42 gramy – nowy niezależny dokument o gotowaniu

Jeśli uwielbiacie oglądać kulinarne zmagania w Chef’s Table, a Jiro śni o sushi jest waszym ulubionym dokumentem ever (moim jest na pewno), to gwarantuję, że pokochacie 42 gramy. Na razie film dostępny jest na amerykańskim Netfliksie, ale trzymamy kciuki za jego pojawienie się też na dostępnej u nas platformie. Dzięki uprzejmości reżysera (kto by się spodziewał, że wystarczy napisać?) mogliśmy obejrzeć ten pasjonujący dokument, z czego bardzo się cieszę jako wielka fanka ekranowych kulinariów. Zauroczył mnie już sam trailer, zapowiadający historię pełnego pasji młodego szefa kuchni, ale przyznam, że aż takich emocji się nie spodziewałam. Momentami aż się gotowałam z nerwów, by zaraz potem rozpływać się w zachwytach niczym prezentowane przez szefa lody bananowe. Jak tylko będziecie mieli okazję, przekonajcie się sami, że 42 gramy nikogo nie pozostawią obojętnym.

Jak popcorn na gorącej patelni

Dokument Jacka C. Newella opowiada o niezwykłej postaci ze świata wyrafinowanej kuchni, niedostępnego dla większości śmiertelników. Jake Bickelhaupt to prawdziwe objawienie, wirtuoz garnka i patelni, a do tego dość oryginalna osobowość. Swego fachu wyuczył się w najlepszych restauracjach Chicago, ale zamiast czekać spokojnie na to, by ktoś go zauważył, postanowił działać i sięgnąć po należną mu pozycję. Po tym jak rzucił stałą pracę, rozpoczął wraz z żoną Alexą projekt, o którym wkrótce zrobiło się bardzo głośno. W 2012 roku małżeństwo otworzyło nielegalną restaurację w zwykłym mieszkaniu, w którym raz w tygodniu przyjmowali małą grupkę obcych osób. Pomysł szefa był prosty: serwować gościom najlepsze dania warte gwiazdek Michelina, ale nie w wykwintnych wnętrzach, a w przytulności, swojskości i komforcie zwykłego domu.

Dodatkowym atutem tej mikrorestauracji, nazwanej Sous Rising, jest to, że szef Jake przyrządza w niej samodzielnie wszystkie potrawy, korzystając z pomocy tylko w najbardziej podstawowych kwestiach. W pogardzie mając kuchennych celebrytów, którzy tylko firmują różne dania swoim nazwiskiem, sam ręcznie dobiera każdy listek zdobiący jego wyrafinowane potrawy, poświęca wiele godzin na kompozycję kolejnych przepisów, a nawet ściera blaty i myje podłogi gdy goście wychodzą. Czuć, że to miejsce jest nim. Dopełnieniem niesamowitego przeżycia, jakim musiało być jedzenie w tym miejscu, jest obecność żony Jake’a, Alexy Walsh, równie ważnej jak mąż w tej historii. Podczas gdy on gotuje, ona wita gości, podaje potrawy i robi wszystko to, co każda dobra gospodyni. Na każdym etapie stanowią zgrany partnerski duet, poświęcający wszystko dla wielkiej wizji.

Po osiemnastu miesiącach działania Sous Rising, nadchodzi czas na skok do sławy. Jake i Alexa przenoszą się do większego lokalu, w którym rozpoczynają działalność pod szyldem 42 gramy (suma ich obu osobowości, coby nie było wątpliwości, że goście codziennie dostają tu całe ich dusze). Punktem kulminacyjnym filmu (przy którym niemal nie zjadłam paznokci i nie powyrywałam sobie wszystkich włosów) jest właśnie inauguracyjny wieczór w 42 gramach, podczas którego okaże się, czy Jake jest rzeczywiście takim geniuszem, jak on i jego żona sądzili. Tego, co się dzieje w otwartej kuchni tej wykwintnej restauracji, nie da się wprost opisać. Gdyby ktoś podpalił tu lont, wszystko by wybuchło, czyli jak mawiamy po polsku, atmosfera gęsta, że siekierę można zwiesić.

Whatever it takes

Uwielbiam takie historie o szalonych geniuszach, gotowych poświęcić absolutnie wszystko dla swej pasji i wizji. W tym dokumencie, w przeciwieństwie do innych produkcji poświęconych gastronomii, mniejszy nacisk kładzie się na piękne zdjęcia, a większy na ludzi stojących za tymi arcydziełami na talerzu. Alexa i Jake mówią szczerze o tym, ile ich kosztowało zrealizowanie marzeń i przyznać trzeba, że niewiele osób zdobyłoby się na aż takie poświęcenie. Trzeba niebywale silnej woli i wiary w siebie, żeby włożyć całą duszę w tak niepewne przedsięwzięcie jak nowa restauracja, a jednak ten szef kuchni był przekonany, że właśnie to musi zrobić i nie ważne, że przez wiele miesięcy każdą minutę spędzał w tym jednym miejscu, że oboje z żoną borykali się z problemami rodzinnymi i praktycznie zawiesili swój związek do czasu, aż 42 gramy odniosły sukces. Jake Bickelhaupt to taki człowiek, który jak raz coś postanowi, to nie ma zmiłuj. Uważam, że to szalenie inspirująca postać, choć pewno bałabym się pracować z nim w kuchni. Na szczęście nawet w skrajnym stresie i na krawędzi alkoholizmu, szef ogranicza przemoc tylko do słów, o czym zapewnia widzów wyrozumiała żona.

Myślicie, że wiecie czym jest ciężka praca, poświecenie, pasja czy choćby dobre jedzenie? Zapewniam, że po obejrzeniu 42 gramów zmienicie zdanie. Szczerze radzę potraktować ten dokument nie tylko jako ciekawą rzecz dla smakoszy i łasuchów, ale i jako potężną motywację do działania. Może po obejrzeniu dokument też zapragniecie ruszyć tyłek z kanapy i wreszcie zrealizować jakiś długo odkładany życiowy projekt.

Więcej o filmie można znaleźć na stronie www.42gramsfilm.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *