Effie Gray

Wbrew temu co można by sądzić na podstawie tytułu, nie jest to wcale film o żonie wielkiego dziewiętnastowiecznego krytyka sztuki Johna Ruskina, ale bardziej o nim samym widzianym oczami młodej dziewczyny, która miała pecha być mu poślubioną. Samej Effie jest tu paradoksalnie bardzo niewiele, choć występuje praktycznie w każdej scenie. Podejrzewam, że to za sprawą grającej ją Dakoty Fanning Euphemia jest wycofaną, niezbyt rozgarniętą, wiecznie zdziwioną i w sumie zupełnie nieciekawą kobietką (o twarzy dziesięcioletniego dziecka). Pomimo jednak tej niefortunnej kreacji, warto film obejrzeć, ponieważ na tle ostatnio wyprodukowanych obrazów poświęconych wielkim malarzom i ich sztuce, jest jak powiew świeżego powietrza. Effie Gray zyskuje szczególnie przy porównaniu z zeszłorocznym Turnerem. No i mamy tu wspaniałą Emmę Thompson na osłodę, a do tego weneckie kanały i zapierające dech w piersiach szkockie krajobrazy.

Podejrzane ciągoty pana Ruskina, a raczej ich brak

John Ruskin znany jest osobą zajmującym się w jakimkolwiek stopniu sztuką z tego, że miał ogromny wpływ na estetykę drugiej połowy dziewiętnastego wieku (a i późniejszą także, bo do dziś jest chętnie czytany). Ja sama zetknęłam się z nim dopiero niedawno podczas lektury książek de Bottona, który często cytuje Prousta cytującego Ruskina. Był to prawdziwy bóg malarstwa. Choć sam nie był wybitnym artystą, to jego dar krytyczny zaowocował sławą takich gigantów jak Turner czy prerafaelici, których odkrył i przedstawił światu. Jego szkice dotyczące malarstwa i architektury to prawdziwe perełki i sądzić by można, że ich autorem jest człowiek niezwykły. Cóż, tę tezę potwierdza film, tyle że wybitność Ruskina ogranicza się do jego pracy, bo w życiu była z niego straszna kanalia.

Fabuła filmu rozpoczyna się od tego, że nie całkiem już młody John Ruskin (Greg Wise) postanawia ożenić się z piękną szkocką dziewoją, tytułową Effie Gray (Fanning), którą zna od dziecka i która zawsze była dla niego kimś w rodzaju eterycznej muzy. Mimo długoletniej znajomości, małżonkowie niewiele o sobie widzą (nigdy dotychczas nie przebywali na osobności, zapewne ze względu na etykietę) dlatego teraz Effie przeżywa prawdziwy szok, który przeciąga się na całe lata ich wspólnego (choć osobnego) życia. Po przywiezieniu panny młodej do Londynu, Ruskin zakopuje się w swoich papierach, a żoną zupełnie się nie interesuje. Okazuje się, że jego wizja rodziny to ta, w której żonka nic nie mówi, nic nie robi i nie sprzeciwia się niczemu, a cały dom pozostaje pod opieką despotycznej starszej pani Ruskin. Zresztą wszystko mu jedno, bo musi skupić się na kolejnej książce i tylko to go zajmuje. A mamusia (Julie Waters) to dopiero okaz. Prawdziwa teściowa z piekła rodem. Synusia rozpieściła do granic możliwości, uzależniając go całkowicie od siebie i nabijając mu głowę przeświadczeniem, że jest stworzony do wyższych celów. Effie jest w tym domu traktowana niczym mebel, o dziwo, sytuacja wygląda podobnie także w nocy. Ruskin ewidentnie nie zamierza skonsumować małżeństwa, ciało ponętnej małżonki jest dla niego ważną kwestią etyczną i estetyczną, ale zdecydowanie nie obiektem pożądania. Nic dziwnego, że pełna życia (choć systematycznie podtruwana przez teściową) Effie zacznie się rozglądać za innymi partnerami, a w oko wpadnie jej przystojny autor pewnego obrazu przedstawiającego Ofelię :)

Greg Wise
Dakota Fanning i Greg Wise

Film jak obraz

Takie filmy lubię najbardziej. Piękne stroje, stylowe wnętrza, wszystko sztywne i dopracowane w najmniejszych szczegółach, a do tego buzujące pod powierzchnią pozorów gorące namiętności. Bardzo podoba mi się w Effie Gray to, że w podobnej mierze co o emocjach i obyczajach, jest to też film o malarstwie. Baśniowy, niepokojący, średniowieczny urok twórczości prerafaelitów wychodzi, wypływa, wyślizguje się z ram obrazów i sączy się z każdego ujęcia. Jest to dla widza szansa zrozumienia czym półtora wieku temu była dla ludzi sztuka, jak ją przeżywali i w jak niezwykły sposób twórczość wiązała się z kwestiami światopoglądowymi, a nawet religijnymi. Od razu zaczyna się człowiek zastanawiać, czy przypadkiem, choć materialnie bogatsze, nasze życie nie jest tylko ubogą wersją dawnych żywotów. I oczywiście od razu rodzi się też pytanie o to, jak człowiek tak uduchowiony, inteligentny i wzniosły jak Ruskin, mógł być w życiu codziennym takim zimnym draniem. Och, to kolejna postać z gatunku tych, których tak kochamy nienawidzić. Grający wielkiego krytyka Greg Wise, z tym swoim niewzruszonym stoicyzmem, spisał się znakomicie. Szkoda tylko, że Fanning jest tu dla niego tak kiepską partnerką. Od pierwszych scen niestety widać, że jej oszczędna gra jest wynikiem raczej braku umiejętności niż przemyślanej powściągliwości. Niech jednak nie psuje wam to oglądania, do którego zachęcam serdecznie. Jeśli tak jak ja kochacie brytyjskie dramaty kostiumowe z wielką sztuką w tle, nie będziecie zawiedzeni. A kto wie, może po filmie biblioteki odnotują masowy wzrost zainteresowania pismami krytycznymi Ruskina.

Effie-Gray-2

2 thoughts on “Effie Gray

  • Sierpień 5, 2015 at 11:41 pm
    Permalink

    Właśnie obejrzałam i baaaardzo mi się podobał :)

    Reply
    • Sierpień 6, 2015 at 9:20 am
      Permalink

      Polecam też serial Desperate Romantics o Prerafaelitach. Niestety Rosettiego gra Aidan Turner.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *