40 lat minęło

40 lat minęłoPamiętacie Wpadkę z Katherine Heigel, czyli niby zabawną produkcje o ciąży, której królowa komedii romantycznych będzie się wstydzić aż do śmierci? Ostatnio w ramach nadrabiania filmowych zaległości i z sympatii do Melissy McCarthy, postanowiłam sięgnąć po kontynuację tego wybitnego dzieła amerykańskiej kinematografii. Film był beznadziejny, ale tak naprawdę bardzo bardzo zły. Wszystko tu jest koszmarne (zwłaszcza dialogi i gra aktorska nieszczęsnego Paula Rudda i Leslie Mann), ale jest jedna kategoria, w której This is Forty wygrywa. Ten film powinien zostać okrzyknięty najbardziej irytującym obrazem dekady. To naprawdę duża rzecz, tak kogoś wkurzyć jak ten film mnie, a dodam jeszcze, że nawet realistyczne i pogłębione psychologicznie postaci z Mody na sukces czy Klanu nie wywołują u mnie aż takich reakcji jak ta jedna niby komedia.

This is Forty opowiada historię dwojga ludzi w słusznym wieku, kiedy to kobiety zaczynają myśleć o pierwszym liftingu twarzy, a mężczyźni o rozwodzie i zakupie sportowego wozu. Pete i Debbie są małżeństwem od wielu lat i mają dwie dorastające córki. On jest właścicielem małej wytwórni muzycznej, a ona gospodynią domową. To oczywiście nie wszystko (no i już mi ciśnienie rośnie) ponieważ, nie dość, że musimy patrzeć na ich domowe nicie robienie oraz zajmowanie się swoimi pasjami (on rower i muzyka, ona fitness), to jeszcze jakoś musimy znieść to, że są właścicielami sklepu z odzieżą, który tylko sobie doglądają od czasu do czasu. Najstraszniejsze jest jednak to, że musimy uwierzyć w ich problemy finansowe pomimo faktu, że mieszkają w wielkiej rezydencji i urządzają przyjęcia nad ogromniastym basenem. Zgroza!

Film miał prawdopodobnie pokazywać w zabawny sposób zalety i wady długich związków, ale wyszedł potworek, który w krzywym zwierciadle zniekształca miłość, intymność i zażyłość. Po tych wszystkich latach małżeństwo Pete’a i Debbie sprowadza się jedynie do rozmów na temat dzieci, wytykania sobie wad, ciągłych kłótni i wyświadczania sobie masakrycznych zdrowotnych przysług (rozumiem, że są na świecie ludzie, którzy każą partnerom oglądać swoje hemoroidy, ale po co od razu pokazywać to na ekranie). Oczywiście oboje są strasznie wkurzający, tyle że on znacznie bardziej niż ona. Kochający małżonek nie robi w domu praktycznie nic, wyjada babeczki ze śmietnika, wymyka się na tajne spotkania z kumplami kiedy tylko może, a podczas każdej kłótni mówi same niewłaściwe rzeczy pogarszające tylko jego sytuację. Do tej pory durna twarz Paula Rudda mi jakoś nie przeszkadzała, ale odkąd zagrał faceta, który zamiast przeznaczyć pieniądze dla rodziny, oddaje je potajemnie ojcu-leniowi i wypina pośladki przed żoną, nie lubię go prawie tak bardzo jak Bradleya Coopera i nigdy już nie obejrzę filmu z jego udziałem (z pewnością będzie mu przykro gdy się o tym dowie).

A co z występem Melissy McCarthy, który na początku zwrócił moją uwagę? Cóż, był tak krótki, że uznałam iż nie warto się było dla niego męczyć na czymś takim ponad dwie godziny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *