Pomiń zawartość →

Wypisz, wymaluj… miłość (Words and Pictures)

Na wstępie zapewniam wszystkich, że po obejrzeniu tego filmu już do końca życia będzie wam niedobrze za każdym razem gdy usłyszycie, że ,,obraz wart jest tysiąca słów”. Ta fraza przewija się w absolutnie każdej scenie tej komedii romantycznej o absurdalnie przetłumaczonym na polski tytule, co mnie osobiście doprowadziło na próg odporności na żenadę (a wiecie już, że jest on znacznie dalej niż u normalnych, mniej cierpliwych widzów). Po raz kolejny utknęłam na bardzo słabym seansie i po raz kolejny przed wyjściem powstrzymała mnie tylko suma zostawiona w kasie za bilet.

Jak przystało na komedię romantyczną trzymającą się uparcie stereotypów, mamy tu dwoje bardzo atrakcyjnych i kompletnie różnych bohaterów. On jest styranym przez życie i nałóg alkoholowy anglistą w prowincjonalnym liceum, a ona rozpoczyna właśnie pracę w tymże liceum jako nauczyciel sztuk plastycznych. Oboje mają za sobą także artystyczną przeszłość i godne szacunku dokonania. Jack Marcus (Clive Owen) nim się rozpił, był cenionym i publikowanym poetą i prozaikiem, a Dina Delsanto (biedna Juliette Binoche, co ona tu robi?!) była uznaną malarką zanim choroba kości nie uniemożliwiła jej pracy i normalnego funkcjonowania. Oczywiście oboje są inteligentni i elokwentni, zadziorni i charyzmatyczni, zatem starcie jest nieuniknione. Ich zaloty przyjmują formę ogólnoszkolnego sporu o to, co jest ważniejsze i prawdziwsze – słowo czy obraz. Pod wpływem specyficznej energii nauczycieli, ich uczniowie zaczynają wymyślać nowe słowa i rozsmakowywać się w angielszczyźnie, a także malują, rysują, szkicują i spierają się na temat technik plastycznych. Prawdziwy cud miłości udzielający się całej społeczności.

Na początku wszystko się zgadza. Mamy może nieco zbyt szablonowe, ale porządnie zrobione wprowadzenie do fabuły, ale od pewnego momentu urok znika, magia zamienia się w jakiś koszmarek, a każde słowo padające z ust bohaterów budzi w widzu zażenowanie.

Nie ma wątpliwości, że Clive Owen jest dobrym aktorem, a Juliette Binoche to już aktorska ekstraklasa, jednak wolałabym już nigdy więcej nie oglądać ich razem na ekranie. Nie ma między ich postaciami żadnej chemii. Każdy ich gest jest sztuczny, taki jakby skrępowany, a już scena pierwszego pocałunku jest chyba najgorszą jaką widziałam na ekranie (a obejrzałam cały Zmierzch).

Nie przemawia do mnie zwłaszcza wizerunek nieszczęsnego anglisty i te jego ciągłe nawiązania do Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Już bardziej typowy chyba być nie mógł! Dlaczego ludziom się wydaje, że jak ktoś uczy literatury to koniecznie musi być zarośniętym okularnikiem w znoszonych butach i sztruksowej marynarce. Zwłaszcza ta marynarka to jakiś absurd kompletny, a jednocześnie stereotyp potwierdzający regułę (poważnie, mój polonista miał taką samą). Do tego facet cytuje słownikowe etymologie wyrazów i męczy kolegów z pracy grami słownymi. Mogli wymyślić coś bardziej oryginalnego.

Plastyczna Delsanto nie jest wcale lepsza. Ma egzotyczne nazwisko więc i południowy temperament, który przejawia się głównie w wulgarnych gestach, zupełnie nie pasujących do Juliette Binoche. Oczywiście dziwna fryzura i barwne dodatki muszą podkreślać jej artystyczną naturę i zamiłowanie do intensywnych kolorów.

Najgorsza jednak jest akademia szkolna, której nie będę już opisywać. To trzeba samemu zobaczyć.

Dodam tylko, że podobnie jak w przypadku nauczycieli, możecie pomyśleć o czymś najbardziej typowym (akademia w polskiej szkole), a na pewno zobaczycie to na ekranie.

Gdyby scenariusz był lepiej napisany, a aktorzy inaczej dobrani, mogłoby wyjść z tego coś naprawdę dobrego. Zresztą, odrobina pierwotnego zamysłu prześwieca tu i ówdzie, ale nie dość wyraźnie. Szkoda, bo chętnie zobaczyłabym dobrze nakręconą romantyczną opowieść w lekkim tonie o miłości dojrzałych artystów, połączoną z przekazem dla młodszych widzów, iż to piękno, czyli malarstwo, literatura, muzyka, nadają smak naszemu życiu. A tak to tylko Wypisz, wymaluj nie oglądaj…

Opublikowano w Filmy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.