, ale większość tego co widzimy to glamour jak z kolorowych magazynów, trochę zawiewający tandetą. Szczególnie to widać w postaci głównej bohaterki (ale Camilli Vargas, czyli nowemu wcieleniu Alexis z Dynastii, też niczego nie brakuje), która podejrzanie często paraduje w cekiniastych sukniach koktajlowych i na niebotycznych szpilkach. Choć z początku mieszka w jakiejś nędznej psiarni, cały czas ma świetlistą skórę i puszysty fryz, tak jakby wiedziała, że to wszystko jest chwilowe. I oczywiście wie.

Ktoś tu trochę odjechał

W tym momencie muszę niestety wspomnieć o wątku paranormalnym, najsłabszym ogniwie tego widowiska, za które i tak trzymam mocno kciuki. Otóż (ale trzymajcie się) w najtrudniejszych chwilach, nasza piękna Tereska widzi siebie samą z przyszłości. Nie w metaforycznym sensie, nie w marzeniach, ale dosłownie, wysłanniczka z przyszłości co jakiś czas wygłasza do niej motywacyjne frazy o tym, że nie ma lekko i takie tam. I od razu uprzedzę wszelkie wątpliwości, pisząc, że nie, nie są to wizje narkotyczne, bo choć Teresa zaczyna robić karierę w narkobiznesie, to jednak sama nie zażywa. Po prostu widzi siebie w szykownym białym kompleciku, co ma zdaje się symbolizować jej przyszły sukces. Nim jednak piękna bohaterka wydostanie się z krzyżowego ognia walki między narkotykowymi bossami, nim sama przejmie Południe i zostanie szefową wszystkich szefów, wreszcie nim wymierzy zasłużoną zemstę, jeszcze wiele czasu musi upłynąć. Na razie poznajemy wraz z nią biznes od środka, co jest dość trudne, bo mało realistycznie to wszystko pokazano.

To uproszczenie i odrealnienie akcji jest moim największym zarzutem do nowej Królowej Południa. Za łatwo jej wszystko przychodzi, za szybko (bo praktycznie w ciągu jednej nocy) zmienia się Tereska z płochej laluni w jakąś potężną wojowniczkę z nadludzką intuicją. Podoba mi się za przeniesienie akcji w czasy współczesne, dzięki czemu pomysły Perez-Reverte nie trącą tak myszką, jak jego proza.

Jeśli się wahacie, czy w ogóle warto zaczynać oglądanie Królowej Południa, to pomyślcie sobie, że na Narcos jeszcze trochę musimy poczekać, a ten serial jest dobrą alternatywą na przeczekanie. W najgorszym razie nasłuchacie się Meksykanów mówiących nie wiadomo dlaczego między sobą po angielsku z paskudnym akcentem, no i po czymś takim docenicie drugi sezon prawdziwej narkodramy jeszcze bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *