Pomiń zawartość →

Cosmpolis

CosmopolisSzczerze odradzam. Szczerze zniechęcam. Szkoda kasy na bilet do kina na coś takiego. Szkoda czasu w domu nawet żeby to obejrzeć. To metaforyczno-enigmatyczne dzieło zniecierpliwi nawet najbardziej cierpliwych i odpornych na dziwactwa, złą grę i głupotę scenariusza. Fabułę ma to mniej więcej taką, że sławny, superbogaty i bardzo utalentowany młody finansista, Eric Parker, jedzie limuzyną do fryzjera (no naprawdę!) a w drodze spotyka różne osobliwe postaci np. doradców, inne ,,złote dziecko” giełdy, kochankę, narzeczoną i inne osobliwe persony. Jak donoszą liczne media, postać parkera ma być alegorią całego świata finansów, o którym jakoś więcej ostatnio myślimy na okoliczność kryzysu, o którym może niektórzy już słyszeli. Nic z zamierzonej ważkości tematu, powagi i patosu nie wyszło. Jest po prostu śmiesznie.

Robert Pattinson w roli Parkera jest beznadziejny. To naprawdę niesamowite jak z każdym następnym filmem on staje się coraz gorszym aktorem (Widział ktoś Bel Ami). W Cosmopolis, chyba nawet specjalnie dla podkreślenia dystansu między osobą a tym co symbolizuje, by podkreślić niedosłowność, postaci wypowiadają swoje kwestie tak, jakby same się dziwiły słowom wychodzącym z ich ust. To bardzo irytujące w wykonaniu wszystkich aktorów grających w tej produkcji, ale Pattinson osiąga prawdziwe mistrzostwo w doprowadzaniu widza do białej gorączki. Wypowiadając absolutnie każdą kwestię, nigdy nie patrzy na rozmówcę, ma bardzo dziwną intonację i ton głosu, a robi przy tym minę jakby mu było naprawdę niedobrze. Jego twarz nie symbolizuje, moim zdaniem, w tym filmie świata wielkich światowych finansów, ale problemy z chorobą lokomocyjną (może to przez tą limuzynę, z którą jakoś nie może się rozstać;klaustrofobię ma chłopak i tyle). Ta mdła twarz nie powinna już zagrać w żadnym filmie, chyba że będzie to reklama awiomarinu. Odkąd zobaczyłam pierwsze sceny pierwszego Zmierzchu wiedziałam, że trzeba być ślepym i głuchym, żeby nie widzieć jak zły to aktor. Jest zachodnim odpowiednikiem naszych Mroczków. Może gdyby nie jego rola, dałoby się jakoś to nieszczęsne Cosmopolis uratować. A tak wyszedł film, który (podobnie jak wszystko w czym Pattinson zagrał do tej pory) jest parodią siebie samego.

 

Opublikowano w Filmy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.