Pożądanie

W końcu obejrzałam Pożądanie i w sumie żałuję. Mam poczucie straconego czasu i tego, że jak nie wiadomo, czy coś się dzieje czy nie dzieje, to po co w ogóle robić o tym film. Takie być może się ze sobą przespali, a może tylko raz rozmawiali, to bardziej w stylu plotkowych dociekać jakiegoś faktoidu, a nie materiał na filmowy romans. Jak już wiecie, bardzo lubię francuskie kino (zwłaszcza francuskie komedie), ale tym razem zupełnie się rozczarowałam. Nie pomógł nawet cały urok osobisty wspaniałej Sophie Marceau, ani nawet, tak lubiane przeze mnie, migawki z życia codziennego paryskiej klasy średniej.

Miłość dojrzałych ludzi

Elsa (Sophie Marceau) jest znaną powieściopisarką, matką trojga dzieci i świeżo upieczoną rozwódką. Spotkany przez nią na przyjęciu Pierre (Francois Cluzet) to szczęśliwy mąż i ojciec, wykonujący z powodzeniem zawód prawnika. Wpadają sobie w oko od pierwszego wejrzenia, a wszystko co ma miejsce po ich spotkaniu jest ciągłym wahaniem i wątpliwościami. Elsa nie chce złamać swojej jedynej życiowej zasady, zabraniającej jej wiązania się z żonatymi mężczyznami, a Pierre boi się kłamstw, rozbicia rodziny i tego, że to co czuje to tylko zauroczenie faceta w kryzysie wieku średniego. Zakochani spotykają się kilka razy, a każde takie zetknięcie tylko podgrzewa i tak gorącą atmosferę między nimi.

Historia tego romansu jest nam prezentowana w sposób, który ma wiele wspólnego z powieścią napisaną przez Elsę o tytule Kantowa miłość. Pisarka jest trochę takim domorosłym fizykiem kwantowym. Bardzo podoba jej się pomysł na to, że można być w kilku miejscach równocześnie, dokonywać wykluczających się wyborów i wieść równolegle kilka zupełnie różnych żywotów. Teorie kwantowe zdają się być jej odpowiedzią na to jak jednocześnie mieć i nie mieć romansu. Te teorie bardzo podobają się także Pierre’owi, który po prostu ma za dobrze, bo chciałby jednocześnie być wierny ukochanej żonie i uprawiać namiętny seks ze słodką Elsą. Właściwie przez cały film nie wiemy do końca, czy coś się naprawdę zdarzyło, czy to tylko kwantowe pobożne życzenie. Nie wiem jak uważają inni widzowi, ale według mnie to szalenie irytujące. Nie pomaga także to, że wiele scen zostało zmontowanych niczym teledysk muzyczny, co tak średnio współgra z romansem bardzo już dojrzałych ludzi. No i jest jeszcze kwestia wieku, a raczej estetyki…

Pożądanie Sophie Marceau i François Cluzet
François Cluzet i Sophie Marceau

Geriatryczny wstrząs estetyczny

Nie, wcale nie uważam, że tylko młodzi ludzie mają prawo do miłości, ani że starym to się już nic od życia nie należy. Jednak są pewne granice, poza którymi dzieją się rzeczy, od których pękają moje gałki oczne. Nic na to nie poradzę, to odruch fizjologiczny. Jedną z takich rzeczy pokazanych na ekranie jest francuski aktor Cluzet całujący Sophie Marceau. Czy osoba przeprowadzająca casting była ślepa? Czy Cluzet jest aż tak sławny we Francji, że dadzą mu każdą rolę jakiej zażąda? Czy on sam uważa, że ma na tyle seksapilu, by zagrać jeszcze fircyka w zalotach? Koniecznie muszę znaleźć odpowiedź na te pytania (co może być trudne, gdyż francuskim nie władam).

Zacznijmy od tego, że zarówno Elsa, jak i Pierre mają bardzo małe dzieci, co może tłumaczyć tylko fakt, że film jest tak naprawdę kryptoreklamą jakiejś dobrej klinki leczenia niepłodności (lub raczej andropauzy). Zbadałam sprawę i już wiem, że Marceau ma 48 lat co jeszcze pasuje do jej bohaterki, ale Cluzet dobija już sześćdziesiątki (a na ekranie wygląda jak farbowany siedemdziesięciolatek). Nie czepiałabym się zresztą, gdyby aktorzy nie starali nam się wciskać aż tak nieprawdziwego wizerunku. Twarz pani Marceau nosi brzydkie ślady wielu interwencji kosmetycznych i zapewne też chirurgicznych, przez co wyrażane przez nią emocje są nieautentyczne. Osobiście winię zbyt napompowane poliki, przez które niedługo nie będzie widać oczu. Ale to jeszcze nic! Cluzet, grający znanego prawnika, pomyka do roboty na jakimś pociesznym skuterku, w kasku na głowie, a wygląda przy tym jakby ukradł maszynę wnuczkowi i postanowił zaszaleć. Facet jest sztywny, pozbawiony wigoru i polotu, zupełnie niewiarygodny w roli amanta.

François Cluzet
François Cluzet

Przez niefortunny dobór aktorów, główne postacie wydają się nam obce i nieautentyczne. Podobnie jest także z teledyskowym tłem, na które składa się kalejdoskop scen z ich bogatego, wygodnego, mieszczańskiego żywota.

Nie wiem jak wy, ale ja oglądając romans lubię się wzruszyć, czasem może pośmiać i powzdychać. Ostatnią rzeczą jaką chcę zobaczyć na ekranie oglądając kolejny francuski film jest myśl w stylu ,,Ty brzydki, pomarszczony pierniku! Trzymaj swoją sztuczną szczękę z dala od twarzy Sophie Marceau”.

Oczywiście, negatywne reakcje wynikają zapewne wyłącznie z moich uprzedzeń. Podejrzewam, że rodowity Francuz nie miałby się czego czepić. Też chciałabym w sumie mieszkać w kraju, gdzie starsze osoby, cieszące się wypracowaną, wysoką pozycją społeczną i pokaźnymi dochodami, żyją bogatszą wersją życia młodych ludzi, chodzą do nocnych klubów i miewają romanse.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *