Friends with Better Lives

Naprawdę zasmucił mnie news wieszczący zakończenie tego serialu po pierwszym sezonie. Niedawno, z okazji dwudziestolecia Przyjaciół, wiele osób wypowiadało się z tęsknotą za dobrym sitcomem, w którym występują bohaterowie podobni do tych z kultowego serialu. Otóż Friends with Better Lives daje nam właśnie takich sympatycznych, zabawnych, ironicznych trzydziestokilkulatków, którzy, jak wskazuje tytuł, są przyjaciółmi, ale od tych sprzed lat różnią się znacznie jakością życia. To są kumple na bogato i bardziej reprezentatywni dla współczesnych młodych ludzi, a poza tym zabawa jest tak samo dobra.

Kto by nie chciał się zamienić?

Bohaterowie tego nieco głupkowatego, wręcz wzorcowego dla gatunku sitcomu, prowadzą naprawdę sielski żywot, a przynajmniej tak to wygląda z mojej perspektywy. Jest ich oczywiście sześcioro, ale zamiast tłoczyć się w betonowym Nowym Jorku, mieszkają w Kalifornii. Są piękni, zamożni, zabawni i ironiczni. Moja ulubioną postacią jest Kate (Zoe Lister Jones, ta z małymi rączkami z serialu Whitney), bardzo niezależna singielka, która nie zamierza zmieniać swego statusu, bo tak jej dobrze. Kate nie udaje nawet, że jest miła i sympatyczna, a momentami widzom może się zdawać, że to iż ma jakichkolwiek przyjaciół to prawdziwy cud. Pięknie ubrana i zrobiona bizneswoman miota co chwila gorzkimi pigułami sarkazmu, ale jest w tym na swój sposób urocza. Bez drugiej połowy pozostaje także jej kupel Will (James Van Der Beek, który wciąż nie może się odnaleźć po Jeziorze marzeń), zagubiony i bezradny rozwodnik. Jego urok i przechwalanie się zawodem lekarza jakoś nie pomagają mu w znalezieniu partnerki na stałe. Oprócz nich są jeszcze dwie pary: jedna bardzo tradycyjna, z dzieckiem, ciążą i domem, a druga zupełnie odjechana.

Zoe Lister Jones
Zoe Lister Jones

Mamy zatem szóstkę Amerykanów tuż po trzydziestce, którzy spotykają się przy kawce w domu lub w wegetariańskiej restauracji i to zwykle by omawiać tak trudne sprawy jak najnowsze techniki podrywu czy problemy ginekologiczne lub by zwyczajnie poobgadywać nieobecnych. Każdy w podobnym wieku może tu odnaleźć jaką wersję siebie. Jest singielka, rozwodnik, tradycyjne małżeństwo i hipisowskie narzeczeństwo. Niestety, jak coś jest dla wszystkich to okazuje się że dla nikogo. Serial raczej nie będzie miał kontynuacji w następnych sezonach, nad czym szczerze ubolewam, gdyż była to jedna z moich ulubionych wstydliwych przyjemności. Nawet ja jednak widziałam, że oprócz suchych żartów i bardzo atrakcyjnych wizualnie aktorów (kobiety tutaj mają niesamowite włosy, cały serial jest jak reklama szamponu działająca na damską psychikę), niewiele tu było atrakcji nawet dla średnio wymagającego widza.

Przyjaciele kiedyś i dziś

W Przyjaciołach sprzed dwóch dekad lubiliśmy ich ekscentryczność, prostotę, humor oraz to, że bawili nas i irytowali jednocześnie. Bardzo podobała mi się też teoria, mówiąca o tym, że każdy jest jednym z typów charakteru z Przyjaciół (jak w przypadku Kubusia Puchatka). Ja zdiagnozowałam u siebie Chandlera i Monikę po połowie. Podejrzewam, że Przyjaciele z lepszym życiem mieli tak krótki żywot telewizyjny, ponieważ są jeszcze bardziej niestandardową gromadą. W przeciwieństwie do starszych kolegów, ci przyjaciele nie udają, że zależy im na byciu w związku za wszelką cenę. Tak jak wiele osób w prawdziwym życiu, ci trzydziestolatkowie cenią sobie przede wszystkim wolność, samorealizację i wszelkie życiowe przyjemności. Zapewne słaba oglądalność to wynik braku akceptacji widzów dla postaci, których misją życiową jest rozpieszczanie samych siebie, choć zapewne to wynik tego, że zwyczajnie nie lubimy oglądać własnych wad wyolbrzymionych i pokazanych na ekranie. Nikt tu nie przedkłada dobra bliźniego nad swoje własne, nawet jeśli chodzi o dziecko. Bardzo znamienne jest to, że choć Bobby i Andy (Kevin Connolly i Majandra Delfino) mają małego synka i spodziewają się kolejnego dziecka, to rozmów o pociechach jakoś nie słychać. Maluch nie pokazuje się na ekranie, a gdy ktoś wspomina o ciąży, to raczej w kontekście nadliczbowych kilogramów niż nowego życia rozkwitającego w matczynym łonie.

fwbl-2

Ten sitcom, choć komediowo niepoważny, dobrze uchwycił to jak się młodzi ludzie zmienili przez ostatnie lata. W tym co widzę na ekranie, znakomicie mogą się przejrzeć (podobają mi się zwłaszcza poglądy Kate) i naprawdę żałuję, że już więcej nie przeniosę się do lepszego życia nowych przyjaciół.

Zachęcam do obejrzenia chociaż tego jednego sezony, który zrobili. Jeśli podobała wam się Whitney lub Nie zadzieraj z zołzą spod 23, to to też przypadnie wam do gustu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *