Wałęsa. Człowiek z nadziei

Każdy powinien zobaczyć ten film, zwłaszcza jeżeli jest Polakiem i ma mniej niż 25 lat. Jest to co prawda uproszczony, schematyczny, ale jednak kawałek polskiej historii, której już coraz mniej w szkołach więc trzeba się jej uczyć z innych źródeł. Nie chodzi mi zresztą o tę wielka Historię, wpływającą na dzieje całego kraju, Europy i świata. Walka z komunizmem jest dla mnie tu drugoplanowym bohaterem, przysłoniętym przez wielkie osobowości Lecha i Danuśki. Zachęcam do patrzenia na Człowieka z nadziei nie tylko jak na hołd oddany postaci historycznej, ale także jak na opowieść o trochę nierealnych, filmowych postaciach, będących personifikacją losów pokolenia naszych rodziców.

Na najwyższe pochwały w Wałęsie zasługuje skrupulatne odzwierciedlenie realiów życia w Polsce lat 70-tych i 80-tych. To niby taki banał, ale wielu młodym ludziom trudno jest sobie wyobrazić jak szara, surowa i okrutna, a jednocześnie w jakiś sposób swojska atmosfera panowała w ostatnich dekadach komunizmu. Szare bloki, smutne swetry, zwykły chleb czy meble kuchenne – bez tego Człowiek z nadziei nie robiłby takiego wrażenia. Starsi widzowie, oglądając te sceny, czują zapewne ambiwalentną mieszankę nostalgii za dawnymi czasami z ogromną wdzięcznością, że te czasy już się skończyły.

Wałęsa będzie od teraz należał do moich ulubionych filmów także ze względu na umiejętnie budowany patos, który osobiście wprost uwielbiam w kinie. To pomieszanie wzniosłości dziejowej ze zwykłą szara rzeczywistością sprawiło, że całe kino aż wzdychało ze wzruszenia tam gdzie to było wprost nie do uniknięcia, a następnie rozładowywało te ogromne emocje poprzez śmiech na niemal komediowych scenach, których (o dziwo) w tym filmie także nie brakuje. Obserwując zmagania ekranowych bohaterów wciąż miałam poczucie, że patrzę na ludzi, którzy żyją naprawdę, to znaczy żyją pełną piersią i wyciskają z tych doli i niedoli przygnębiających okoliczności tyle ile tylko mogą. Danuśka i Lechu to ekstremalne osobowości, ale tak samo jak całe ich pokolenie, nie bojące się życia i podejmowania ryzyka związanego po prostu z byciem prawdziwym człowiekiem. Niby patrzymy na straszne czasy, a jednocześnie, w porównaniu z teraźniejszością, wydają się okrutnie piękne. Ludzie, którym chce się walczyć, trzymać razem, brać odpowiedzialność za własne decyzje. Ludzie posiadający dzieci i kochający się na przekór niepewnej przyszłości i problemom mieszkaniowym. Normalnie ludzie z nadziei. My z naszym współczesnym, konsumpcyjnym podejściem, niżem demograficznym, izolacją od społeczeństwa, strachem o stałe posady i kredytami hipotecznymi, jesteśmy przy nich jakimiś nędznymi kreaturami (a przynajmniej taka mnie naszła myśl w trakcie seansu). Lechu i Danuśka nie zadawaliby sobie durnego pytania, czy stać ich na kolejne dziecko. Ich codzienny heroizm, to surowe, prawdziwe życie bardzo przypomina mi mój ukochany serial Daleko od szosy i od teraz będę sobie te produkcje oglądać w pakiecie jak mnie najdzie na narzekanie.

Wiele już powiedziano i jeszcze się powie o wybitnej kreacji Roberta Więckiewicza, a szczególnie o tym, że jest bardziej Wałęsą niż sam Wałęsa i że udało mu się pokazać postać wyrazistą i momentami komiczną, ale bez przekroczenia granicy śmieszności czy parodii. Ja bym się jednak wolała skupić na grającej Danutę Wałęsową Agnieszce Grochowskiej. Toż to mistrzostwo świata! Oto widzimy na ekranie prawdziwą, pełnokrwistą polską kobietę, aż chciałoby się powiedzieć babę, która siłą charakteru w pełni dorównuje swojemu charyzmatycznemu małżonkowi. Grochowska jest tu wielka! Znalazła własny sposób na uchwycenie najmniejszych niuansów postaci Danuty Wałęsowej. To zupełnie inny rodzaj aktorstwa, w porównaniu do tzw. aktorskich celebrytek. Swoimi umiejętnościami i magnetyzującą kobiecą energia bardzo przypomina Danutę Stenkę i Krystynę Jandę. Z tymi dwoma uznanymi polskimi aktorkami identyfikują się tysiące dojrzałych Polek. Dzięki Grochowskiej teraz także młodsze pokolenie ma swoją aktorska ikonę kobiecości.

Idźcie na Wałęsę nawet nie dla samego Wałęsy, ale dla lepszego zrozumienia bohaterstwa zwykłych ludzi żyjących w komunizmie. Pooglądajcie i docencie ich wysiłek bez jakiego nie dało się wtedy ani wychować dzieci, ani utrzymać pracy, ani nawet zdobyć pożywienia. Idźcie do kina się powzruszać (pajdami chleba, spracowaną Danuśka lub domem biednego stoczniowca) albo nawet pośmiać (szczególnie urocze jest robienie brwi ,,na zdziwioną” lub ,,na kijankę”). Jedno jest pewne, wobec Człowieka z nadziei raczej żaden widz nie pozostanie obojętny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *