Idiota za granicą (An Idiot Abroad)

Już z pierwszym odcinkiem paradokumentalnego serialu Idiota za granicą poczułam, że wreszcie znalazłam idealne show podróżnicze. Jakoś nie przemawiają do mnie tradycyjne formaty, w których opalony bosy pan w średnim wieku lub opalona blondynka w bojówkach, jeżdżą po świecie zachwycając się absolutnie każdym przejawem innej niż zachodnioeuropejska kultury. Dodać należy, że najczęściej pokazywane atrakcje, choć znajdują się na końcu świta, są nam dobrze znane i należą do nich największe budowlane cudaki turystyczne oraz specjały lokalnej kuchni (też ciągle te same). W Idiocie za granicą dla odmiany niewiele nas może zachwycić, ale za to odrzucić czy obrzydzić już bardziej i takie zwiedzanie świata mocno do mnie przemawia.

Idiota za granicą to pomysł grupy znanych brytyjskich komików pod wodzą Rickiego Gervaisa, który wraz z kolegą Stephenem Merchantem postanawia wysłać niejakiego Karla Pilkingtona w niezwykłą podróż i nakręcić jego reakcje. Karl, podobno typowy Anglik, który nie lubi ruszać się ze swojej strefy komfortu i ma bardzo ograniczone horyzonty, ma zwiedzić kilka bardzo egzotycznych państw i odwiedzić najbardziej rozsławione na świecie miejsca. Nie zobaczymy tu jednak jego zachwytów nad Wielkim Murem czy indyjskimi świątyniami, ponieważ najzwyczajniej w świecie one go nie zachwycają. Karl (tak, też podejrzewam, że tylko gra takiego nierozgarniętego) jest szczery i prostoduszny, nie waha się zatem przed wyrażaniem bardzo dziwnych dla co niektórych opinii. Zazwyczaj podróż nie jest dla niego wzbogacającym życiowym doświadczeniem, ale dopustem bożym i wręcz niewyobrażalną męką. Przeszkadza mu upał, przeszkadza mu mróz i oczywiście przeszkadzają mu ludzie, których spotyka w podróży. Najbardziej ujmujące są jego komentarze na temat sławnych budowli, w tym również znanych Cudów Świta, które najczęściej uważa za dziwne, niepraktyczne, nudne, nieforemne stosy kamieni, nie warte męki jaką musiał przeżyć by się do nich dostać. Za każdym razem gdy to oglądam, cwaniak i mądrala we mnie każe mi śmiać się z poczciwego Karla, który nie odebrał stosownej edukacji, pozwalającej mu na dostrzeżenie prawdziwego piękna i wartości historycznych tych obiektów. Zaraz jednak odzywa się we nie moja prawdziwa natura, która w stu procentach się z nim zgadza. Jestem przekonana, że w większości krajów czułabym się równie źle jak Karl i jestem mu wdzięczna za to, że potwierdził moje obawy, zwłaszcza co do krajów, w których panują wyższe temperatury niż w Polsce (jako ryży bladzioch pewno bym padła po spieczeniu się na słońcu jak skwarek). Naprawdę nie dziwię się, że komuś nie podoba się wielogodzinna jazda na wielbłądzie, spanie z robactwem czy też załatwianie potrzeb fizjologicznych do śmierdzącej dziury w ziemi. Uważam, że ten serial wcale nie jest taki durny jak się niektórym wydaje. Idiota za granicą to nie nagana ignorancji czy zaściankowości, ale hipokryzji, każącej nam zachwycać się wszystkim co obce, egzotyczne, zagraniczne. Karla nie zachwyca, mnie nie zachwyca i dziwię się naprawdę, że tak wielu ludzi jednak zachwyca podróżowanie do odległych krain.

Jak dla mnie Karl nie jest idiotą tylko myślicielem, nie wahającym się zadawać niewygodnych pytań. Nie widzę niczego złego ani śmiesznego w tym, że ktoś nie chce zjeść potrawy z niedogotowanych podrobów czy koźlich łbów, nie życzy sobie udziału w lokalnych obrzędach lub też prosi o wyjaśnienie nietypowych dla niego zwyczajów higienicznych.

Jedyną rzeczą, która mnie tu śmieszy, a jednocześnie irytuje i frustruje, jest sadystyczna uciecha kolegów Karla, którzy siedzą sobie w Wielkiej Brytanii i z klimatyzowanego pomieszczenia kontrolują rozkłady kolejnych wypraw gotującego się we własnym sosie Karla.

Dodam może jeszcze, że oprócz bardzo cennych antropologicznych obserwacji, główny bohater widowiska dzieli się z widzami także swoimi cennymi spostrzeżeniami na temat na przykład związków damsko-męskich czy też ogólnie życia. To co mówi wyróżnia się szczególną, ale jednak logiką i głębokim sensem, choć pewnie zwolennicy wakacyjnych wyjazdów do Chin, Indii czy Egiptu się ze mną nie zgodzą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *