I Don’t Feel at Home in This World Anymore

Oto kolejna perełka wygrzebana na Netfliksie. Film niebanalny, zaskakujący, ekscentryczny, będący ciekawą mieszanką Fargo i inspiracji Tarantino. Choć bez rozmachu i fajerwerków, urzekł mnie siłą przekazu. Zasiada człowiek do czegoś takiego, po czym nie spodziewa się zbyt wiele, patrzy na historię o z pozoru przeciętnej kobiecie, z którą większość może się utożsamić, a tu nagle robi się dziwnie, śmiesznie i coraz straszniej. Absurdy życia i zadziwiające zbiegi okoliczności, które przecież naprawdę mogą się komuś przydarzyć.

Przypadki skromnej salowej

Ruth Kimke (Melanie Lynskey) jest szarą obywatelką, która chce tylko mieć święty spokój i niczym się nie denerwować. Mieszka sama w zagraconym domu, robi swoje jako salowa w szpitalu na oddziale pooperacyjnym i ogólnie się kobieta nie wychyla. Niestety, nawet mając dość niskie wymagania od życia, nie sposób się nie denerwować, bo ludzie to ogólnie straszne dupki. A to jakaś pacjentka okaże się zołzą i nimfomanką, ciskającą sprośności nawet na łożu śmierci, a to sąsiedzi wciąż pozwalają załatwiać się swoim psom na trawniku Ruth, a to wreszcie ktoś się przed nią wpycha do sklepowej kolejki. Nasza bohaterka dzielnie to znosi, popadając jednak w przygnębienie i wewnętrzne odrętwienie. Gdy już myślimy, że pogodziła się z przykrą diagnozą na temat ludzkości, ktoś obrabowuje jej dom, co przepełnia jej czarę goryczy i zmusza do podjęcia bardzo zdecydowanych kroków. Widząc, że policja nie zamierza odzyskać jej skradzionego laptopa ani sreber po babci, Ruth rozpoczyna własne śledztwo. Z pomocą dziwnego sąsiada Tony’ego (Elijah Wood), bardzo religijnego pasjonata sztuk walki, namierza i odzyskuje dość sprawnie komputer, co przychodzi jej tak łatwo, że szybko obiera kolejny cel. Odzyskanie sreber wiąże się niestety z większym uszczerbkiem na zdrowiu, ale ona się nie zniechęca. Przed nią największe wyzwanie, czyli konfrontacja ze złodziejami.

Naprawdę doceniam wszelkie fabuły, które potrafią jeszcze widza zaskoczyć, a ten film zaskakuje na każdym kroku. Zwykli, szarzy, często ograniczeni lub głupi ludzie, dokonują wielkich rzeczy. Podoba mi się, że ich bohaterstwo polega głównie na przekraczaniu własnej strefy komfortu i robienia czegoś, o co jeszcze kilka dni wcześniej nawet oni samych siebie nie podejrzewali. Wyrwani z nudy i codziennej rutyny, szaraczki i nudziarze potrafią jednak zawalczyć o swoje, muszą tylko poczuć odpowiednio silny impuls. Każdy z nas mógłby być bohaterem podobnej opowieści.

Dziwni, ale dobrzy aktorzy

Pierwszym, co zwróciło moją uwagę na ten film, byli grający w nim aktorzy, czyli Melanie Lynskey i Elijah Wood. Aktorka bardzo dobrze mi się kojarzy z doskonałą rolą w Bliskości braci Duplassów, a także z kreacją z Castle Rock, które jeszcze możemy oglądać. Podoba mi się jej pulchna, ciepła kobiecość i wrażenie bezbronności (to wina cichego głosiku), które szybko okazuje się złudne, bo jej bohaterki mają charakterek. Za to Wood, mimo Hobbita, zawsze będzie dla mnie tym dziwnym facetem z serialu Wilfred, który nie mógł się uporać z napastliwym psem, a raczej z człowiekiem w psim kostiumie. W tym filmie także Lynskey tylko udaje bezbronną szarą myszkę, której można wejść na głowę, a Wood skrytego dziwaka, przechadzającego się po sąsiedztwie z psem Kevinem (srajduch jeden), a tymczasem to bardzo dobrana para odzyskiwaczy skradzionego mienia, dokonująca niesamowitych rzeczy w scenach z udziałem broni.

Oglądając I Don’t Feel at Home in This World Anymore łatwo jest stracić z oczu to, co najważniejsze, czyli temat samego filmu, moim zdaniem bardzo istotny. Małe zbrodnie sąsiedzkie, typu niesprzątanie po sobie, bycie nieuprzejmym, obojętnym czy aroganckim wobec obcych ludzi w sklepie, czy zwyczajnie chamem i gburem tam, gdzie ludzie czują, że ujdzie im to na sucho, jest czymś, co z porządnych, normalnych, spokojnych i mniej asertywnych ludzi wysysa energię i chęci do tego, by robić coś dla innych. Do nikogo nie można mieć zaufania, prawdziwe przyjaźnie już nie istnieją, a znieczulica dopada nawet tych, którym się płaci za pomoc, jak policji. Każdego obchodzi tylko czubek własnego nosa, co skutkuje zanikiem więzi społecznych i erozją ludzkości. Brzmi dość dramatycznie, ale moim zdaniem jest bardziej szkodliwe (bo dotyka nas cały czas, codziennie) niż wielkie kataklizmy i tragedie, o których trąbi się w wiadomościach i o których można nakręcić wysokobudżetowy hit.

Nie wiem, jaki będzie wasz odbiór tego filmu, ale ja się bardzo utożsamiłam z bohaterką. Jak zwykle także pomyślałam, jak by taka fabuła wyglądała, przeniesiona w polskie warunki, gdzie człowiek naraża się na prawdziwe niebezpieczeństwo zwracając uwagę sąsiadowi by nie śmiecił lub by sprzątał po swoim psie. To by był od razu kryminał i to z tych mrocznych. Jako osoba, której sąsiedzi próbowali regularnie urządzić w kamienicy dom zły, wiem coś na ten temat. Aż człowieka kusi by wziąć wreszcie sprawy we własne ręce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *