Co się jada i pija w Bezbarwnym Tsukuru Tazaki i latach jego pielgrzymstwa

bezbarwny-tsukuru-tazaki-i-lata-jego-pielgrzymstwaZacznijmy może od tego co się pija, ponieważ jest tu ogromna konsekwencja w stosunku do pozostałych tworów literackich pana Murakamiego. Główny bohater jest (podobnie jak sam pisarz) zwolennikiem zwykłej czarnej kawy, raczej dobrego gatunku (takiej jaką parzy mu przyjaciel z pływalni Haida), ale nie pogardzi także małą czarną kupioną w kiosku na dworcu kolejowym. Okazuje się, że smak tego napoju dobrze się komponuje z wielogodzinną obserwacją przyjazdów i odjazdów pociągów. Jeśli chodzi o mocniejsze alkohole to w grę wchodzi oczywiście tylko whisky Cutty Sark (ciekawe czy płacą Murakamiemu za promocję, nie można sobie chyba wymarzyć lepszej reklamy) pita w małych ilościach oraz jasne piwo, ale tylko pół naraz.

Jeśli natomiast chodzi o jedzenie to jest skromnie, ale bardzo smakowicie. Japoński pisarz potrafi jakoś tak to opisać, że nawet gdy nie wiem jak może smakować dana potrawa, od razu mam ochotę jej spróbować. Nie byłoby tych bestsellerów, gdyby nie liczne dygresje na tematy spożywcze. Tym razem szczególnie przypadł mi do gustu suflet cytrynowy, który okazał się nieoczywistym, ale trafnym deserowym wyborem, poczynionym przez przyjaciółkę głównego bohatera, Sarę. Suflet ten (co ważne zjedzony z wielkim apetytem) był dobitnym potwierdzeniem jej wyrafinowanego gustu (a także szczerego serca ponieważ chciała się dziewczyna tą pychotą podzielić).

Sam Tsukuru jada prosto i smacznie, chyba, że jest akurat w depresji; wtedy szama byle co i robi się chudy i kanciasty. Wspomaga go stołówka (podejrzewam, że japoński odpowiednik zbiorowego żywienia nijak się ma do polskiej stołówki, a przynajmniej tak wnioskuję po lekturze Norwegian Wood), a także samodzielne przygotowywanie prostych potraw. Nie unika także jedzenia w restauracji. Jego skomplikowane emocje na końcu powieści oddaje pieczony klops z sałatką z ziemniakami (o jakże nie poetycko!). O tym, że nie jest z nim za dobrze świadczyć ma fakt, że połowę porcji zostawił niedojedzoną. Nie dopił też piwa, ale to się zdarzało.

Zaintrygował mnie także opis lunchu składającego się z prostych kanapek z sałatką z łososia, który towarzyszył podglądaniu Sary, ale jedyną naprawdę dobrą potrawą okazała się fińska pizza. W Helsinkach, gdzie Tsukuru wybrał się na spotkanie dawnej przyjaciółki, nie mógł trafić na lokalne przysmaki z ryb (zapach makreli ulotnił się zbyt szybko by za nim podążyć), ale pizza okazała się zaskakująco smaczna. Zakończę może ten wpis jej opisem, który powinien zachęcić niektórych do lektury: ,,Pizza była jednak dużo smaczniejsza, niż się spodziewał. Upieczona chyba w prawdziwym piecu opalanym węglem drzewnym, ciasto cieniutkie i kruche, z lekka przypalone pięknie pachniało.” I jak? Czujecie się zachęceni?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *