Rojst – wrażenia po finale (spojlery)

Po pierwszym odcinku można było sądzić, że czeka nas prawdziwa rewolucja w produkcji polskich seriali. Aktorstwo najwyższej próby, znakomita muzyka, oryginalny klimat lat osiemdziesiątych i wciągająca intryga kryminalna. Czego tu nie lubić? Niestety, nawet gruba kasa wydana na promocję (w tym na teledysk Brodki) nie pomoże, gdy fabuła zaczyna się rozpadać z odcinka na odcinek. Piątkowy finał był dla mnie bardzo rozczarowujący i przyznam, że raczej nie będę wyglądać z niecierpliwością drugiego sezonu.

Może i nie jestem specjalnie rozgarnięta, ale z przyjęciem tego, co się wydarzyło w ostatnim odcinku mam poważny problem. Od dwóch dni nie mogę zrozumieć, jak coś, co tak dobrze się zapowiadało, mogło aż tak źle się zakończyć. Najbardziej zirytował mnie bałagan i niechlujstwo z jakim potraktowano najważniejsze wątki. W pierwszym epizodzie każdy gest i słowo były przemyślane i dopracowane, a każda postać, włącznie z kulawą córką rzeźnika, miała szansę zaistnieć na ekranie i zacząć coś znaczyć dla widza. Tymczasem finał wygląda tak, jakby nagle komuś zabrakło zarówno kasy, jak i pomysłu, i zapragnął już tylko skończyć serial w jakikolwiek sposób (byle szybciej, byle łatwiej). Zwyczajnie rachu ciachu i po sprawie.

Skrupulatnie ukrywana prawda o poczynaniach Grochowiaka, do której nasi dzielni reporterzy z takim trudem starali się dotrzeć, okazała się powszechnie znana i to jego słabość do nastolatek wpędziła go ostatecznie do grobu. Banalne i dziwne, nie sądzicie. Podobnie rzecz się ma z tajemniczym samobójstwem pary zakochanych nastolatków, przed którymi przecież świetlana przyszłość. W dodatku koleżanki potraktowały Drewniaka gorzej niż Grochowiak, a jej ukochany to już nie mam pojęcia jaki miał motyw żeby skakać na głowę. Tak dla towarzystwa, w geście solidarności, czy o co chodzi? No, a najgorzej moim zdaniem ma się sprawa ze śledztwem dziennikarskim, które jest tak anemiczne, jakby w ogóle nie istniało. Grany przez Seweryna Wanycz więcej czasu spędza z żoną Zarzyckiego niż z nim samym. W dodatku młody ma poważne problemy z wiązaniem faktów, nawet jeśli ktoś, tak jak koroner, podaje mu je na tacy. Niewiele poza buntem i wiecznym wkurzeniem składa się na tę postać, co oglądało się z przykrością i rosnącym z odcinka na odcinek zniechęceniem.

I ten nieszczęsny las, nad którym unoszą się złowieszcze opary. Zupełnie nie rozumiem po kiego czorta Wanycz opowiada historię mordowanych tam Niemców, skoro sprawa w żaden sposób nie łączy się z tym, co odbywa się w serialowej teraźniejszości. Tak tylko rzuca nam się tę historię, żeby klimat był bardziej różnorodny i by wiało grozą? Dziwne to jakieś i tyle. I niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego nie rozwinięto wątku postaci granej przez Frączewskiego. Jak można było nie wykorzystać potencjału takiego aktora?

Żeby nie było, że tylko narzekam, to przyznam, że wiele mi się w Rojście mimo wszystko podobało. Przede wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem kreacji pana Seweryna, który, jak przystało na doświadczonego artystę z ogromnym dorobkiem i co najważniejsze talentem, chwycił swoją postać za gardło i wycisnął z niej co się dało, a nawet więcej. Gdy jego Wanycz pojawia się na ekranie, to widać, że nie szkoda aktorowi czasu ani energii by zbudować prawdziwe emocje, które trafią do widza. Jego przeciwieństwem niestety okazał się Ogrodnik. Młodszy kolega po fachu odgrywa Zarzyckiego cały serial na jednej melodramatycznej, nerwowej nucie, co dla mnie osobiście było bardzo męczące. Nie pomogą okulary ani stylowa kurteczka gdy aktora rola przerasta. Mam nadzieje, że występ w Rojście to jednak tylko jednorazowa wpadka, bo Ogrodnika lubię i bardzo mu od lat kibicuję.

Ten serial to także prawdziwy festiwal czarnych charakterów i wstrząsająco charakterystycznych postaci drugoplanowych. Najbardziej zapadający w pamięć jest zdecydowanie rzeźnik Haśnik grany przez Marka Dyjaka. Nie chcę być złośliwa, wręcz przeciwnie, piszę to z podziwem, a mianowicie, gdybym miała taką twarz jak ten pan, bałabym się sama siebie spoglądającej z lustra. Niby nic, zwykły mężczyzna przy kości w średnim wieku, ale w tych kilku scenach, w których się pojawił, był przerażający. Spokojnie uwierzyłam, że to on zabił, a uwierzyłabym także, gdyby się okazało, że poćwiartował i zjadł swe ofiary. Nie wiem, czy to ta mina gburowatego, typowo polskiego Janusza, ogolona głowa, toporne ruchy czy wreszcie sam wykonywany przez Haśnika zawód (dla mnie rzeźnik jest synonimem szatana), ale w horrorze (na przykład pt. Kaszanka, Salceson czy inna Krajanka) mogłaby ta postać wystąpić i to bez zmiany charakteryzacji. W dodatku czuje się od niej szczerość i prawdę, nie jest to kreacja przesadzona czy groteskowa. Tak jeszcze wciąż wyglądają mieszkańcy polskich prowincji, tak się zachowują i to przeraża najbardziej.

Równie creepy, choć w inny sposób jest milicjant Kulik grany przez Jacka Belera. To jakaś dziwna ludzko-gadzia hybryda, oślizły wąż, co do którego nie ma wątpliwości, że jest jadowity. Każde wypowiedziane przez niego słowo to śmiertelna pułapka i niech nikt nie da się zwieźć tym ślimaczym oczętom, śmiesznemu wąsikowi czy lichej posturze. Bardzo podoba mi się to, że polski przemysł filmowy jest tak bogaty w aktorów charakterystycznych, mogących grać właśnie takich zbirów. Dzięki nim zapomina się dość szybko o koszmarnie nieudanych scenach, takich jak na przykład strzelanina nocną porą, mogącą co najwyżej wywołać uśmiech politowania na twarzach widzów.

Na koniec jeszcze słów kilka o bohaterze grupowym w postaci uczennic liceum. Z bardzo ambiwalentnymi uczuciami, ale przede wszystkim z podziwem, zauważyłam, że w przeciwieństwie do wielu innych polskich seriali, w Rojście dzieci naprawdę wyglądają jak dzieci. Nie są to jakieś poprzebierane, rosłe trzydziestolatki, ale zwykłe blade, nieforemne nastolatki o do bólu przeciętnych, a czasem też wulgarnych twarzach. Przyznam też, że uderzył mnie realizm postaci koleżanek Drewniaka, objawiający się w scenie gwałtu w toalecie. Dziewczyny wzbudzają wstręt i pogardę (i z pewnością takie było zamierzenie), a jednocześnie wierzy się w to, że tak naprawdę zachowują się dzieciaki w polskich szkołach. Zapewniam, że wiele moich byłych uczennic ze szkoły zawodowej znalazłoby tutaj swoje odpowiedniki, a nawet filmiki potwierdzające równie ,,śmiałe” wyczyny.

W takich właśnie postaciach jak te nastolatki, jak milicjant Kulik czy rzeźnik Haśnik, tkwił największy potencjał serialu, zmarnowany z przytupem w finałowym odcinku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *