To już półtora miesiąca na wsi w górach

Bardzo ciepło przyjęliście wiadomość o mojej przeprowadzce, więc pomyślałam, że może Was zaciekawić jak sobie dalej radzimy na tym „bezludziu” jak nazywa to miejsce pani sołtysowa :) Nie będę kłamać, jest ekstremalnie, szczególnie, że ani ja, ani mój mąż, nie mamy żadnego doświadczenia w mieszkaniu w czymś innym niż blok, czy kamienica w centrum miasta. Jeszcze dwa miesiące temu to był środek Szczecina, gdzie w każdej chwili mogłam sobie pójść do sklepu po cokolwiek chciałam, wyjść do kina o każdej porze, czy spotkać się z kimś spontanicznie w kawiarni. Te czasy mamy już za sobą. Są tego plusy i minusy, i przyznam, że są dni, gdy minusy przeważają, na szczęście nie jest tych dni dużo jak do tej pory. Oto z czym się zmagamy.

Woda i ogrzewanie

Normalnie szok! Sami musimy zatroszczyć się o to, żeby z prysznica poleciała ciepła i czysta woda, no i o to, by w chałupie nie zamarznąć, gdy temperatura spada (jakoś w górach bardziej rześko niż na nizinach :). Oznacza to mnóstwo drobnego krzątactwa typu wymiana filtrów wody, zakup potrzebnych do tego sprzętów, zatroszczenie się o opał na zimę i obejrzenie mnóstwo tutoriali na YT na temat palenia w kominku. Jakoś wizja posiadania własnego źródełka wody, czy skrzących płomieni w kominku blednie podczas kolejnych wycieczek do marketu budowlanego. No, ale wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, a poprzedni właściciele na pewno nie ułatwili nam sprawy nadmiarem konserwacji sprzętów, czy choćby informacji.

Dobrą stroną tej sytuacji jest to, że na każdym kroku spotykamy się z uprzejmością sąsiadów, którzy chętnie mówią co i jak, a nawet oferują pomoc. To miła odmiana po tym, czego doświadczaliśmy czasem po sąsiedzku w mieście.

Szok kulturowy

Mój największy szok dotyczy urzędów, sądów i służby zdrowia, a raczej ludzi, których spotykamy tu we wszelkiej maści budynkach użyteczności publicznej. Brak kolejek i miłe panie w okienku na poczcie w Bystrzycy Kłodzkiej. Autentyczna chęć pomocy ze strony urzędników w sądzie, czy urzędzie miasta i gminy. Zero czekania do gabinet lekarskiego! Przy takich okazjach aż chce mi się płakać ze wzruszenia. Możecie myśleć, że przesadzam, ale wiele razy zdarzyło mi się w szczecińskiej poczcie spędzić w kolejce dwie godziny i dłużej (starsi ludzie zasypiali tam autentycznie z nudów, a czasem były awantury ze zniecierpliwienia). Do lekarza specjalisty, nawet prywatnie, nigdy, ale to nigdy nie udało mi się wejść na czas, że nie wspomnę o kwestiach urzędowych, które Darek bierze na siebie, ale nie ma z tym łatwo. W najbliższych nam Dusznikach czy Bystrzycy te kwestie mają się pod względem czasowym wręcz luksusowo i bardzo to doceniam.

Panowie kurierzy

Widziałam, że z wieloma rzeczami po przeprowadzce na wieś na końcu świata będę musiała się pożegnać, ale nie sądziłam, że zakupy przez Internet będą jedną z nich. Okazuje się jednak, że dla panów kurierów pokonanie dwudziestominutowej trasy z Bystrzycy do Mostowic graniczy z cudem. Liczba wymówek z jakimi do nas dzwonią jest niezliczona. A to, że droga zamknięta, a to, że nie mają czasu, a to, że to nie ich rewir (?). Czasem zupełnie bez uprzedzenia, piszą, że trzy razy nie przyjęliśmy przesyłki i odsyłają zamówiony produkt. I co im zrobisz? Zostaje nam składanie reklamacji, odbiór czego się da w paczkomacie i pomoc pana listonosza, który jako jedyny nie ma problemu, żeby wdrapać się do nas na górę.

Zapasy spożywcze

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem bardzo oszczędna, dlatego nie pozwalam sobie na marnowanie czasu i benzyny na ciągłe wycieczki do miasta po zakupy. Teraz nadszedł czas ekstremalnego planowania, robienia zapasów żywieniowych na dwa tygodnie, błądząc po sklepach z listą w ręku. Jeszcze się przyzwyczajamy, nie jest idealnie, ale za to ciekawie. Gdy kupimy czegoś za mało i w środku tygodnia zabraknie konkretnego produktu, ćwiczymy wyobraźnię. W praktyce to oznacza, że bardzo często jemy ziemniaki i sos pomidorowy :) Prawdziwym wyzwaniem z tego powodu był dla nas przyjazd moich rodziców i brata, dla których trzeba było zaplanować osobne posiłki, gdyż są mięsożercami. Jakoś daliśmy, my i oni, radę i chyba nawet im się podobało. Brat nawet został na całe wakacje i na wikt jeszcze się nie skarży. W razie potrzeby zawsze można skoczyć do lasu na jagody lub grzyby.

Zwierzyna

To jak wiele jest tu dzikiego życia, nie przestaje mnie zadziwiać. Największym zdumieniem napawają mnie sarny i jelenie, wyglądające zza każdego krzaka czy drzewa. Nie są za bardzo strachliwe, ale i nie nazbyt ufne, ale nie ma spaceru, żebyśmy nie zobaczyli jakiejś sceny z ich udziałem. A to maluch Bambi bryka dookoła mamy, to znów młody jelonek wybiega tuż przed nosem Krakersa i zmyka w krzaczory, pozostawiając psa w głębokim szoku (on chyba nadal myśli, że to duże psy).

Dziwią też mniejsze stworzenia, takie jak żurawie, kołujące nad łąką i wydające najbardziej niesamowite dźwięki. Albo ślimaki winniczki, które Darek dla ich bezpieczeństwa zabiera z jezdni i przynosi pod dom, mówiąc, że buduje swój park maszyn. O rybach i owadach nie będę nawet zaczynać, bo nigdy bym nie skończyła tego wpisu. Pozytyw jest jednak taki, że wbrew temu, czego się spodziewaliśmy, nie ma za dużo much i komarów (nic mnie jeszcze nie ugryzło od przyjazdu). Są niestety kleszcze, ale to już chyba norma w całej Polsce. W Szczecinie też z nimi walczyliśmy.

No i to tyle na dziś. Liczę na waszą cierpliwość i wiarę w to, że w końcu się tu jakoś ogarnę i znów będę mogła pisać z należną częstotliwością pięciu wpisów filmowo-serialowyo-książkowych w tygodniu.

4 thoughts on “To już półtora miesiąca na wsi w górach

  • Lipiec 11, 2018 at 8:20 am
    Permalink

    Ależ pięknie. Wprawdzie jestem typową, miastową dziewczyną, ale czasem marzy mi się by walnąć wszystkim i wyjechać gdzieś na koniec świata. Wasz zakątek wydaje się do tego idealny :)

    Reply
    • Lipiec 13, 2018 at 11:10 am
      Permalink

      Dziękuję za miły komentarz :)
      Tak rzeczywiście, jest to koniec świata. Bardziej opustoszałego miejsca chyba tylko w puszczy można szukać. A szczerze to polecam choć raz w życiu włąsnie tak ,,walnąć wszystkim i wyjechać”, nawet jeśli potem będzie się żałować.
      Pozdrawiam :)

      Reply
  • Lipiec 12, 2018 at 11:35 am
    Permalink

    W Szczecinie leje, korki, kolejki do lekarzy tylko dłuższe, a na poczcie (właśnie wróciłem) ponad godzinę…
    Sprawy wody, ogrzewania, logistyki zakupów ogarniecie błyskawicznie – a sarenek, żurawi, pięknych widoków czy życzliwości ludzi – nie da się przeliczyć na nic . Powodzenia!!!

    Reply
    • Lipiec 13, 2018 at 11:13 am
      Permalink

      No aż normalnie zatęskniłam za tym klimatem, a szczególnie za tym, by móc tak zwyczajnie wyjść pieszo z domu w celu pozałatwiania spraw i strawić na to pół dnia w kolejkach :) Ach, cywilizacja!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *