Wszyscy ludzie przez cały czas Marty Guzowskiej (audiobook czytany przez Rocha Siemianowskiego)

Co robią wszyscy ludzie przez cały czas? Oczywiście kłamią, ale kto, kogo i jak bardzo okłamał w tym bardzo soczystym kryminale, przekonacie się sami dosłuchując w napięciu do ekscytującego finału. Tym razem spoilerów nie będzie, bo cała zabawa polega na zgadywaniu kto jest mordercą (czyli na tym, co czytelnicy kryminałów kochają najbardziej i to już od wieków). Co prawda nie czytałam poprzednich dwóch części cyklu, którego bohaterem jest Mario Ibl, ale po zapoznaniu się z trzecią częścią, chętnie do nich siądę, bo to lektura i rozrywkowa, i pouczająca wielce. Sam główny bohater do nudnych czy przeciętnych raczej nie należy, a gdy już się przywyknie do jego cynicznych uwag i suchego dowcipu, zaczyna się doceniać wiedzę, jaką niemal mimowolnie przekazuje.

Dzięki audiobookowi Wszyscy ludzie przez cały czas, znacznie wzbogaciłam swoje wyobrażenia o Krecie, gdyż właśnie na tej greckiej wyspie rozgrywa się akcja. Już nie muszę się opierać tylko na akademickiej wiedzy o świecie starożytnym zdobytej na studiach, czy na bardzo wiarygodnym i przebogatym źródle jakim jest Instgram Ewy Chodakowskiej. Naprawdę myślałam, że to niemożliwe, ale powieść Marty Guzowskiej zupełnie zniechęciła mnie do podróżowania choćby w okolice Grecji, co do niedawna było jednym z moich największym marzeń. Zapewniam was, że Grecy, będący bohaterami tego kryminału, to nie są w żadnym razie pocieszni wieśniacy zagryzający litry wina sałatką z fetą i opalający się w promiennym słońcu na podwórkach swych malowniczych domostw. Po wysłuchaniu audiobooka do końca nabrałam przeświadczenia, że Kreteńczycy mogliby spokojnie zawstydzić nawet włoską mafię, którą w wielu stereotypowych aspektach bardzo przypominają.

A wszystko zaczyna się od tego, że słynny antropolog Mario Ibl (sam siebie uważający za najwybitniejszego antropologa na świecie) zostaje ściągnięty na Kretę przez swojego przyjaciela archeologa, który potrzebuje jego pomocy w identyfikacji tajemniczych starożytnych szkieletów. Nie jest to jeszcze sezon turystyczny, choć wkraczamy w niezwykły czas Wielkiego Tygodnia. Wraz z profesorem Iblem przekonujemy się na każdym kroku, że to miejsce nie jest turystycznym rajem, a nawet, że czasami bliżej mu do prawdziwego piekła. Aura (mroźna i wietrzna) i krajobraz (szare pustkowie i góry) nie nastrajają optymistycznie, a i mieszkańców nie można często nazwać inaczej niż złowrogimi furiatami. W dodatku większość z nich nosi przy sobie norze i wierzy w stare prawo vendetty. Gdyby Mario Ibl był rozsądniejszy, przestraszyłby się od razu nie na żarty. A tak potrzeba było jeszcze dwóch dziwnych zabójstw oraz odkrycia, że w nieodległej świątyni składano onegdaj ofiary z ludzi, by zaczął się obawiać o swoje bezpieczeństwo. A to dopiero początek tej mrocznej opowieści. Czujecie się już zachęceni? Mnie wystarczyło kilka minut słuchania jak Roch Siemianowski z przekąsem i ironią oddaje myśli Ibla, by od razu dać się porwać opowieści.

Najbardziej podoba mi się w niej chyba symboliczne nawiązanie do Wielkiego Tygodnia. Oprócz zwykłego czasu, mamy także cały czas mitologiczny, związany z wielkimi namiętnościami, powstawaniem z martwych, składaniem ofiar z ludzi i gniewnymi bóstwami. W ogóle tematyka śmierci, przez to, że bohaterowie powieści zajmują się wykopaliskami, jest tu ukazana w nietypowy, szalenie oryginalny sposób. Choć zakończyłam słuchanie kilka tygodni temu nadal myślę o tym, co powiedział Mario Ibl o wiecznym odpoczynku zmarłych. Okazuje się, że w grobie zmarli wcale nie odpoczywają, a wręcz, na skutek działania robaków, ciągów wodnych, temperatur czy mikrotąpnięć ziemi, prowadzą dość intensywne życie po życiu. Czegoś takiego nie mówią nam w szkole!

Jestem też pewna, że wielu osobom przypadnie do gustu sam główny bohater, który, zależnie od nastroju i okoliczności, jest albo genialnym naukowcem, albo rozwydrzonym i bardzo (naprawdę bardzo!) irytującym dużym dzieckiem. Zapewne, gdybym sama to czytała, jego zachowanie nie drażniłoby mnie aż tak, ale gdy za newralgiczne momenty zabrał się Roch Siemianowski, możliwe stało się niemal fizyczne odczucie frustracji, wkurzenia i irytacji, jakiej użycza nam Ibl w dość hojnych dawkach.

No i oczywiście jest jeszcze niema główna bohaterka tej opowieści, czyli Grecja, od której zaczęliśmy. Kolebka zachodniej cywilizacji jest tu wrogą, tajemniczą, surową krainą, zamieszkałą przez ludzi charakternych i specyficznych, a często też szalonych. Mnie najbardziej urzekła wizyta w domostwie pana Kałasznikowa. Słuchając bredzenia nerwowego wieśniaka niemal popłakałam się ze śmiechu. Cóż, z wielu względów na Kretę w najbliższym czasie raczej nie pojadę, ale dzięki kryminałowi Marty Guzowskiej czuję się tak, jakbym właśnie tam była. Biorąc pod uwagę jednak rzeczy jakie wydarzyły się w pewnej kreteńskiej wsi, nie jestem całkiem pewna, czy to dobrze czy źle.

Audiobooka przesłuchałam dzięki uprzejmości Biblioteki Akustycznej.

Jedna myśl na temat “Wszyscy ludzie przez cały czas Marty Guzowskiej (audiobook czytany przez Rocha Siemianowskiego)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *