Polar

Zachwycił mnie ten film. Nie spodziewałam się za wiele, prawdę mówiąc myślałam, że siadam do oglądania filmu Arctic, którego zapowiedzi wcześniej widziałam (też z Madsem Mikkelsenem :), a tu taka niespodzianka. Prawdę mówiąc, podobało mi się tak, że obejrzałam od razu drugi raz, a to mi się praktycznie nie zdarza. Jak na ekranizację komiksu przystało, jest to film szalony, groteskowy, zrobiony z rozmachem, z dużą dawką czarnego humoru, a do tego dynamiczny i znakomicie obsadzony. No czego chcieć więcej? Jak dla mnie to znakomita rozrywka i choć Polar to bardzo krwawe widowisko, okazało się idealną odtrutką na smutny seans Domu, który zbudował Jack

Między nami zabójcami

Duncan Vizla (Mads Mikkelsen) to spokojny, stateczny, zrównoważony i dość sympatyczny mężczyzna dobiegający pięćdziesiątki, o ile można tak powiedzieć o kimś, kto jest zawodowym zabójcą na zlecenie i to jednym z najlepszych w branży. Vizla pracuje dla korporacji Damocles, świadczącej szeroko pojęte i drogo opłacane usługi eliminacyjne, na czele której stoi śmieszno-straszny pan Blut (Matt Lucas). To właśnie w umyśle tego Gluta narodził się plan oszczędzenia milionów dolarów i dochodowego sprzedania firmy. Akurat wielu agentów przechodzi na emeryturę i wystarczy tylko ich pozabijać przy udziale młodszych kolegów z Damoclesa, by zgarnąć ich wielomilionowe odprawy i składki. Wszystko idzie gładko do czasu aż Glut i jego wesoła gromadka hitmanów nie biorą na celownik właśnie Vizli, zwanego (nie bez powodu) w branży Czarnym Kaiserem. Ten udowadnia, że choć jest już emerytem, to jednak lata doświadczenia są w jego przypadku ogromną przewagą nad młodymi i szalonymi agresorami. 

Do najciekawszych motywów tego filmu należy to, jak Duncan Vizla próbuje sobie ułożyć dalsze życie w stylu przeciętnego faceta. Zamieszkuje w domku nad jeziorem gdzieś w zaśnieżonej Montanie, próbuje nawet przygarnąć psa czy rybki, no i jak prawdziwy słodziak, w tajemnicy rąbie sterty drewna dla sąsiadki, która sobie z tym nie radzi. To właśnie ona, młodziutka, niewinna, przestraszona Camille (Vanessa Hudgens), stanie się jego najlepszym towarzyszem, oczywiście dopóki nie pojawi się nad nim nieuchronny miecz Damoclesa. 

Mads – współczesna ikona męskości

Oglądając film, zwróćcie uwagę na to, jak różnie grają tu aktorzy. Glut, demoniczna femme fatale Vivian (Katheryn Winnick) i cała wesoła gromadka zabójców, to postaci mocno przerysowane, dziwacznie groteskowe, nieco demoniczne. Za to Vizla to taki zrównoważony, realistycznie nakreślony swojski chłop, jakby wyjęty z zupełnie innej opowieści. Podoba mi się szczególnie to, że Mads Mikkelsen po raz kolejny gra praktycznie to samo, a i tak się podoba, będąc główną atrakcją produkcji. Niby nic szczególnego go nie wyróżnia, mimikę twarzy i całą posturę ma niezbyt imponującą (porównując do innych gwiazdorów Hollywoodu), a jednak wszystkim się podoba. To nie żaden tam laluś z siłowni, ale poharatany w walce wiking, zwolennik spartańskiego życia, co to i drewno porąbie i komu trzeba gębę obije, nie siląc się przy tym na zbędne komentarze. Do tego to mężczyzna nowoczesny i stylowy, wręcz kosmopolityczny, bo wszak Vizla mówi w ośmiu językach, podróżuje po całym świecie i kiedy trzeba prezentuje bezbłędne maniery. 

Równie ciekawe co śledzenie głównej nici fabularnej, było dla mnie patrzenie, jak ta z pozoru zupełnie normalna, realistyczna postać dokonuje absurdalnie niemożliwych czynów. Sceny tortur czy walki z wieloma przeciwnikami naraz przypominają wybuchowy miks scen z Kill Billa i jakiegoś Rambo. Pod tym względem to prawdziwie męskie kino, już dawno nie widziałam by krew lała się takimi strumieniami czy by tyle broni palnej strzelało naraz. 

Aha, i jest też motyw w stylu Leona Zawodowca, ale to już sami osądźcie jak wypadł. 

Oczywiście nie jest to film dla wszystkich. Niektórym (tym bardziej wrażliwym widzom) ciężko będzie patrzeć na sceny sadystycznych morderstw czy też zrozumieć specyficzne poczucie humoru głównego bohatera, zaskakującego na przykład w scenie odwiedzin maluchów w szkole (jak dla mnie genialne!). Jeśli jednak macie dystans do takich rzeczy, nie razi was krew, wypływające gałki oczne, czy grubasy na obcasach odziane w żarówiaste garnitury (najgorzej) to polecam serdecznie. 

2 myśli na temat “Polar

  • Luty 9, 2019 o 6:33 pm
    Permalink

    Olu, kolejny raz zachecilas mnie do obejrzenia czegos, czego nie zamierzalam ogladac… Uwielbiam Madsa od zawsze, dlugo przed tym jak zaczal wystepowac w w amerykanskich pozycjach i zazwyczaj lykam w ciemno filmy z nim, ale o ‚Polar’ naczytalam sie tylke zlego, ze nie zamierzalam nawet do niego podchodzic. Po przeczytaniu twojej recenzji dodalam od razu do mojej dlugiej Netflixowej listy.

    Odpowiedz
  • Luty 18, 2019 o 12:21 am
    Permalink

    Też mi się podobało. Nakręcone z rozmachem i dużym poczuciem humoru. Aż się prosi o Polar2…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *