Nie jesteś sobą

Nie jesteś sobą to taki trochę negatyw filmu Still Alice. Tam główna bohaterka za sprawą postępującej choroby traci kontrolę nad umysłem, podczas gdy ciało pozostaje sprawne, a tu na odwrót, mamy cierpienie kobiety, której ciało zaczyna szybko odmawiać posłuszeństwa, więżąc w sobie sprawny do końca umysł. W podobny nieco sposób ukazuje się również heroiczne zmagania kobiet, zmuszonych przez chorobę do życia chwilą, oraz niedostatki rodzinnych uczuć, przez które nawet najbliżsi nie wytrzymują próby, pokazując przy okazji swoje prawdziwe oblicze. Nie jesteś sobą to z pewnością nie film wybitny, jest tu wiele schematów i ckliwości, ale zdecydowanie warto poświęcić wieczór na jego oglądanie, choćby po to by dowiedzieć się czegoś ważnego o stwardnieniu zanikowym bocznym lub by kolejny raz zobaczyć jak pięknie Hilary Swank odgrywa dramat cierpienia i umierania.

Tacy trochę Nietykalni

Zaczyna się od tego co zwykle, czyli że na początku było jak w bajce. Atrakcyjna, bogata i utalentowana Kate (Hilary Swank) prowadzi życie jakby żywcem wyjęte z połyskliwych stron drogich kobiecych czasopism. Ma idealnego męża (Josh Duhamel), piękny dom, satysfakcjonującą pracę i grono przyjaciół, których zaprasza na wystawne kolacje, podczas których podaje ugotowane przez siebie wykwintne dania i raczy gości grą na fortepianie. Niestety, jakby wcześniej było zbyt ładnie, teraz robi się naprawdę brzydko (a szkoda, bo cudowne życie Kate pokazane jest tak estetycznie, że chciałoby się by trwało wiecznie; chętnie bym obejrzała produkcję, w której dla odmiany Hilary Swank jest absurdalnie szczęśliwa). Okrutna diagnoza: stwardnienie zanikowe boczne, niczym czarodziejskie zaklęcie sprawia, że nagle przyjaciele się odsuwają, kochający mąż zamienia się w cyborga-pielęgniarza, a inteligentna i niezależna kobieta przestaje mieć jakikolwiek wpływ na to, co się z nią dzieje. Na szczęście ma dziewczyna jeszcze na tyle silnej woli, by wymusić zatrudnienie dla siebie odpowiedniej opiekunki. Wraz z pojawieniem się w jej domu Bec (Emmy Rossum), niepokornej, nieodpowiedzialnej, niepoukładanej i lekko też niedomytej studentki, w Kate budzi się wola walki o to, by odejść na własnych warunkach. Nieco prostacka, wulgarna, ale też wrażliwa i posiadająca pewien rodzaj inteligencji emocjonalnej dziewczyna, daje Kate to, czego na darmo szukała u snobistycznych przyjaciółek, niewiernego męża czy egoistycznej matki. Bec po prostu widzi w Kate osobę, a nie pacjenta czy warzywo. Prócz trudnych rozmów i wielu wzruszeń, dziewczyny fundują widzom również nieco zabawy. W końcu choroba nie zabrała Kate poczucia humoru.

Nie jesteś sobą

Na rozgrzanie serducha

Zapewne nie jest to najpochlebniejsza rzecz, jaką można powiedzieć o widzach tego rodzaju filmów, ale trzeba przyznać, że większość z nas ogląda je także dlatego by poczuć się odrobinę lepiej z własnym życiem. Przecież każdy problem wydaje się mały w porównaniu do zachorowania na śmiertelną, nieuleczalną i bolesną chorobę. W moim otoczeniu jest wiele osób, czerpiących otuchę z takich wizji, ale ja niestety do nich nie należę. Jestem jedną z tych zrzęd, przekonanych o tym, że prędzej czy później mnie też dopadnie właśnie coś takiego (raczej prędzej niż później). Dzięki Nie jesteś sobą czuję się przygotowana także na stwardnienie zanikowe boczne, bo temat Alzheimera i raka mam już (przynajmniej filmowo) przerobiony. Jeśli również jesteście czarnowidzami jak ja, z pewnością docenicie nowatorskie podejście do tematu. Kiedyś w tego rodzaju produkcjach przewijał się wciąż motyw szukania lekarstwa (może kubły z zimna wodą jakoś chorych poratują) oraz żon (częściej to kobiety umierają na różne choroby; czyżby na ekranie robiły to lepiej niż mężczyźni) pragnących jeszcze przed odejściem zapewnić mężowi i dzieciom godziwe zastępstwo. No i oczywiście ból i szantaż emocjonalny, bo jak można nie współczuć takiej tragedii. Nie jesteś sobą pokazuje, że najbardziej bolesne jest ubezwłasnowolnienie chorego oraz dystans, jaki pojawia się między nim, a bliskimi do tej pory ludźmi. Tutaj widzimy to na przykładzie męża, matki i przyjaciółek. O ile mąż i przyjaciółki zachowały się typowo, to matka mnie zaskoczyła zupełnie. To dopiero czarownica, której można nienawidzić, w dodatku pokazana z humorem. Autentycznie się wzburzyłam, gdy najpierw ignorowała chorą córkę, potem traktowała ją jak zabawkę, by na końcu odgrywać w szpitalu boleściwą matronę.

Hilary Swank i Emmy Rossum

Nie wyobrażam sobie by ktoś lepiej pasował do tej roli niż Hilary Swank i to dzięki niej ten słodko-gorzki film jest taki ciepły i na długo zapada w pamięć. Jej wielki talent, szczery uśmiech i bezpośredniość naprawdę do mnie trafiają. Nie jest onieśmielająco ładna, ani bardzo brzydka, a jednak potrafi wydać się i taka i taka. W dodatku jej żywa, wyrazista mimika potrafi wyrazić wszelkie stany emocjonalne bez wypowiadania choćby jednego słowa. Oczywiście nie bez znaczenia są jej poprzednie role, które w moim umyśle nakładają się automatycznie na postać Kate. W końcu Swank jest specjalistką od wzbudzania sympatii i litości widzów, ale w ten szczególny sposób, który nie sprawia, że czujemy się bardzo zmanipulowani. W poprzednim filmie jej postać się powiesiła, a wcześniej? Cóż, też nie było wesoło. Poza Karate Kid same dramaty. Krzywdzony transwestyta, skatowana bokserka, siostra walcząca o wyjście brata z więzienia. Nawet komedia romantyczna P.S. Kocham Cię przyprawiała widzów o łzy, bo taki fajny narzeczony jej umarł. Co dalej Hilario? Może jakaś ofiara holocaustu albo ekolożka wysadzająca się w powietrze gdzieś w lasach tropikalnych.

Partnerująca laureatce Oscarów Emmy Rossum jest tu właściwie dla ozdoby i podkreślania wyjątkowości odchodzącej Kate. Chora jest niczym święta pomagająca wszystkim dookoła, także zagubionej dziewczynie. O grze czy postaci Rossum trudno powiedzieć coś odkrywczego, bo zwyczajnie gra to samo co przez wiele sezonów w serialu Shameless, czyli bystrą, ale chaotyczną i zbuntowaną dziewczynę z nizin społecznych (gdy zobaczymy jej rodziców, okaże się, że to wcale nie takie niziny). Ten sam makijaż, stroje i fryzura. Podobne odzywki i gesty. Dobry kontrast dla eleganckiej i poukładanej Kate.

One thought on “Nie jesteś sobą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *