Brud

Nie będę ukrywać, że nie jestem fanką takiego kina. Ani Trainspotting, ani Zły porucznik (do których porównuje się Brud) nie są dla mnie filmami kultowymi czy ważnymi, więc tym bardziej tym dziełem zachwycić się nie mogę. W dodatku reklamowanie Brudu jako czarnej komedii uważam za ogromne nieporozumienie. Żeby śmiać się z grubych żartów edynburskich policjantów i przestępców trzeba być chyba bardzo niewybrednym nastolatkiem wychowanym na Polsacie. Wesołości nie wzbudziły we mnie też liczne bójki, wymioty, agresywny seks czy narkotykowe zjazdy. A może to rozbite rodziny, korupcja czy problemy psychiczne są takie śmieszne dla dystrybutora? Choć się nie zachwycam to uważam, że Brud jest ważnym filmem, ciekawym artystycznie, tyle że akurat ta tematyka oraz rodzaj komizmu raczej do mnie nie trafia.

Jak na 13 posterunku

Akcja Brudu jest umiejscowiona w Edynburgu. W mieście pięknych i inteligentnych Szkotów (tak trafnie przedstawionych przez głównego bohatera) panuje przedświąteczny rozgardiasz. Oprócz oczekiwania na Boże Narodzenie, tutejsi policjanci mają jeszcze jeden powód do ekscytacji. Okazuje się, że jest stanowisko do obsadzenia, a absolutnie każdy stróż prawa czuje, że to jemu należy się upragniony awans. W wyścigu przoduje (przynajmniej we własnym mniemaniu) nasz główny bohater Bruce Robertson (James McAvoy). Jest to ze wszech miar niezwykły człowiek, obdarzony licznymi talentami. Najbardziej sam w sobie ceni chyba cynizm i niezłomność w snuciu intryg i manipulowaniu otoczeniem, dzięki czemu często udaje mu się osiągnąć zamierzony cel. Mówiąc poważnie, Bruce to wredny i bezwzględny manipulant, którego przez większość czasu nie da się choć trochę lubić. Jestem przekonana, że prędzej czy później dostałby awans i wiele więcej gdyby tylko liczne nałogi mu w tym nie przeszkadzały, zakłócając ostrość widzenia i myślenia. Właściwie trudno powiedzieć, od czego ten policjant nie jest uzależniony. Papierosy, alkohol, narkotyki, leki psychotropowe to jego codzienność. No i oczywiście seks. Ten facet zajmuje się swoim penisem częściej i intensywniej niż mój pies gdy czuje w powietrzu zapach suczki. Choć jest żonaty, nie odmawia sobie przyjemności z przypadkowo spotykanymi dziewczynami, ale nie obce są mu także żony przyjaciół, kolegów policjantów czy też znajome z pracy. Zapewne to miało być główne źródło komizmu w tym filmie, ponieważ rzadko który akt kończy się dla Bruce’a sukcesem, ale rżeć z tego w kinie będą chyba tylko pijane nastolatki płci męskiej, zapewne fani Kac Vegas. Ich także mogą rozbawić potoki wymiocin i ksero penisów.

To zadziwiające, ale Robertson nie jest wyjątkiem na swoim posterunku. Każdemu coś tu dolega. Jest metroseksualny laluś, któremu zarzuca się homoseksualizm, nazista, narkoman i chyba najgorszy ze wszystkiego stary i głupi piernik (w tej roli Gary Lewis, którego przed chwilą oglądałam w roli Columa w Outlanderze). Aż strach pomyśleć, że taka banda strzeże prawa w pięknym Edynburgu. Nic dziwnego, że dochodzi tu do brutalnych przestępstw na tle rasowym.

Filth

Wewnątrz chorego umysłu

Największą wartością Brudu jest ukazanie stanów psychicznych uzależnionego, chorego i nieszczęśliwego mężczyzny. Wizje Bruce’a są naprawdę spektakularne. Trzeba przyznać, że ukazujący mu się ludzie, którzy mają twarze groteskowo wykrzywionych zwierząt, oddziałują na wyobraźnię. Osobiście byłam zdziwiona pomysłem rozmów z psychiatrą, który na bieżąco komentuje stan swego pacjenta, a że robi to w jego głowie, możemy przypuszczać, że przez większość czasu policjant doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje. Miałam wrażenie, że przyjął chorobę wraz z wizjami, dzięki którym mógł się oddzielić od bolesnej rzeczywistości, z którą sobie nie radzi. Nałogi i zaburzenia to także jego broń w walce o mityczny awans, który ma wyleczyć całe jego życie.

Jestem pewna, że wielu widzom zjazd Bruce’a Robertsona wyda się fascynującym zjawiskiem. Ten facet z uporem maniaka dąży do autodestrukcji i trzeba przyznać, że robi to w wielkim stylu. James McAvoy po Transie, znów miał okazję sprawdzić się w roli psychicznie zmąconego człowieka. Momentami jest wręcz hipnotyczno przerażający, podejrzanie podobny do Gerarda Butlera. Dzięki jego niesympatycznej kreacji byłam w stanie uwierzyć w smród i zgniliznę duszy Bruce’a Robertsona. Zresztą to nie policjant, ale właśnie tytułowy brud odgrywa tu największą rolę. Pierwszy raz widziałam brud moralny tak doskonale i dosłownie wyciągnięty z wnętrza człowieka i przelany na całe jego otoczenie. Ten człowiek jest niesamowity, nie ma żadnych oporów i w dodatku pociąga za sobą na dno każdego, kto się do niego odezwie (szczególnie udane pod tym względem są kobiety, które ,,uwodzi”). Lubię myśleć o sobie jako o osobie, która nie gorszy się łatwo i raczej nie daje się zszokować, ale nawet ja muszę przyznać, że raczej trudno by było nie poczuć się po takim seansie wręcz fizycznie brudnym i nieco moralnie skacowanym. Tak działa towarzystwo pana Robertsona.

Oprócz powyższych zjawisk, w filmie Jona S. Birda może wam się spodobać ironiczna i eklektyczna muzyka, różnorodna galeria dziwacznych postaci, ale przede wszystkim zakręcona psychologicznie fabuła oraz zaskakujący finał. Naprawdę miałam niespodziankę na koniec. Jeśli jednak jesteście widzami wrażliwymi, którzy nie chichoczą z kloacznych żartów i seksistowskich docinków, raczej sobie seans odpuście.

2 thoughts on “Brud

  • Październik 25, 2014 at 10:37 am
    Permalink

    Nie do końca zgadzam się z powyższą recenzją. Jest to film bardzo dobry, trzeba oczywiście lubić ten typ nazwijmy to komedii, sposobu pokazania ważnych tematów poprzez często wulgarny niewybredny żart. Tak naprawdę główny bohater jest bardzo samotny, nie potrafi przyznać się do małżeńskiej porażki, a katastrofa w jego życiu osobistym czyli odejście żony z dzieckiem powoduje lawinę dalszych zdarzeń w jego życiu. Facet popada w uzależnienie od narkotyków, staje się cyniczny i bezwzględny wobec kolegów z pracy,spoza pracy i kobiet z którymi nałogo uprawia seks. Z filmu wynika jednak że kiedyś był dobrym człowiekiem. A czy w życiu często tak nie jest?? Wystarczy przenieść się w świat korporacji gdzie walka o awans wygląda często podobnie w połączeniu z różnymi uzależnieniami…? Jak by się zastanowić pewnie każdy z nas zna podobną osobę, która w podobny sposób się „stoczyłą” niszcząc po drodze przyjaźnie, miłość, rodzinę. Film bardzo prawdziwy, do tego świetna muzyka. Jednym słowem warto obejrzeć

    Reply
  • Pingback: Atomic Blonde - Szczere Recenzje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *