Witam panie (Hello Ladies)

Dzisiejszy wpis zacznę może od wyznania dotyczącego innego serialu. Przyznaję zatem, że uwielbiam serial Louie Louisa C.K. Pierwsze odcinki były dla mnie prawdziwym szokiem, a z każdym kolejnym żałowałam, że nie ma więcej takich produkcji. Na szczęście wraz z pojawieniem się Hello Ladies brytyjskiego komika Stephena Merchanta zyskałam kolejnego ulubieńca. Podejrzewam, że większość widzów oglądających tę produkcję może poczuć frustrację, żal, a nawet nienawiść do głównego bohatera. Zapewniam jednak, że przy odrobinie dystansu i autoironii, można oglądając Hello Ladies poczuć przyjemność, jaką daje tylko śmianie się z własnych wad i słabości.

Bohater tego serialu jest właściwie antybohaterem. Trzydziestokilkuletni Stuart (Stephen Merchant) to pracujący w domu informatyk, który z pochodzenia jest Anglikiem, ale mieszka w Los Angeles. Cechami charakterystycznymi jego wyglądu (który w L.A. Liczy się przecież najbardziej) są bardzo wysoki wzrost, bardzo niska waga oraz bardzo kujonowate okulary. Stuart nie jest ani przystojny, ani obłędnie bogaty, co znacznie utrudnia mu spełnienie jego największego marzenia, czyli znalezienie swojej drugiej połowy. Osobowość mężczyzny również jest średnio pociągająca. Większość słów, które wypowiada to niestosowne, żenujące suchary. Stuart nie ma absolutnie żadnego pojęcia o uwodzeniu, niestety zdaje się, że on ma na ten temat inne zdanie. Nie chcę nikomu psuć niespodzianki, ale muszę napisać, że właściwie każdy odcinek kończy się dla niego wielkim niepowodzeniem na polu podbojów sercowych.

Niską pozycję w hierarchii towarzyskiej Stuarta podkreśla dodatkowo trójka jego najbliższych znajomych. Jego współlokatorka Jessica (Christine Woods), choć sama jest starzejącą się aktorka bez większych szans na karierę, nie chce widzieć w mężczyźnie nikogo prócz śmiesznego kolegi. Przyjaciel Wade (Nate Torrence) zaraża nieszczęściem, ponieważ właśnie się rozwodzi. Przygnębiające jest to, że pomimo iż jest brzydkim, niskim grubasem, to jemu udało się chociaż na dłużej zatrzymać kobietę. Najgorszy jest Kives (Kevin Weisman). Facet jeździ na wózku inwalidzkim i opowiada strasznie chamskie i wulgarne żarty, ale posiada taką charyzmę i urok, że nie ma żadnych problemów z płcią przeciwną. A co ma zrobić biedny, samotny Stuart całkowicie pozbawiony samokrytycyzmu czy uroku osobistego? Cóż, musi dalej próbować.

Lubię Stuarta z tego samego powodu, dla którego polubiłam Louie’go, czyli dlatego, że facet jest przeciętnie przystojny i niezbyt szczęśliwy i nie zawahał się tego pokazać. Od razu pomyślałam, że to ktoś taki jak ja. No bo w sumie ile można oglądać filmów i seriali o pięknych i bogatych, którym wszystko wychodzi? Z takim Stuartem mogę się przynajmniej utożsamić. To nic, że ciągle robi z siebie głupka, a im bardziej się stara, tym bardziej mu nie wychodzi. Większość z nas jest właśnie taka i nie ma co się obrażać i udawać, że jest inaczej

Co prawa Hello Ladies to serial komediowy, ale momentami jest naprawdę dramatycznie. Chwile, w których główny bohater się zawiesza, bo znów dostał od życia w twarz i jest ciut ciut od zrozumienia dlaczego, są naprawdę głębokie. A już to, że jednak nigdy nie dochodzi do tego przebłysku samozrozumienia i autopoznania uważam za prawdziwie tragiczne. Obciachowy i niezgrabny podrywacz (obdarzony w dodatku specyficznym brytyjskim poczuciem humoru) nigdy się nie zmienia, tak jak patrzący na niego widzowie prawieni nigdy się też nie zmieniają w prawdziwym życiu. Naprawdę szkoda, że nie szykują kolejnych sezonów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *