Disconnect

Nie jest to dobry film, ale też chyba nie musi, ponieważ zamiast tego jest pouczający i pożyteczny. Niestety przez cały czas gdy go oglądałam miałam wrażenie, że twórcy Disconnect także wyszli z takiego założenia i zamiast skupić się na formie artystycznej, postawili na dramatyzm i trudną społeczną problematykę. Przygotujcie się na wiele zatroskanych min, życiowych dramatów oraz hektolitry łez (wylanych przez rozgrywających melodramatyczne watki aktorów, bo na pewno nie przez znudzonych widzów). A wszystko to z powodu Internetu, którym również polskie media zaczęły nas straszyć już jakiś czas temu. Wszak to źródło wszelkiego zła okrada nas z prywatności, uszkadza psychikę i rozbija rodziny, co próbuje się nam łopatologicznie wykazać w Disconnect. Aż strach odebrać komórkę czy wysłać maila. ONI czyhają.

Sprawa wygląda tak, że jeżeli chodzi o filmy, w których gra  Alexander Skarsgård, to nie jestem wybredna i obejrzę wszystko. Pewne jest jednak, że kolejnego seansu Disconnect nie będzie, a raz to i tak spore poświęcenie z mojej strony. Normalnie nie mogłam się doczekać końca! Fabuła tego dzieła składa się z trzech przeplatających się ze sobą wątków, które łączy problem internetowy. Każdy z głównych bohaterów związał w jakiś sposób swój los z mediami społecznościowymi, po czym gorzko tego żałował. Mamy tu ojca (Jason Bateman), który nie ma czasu dla swojej rodziny, ponieważ całą jego uwagę absorbuje telefon komórkowy. Mężczyzna praktycznie nie zauważa jak wielkie problemy ma jego nastoletnie syn, boleśnie upokarzany przez rówieśników za pomocą Facebooka. Równie źle jest u bezdzietnego małżeństwa. Bohater grany przez Skarsgårda dowiaduje się znienacka, że został pozbawiony wszelkich oszczędności, ponieważ ktoś przechwycił w sieci jego wszystkie osobiste dane. Nie lepiej jest także u dziennikarki (Andrea Riseborough), która wypatrzyła chatroom, w którym można nawiązać bardzo ciekawe znajomości. Okazuje się, że nastolatki podglądane internetową kamerką prostytuują się nie tylko wizualnie, ale i realnie. Dosłownie, proszę państwa, no dramat z tym Internetem. Zakazać powinni czy coś.

Poza swądkiem dydaktycznym, najbardziej w tym filmie przeszkadzała mi gruba przesada w dawkowaniu dramatyzmu. Nie wystarczy, że się jest ofiarą przekrętu, jeszcze trzeba opłakiwać zmarłe dziecko i nie móc mieć kolejnego. Nie dość, że dzieciaki się rozbierają na wizji, są jeszcze do tego nielegalnie przetrzymywane przez zbirowatego alfonsa. Okruchy życia wyzierają tu z każdej sceny. Nie chcę zdradzać jak to to się kończy, ale finał także jest mocno naciągany. Niby te Internety takie złe, ale w dwóch na trzy przypadki udało się skleić jakoś rodzinne więzi.

Może i odebrałabym ten obraz inaczej, gdyby nie forma, której po prostu nienawidzę. Gdy słyszę, że film jest zbiorem wielu oderwanych od siebie historii, to mi się robi słabo. Takie ekranowe zabiegi bardzo rzadko się udają (w Disconnect się nie udało). Chyba nigdy nie przestanę się dziwić, jak ktoś może myśleć, że kilka słabych historii sklejonych razem, stworzy naprawdę dobrą całość. Niestety to tak nie działa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *