Hipnotyzer

Ten film jest tak słaby, że mógłby uchodzić za polską produkcję. Po raz kolejny nabrano widzów na urok skandynawskiego kryminału, tyle że ta kinowa produkcja ani specjalnie kryminalna, ani urokliwa nie jest. Owszem mamy morderstwo, i to nawet potrójne, ale znacznie więcej tu wątków obyczajowych i elementów horroru, niż dobrego kryminału.

Hipnotyzer jest reklamowany jako świetna ekranizacja bestsellera niejakiego Larsa Keplera (a zna go ktoś?), oraz szwedzka propozycja oscarowa. Słabo widzę jakoś te Oscary. Jak dla mnie, to co najwyżej średniej jakości filmiszcze popołudniowe lub do obejrzenia po wieczornym dzienniku. Takie sentymentalno-straszne okruchy życia, bazujące na utartych schematach fabularnych. Nie wiem zresztą czemu aż tak mnie to zaskoczyło. Powiedzmy sobie szczerze – większość tego, co nam się wciska jako skandynawski kryminał, to straszna chała i potworne nudziarstwo. Nie zachwycają mnie te śnieżne krajobrazy, wieczny mrok, białe rustykalne wnętrza i wiecznie przygnębieni ludzie mordujący się w dziwny sposób. Przyznam się też, że nawet saga Millenium mnie nie zachwyca. Nie zachwyca mnie w ogóle ani książka, ani film, ani kolejny film. Przegadane to i napisane bez wyczucia, dramaturgii czy talentu. Pod tym względem Hipnotyzer dobrze pasuje do tego gatunku.

Oprócz głównego wątku, czyli morderstwa pewnej rodziny, z którego ostaje się tylko nieprzytomny chłopiec poddawany hipnozie by wskazał sprawcę, pełno jest tu zupełnie zbędnych historii pobocznych. Pan Hipnotyzer ma problemy rodzinne z powodu dawnego romansu, syna z hemofilią, porwania tegoż syna, a nawet zniszczenia komuś życia niesłusznymi posądzeniami o pedofilię. No i ma jeszcze temperamentną żoną o niestabilnej i nieprzewidywalnej psychice (zresztą wszyscy są tu nieprawdopodobni psychologicznie). Oczywiście osoby prowadzące śledztwo też mają swoje życie i problemy, które także, w dziwny i pourywany sposób, trzeba było w filmie pokazać.

Najbardziej wkurzające jest to, że tego, za co widzowie zapłacili, czyli tytułowej hipnozy, właściwie prawie nie ma. Hipnotizing występuje w zaledwie trzech krótkich scenach i wygląda dosyć komicznie. Wychodzi na to, że wystarczy złapań delikwenta za rękę i kazać mu się odprężyć i oddychać, a po sekundzie już jest w głębokim transie. Ach, gdyby Freud wiedział, że to takie proste…

Hipnotyzer spodoba się chyba tylko widzom, których nieszczególnie interesuje fabuła, a chcą sobie za to popatrzeć jak żyje się bogatym Szwedom, albo lubią oglądać na ekranie zastępy wysokich, czerwonolicych blondynów o niebieskich oczach i identycznych twarzach. Cała reszta powinna wydać pieniądze na bilet na jakiś naprawdę dobry film, których na szczęście w tym sezonie nie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *