Naomi Moriyama, William Doyle, Zdrowy jak japońskie dziecko

Tę książkę łatwo przeoczyć w zalewie wiosennych nowości, ale zapewniam, że powinna się ona znaleźć w biblioteczce każdego rodzica, nie tylko takiego, który żywo interesuje się kulturą japońską. W tym poradniku zawarte są treści, które trudno byłoby zaliczyć do rewolucyjnych czy szczególnie odkrywczych (więcej warzyw, więcej ruchu!), ale niestety, są to informacje tak proste i zwyczajne, że cały świat zdaje się o nich zapominać. Na temat dziecięcej otyłości mogłabym naprawdę wiele napisać, bo sama do szczuplasków nie należałam, a widmo tych moich dodatkowych kilogramów zatruło mi lata szkolne. Dziś nie trapię się już nadwagą własną (wcale nie tak dużą i po drodze mimochodem zgubioną), ale coraz większą ilością osób otyłych dookoła. Pomijam już kwestię nadwagi dorosłych, bo w końcu każdy z nas ma prawo decydowania o tym co i w jakiej ilości ląduje na jego talerzu, ale na grube dzieci spokojnie patrzeć nie mogę. Maluchy są od nas całkowicie zależne, a my powinniśmy czuć się odpowiedzialni za ich obecne i przyszłe zdrowie. Tymczasem, mając w pogardzie doniesienia o tym, że otyłość oznacza cukrzycę, nadciśnienie, raka i ogólnie krótsze życie, tuczymy dzieci słodkimi napojami, białą mąką, tłuszczami roślinnymi i przyzwoleniem na praktycznie zerową aktywnością fizyczną. Jeśli myślicie, że przesadzam, to przyjrzyjcie się czasem grupkom dzieci wychodzącym ze szkoły. Z moich obserwacji wynika, że coraz mniej jest takich, które mieszczą się w normach przewidzianych dla swojego wieku.

Jak nie wychować małego zapaśnika sumo?

Naomi Moriyama, Japonka, która wraz z amerykańskim mężem napisała już wcześniej poradnik pt. Japonki nie tyją i się nie starzeją, zagłębia się tym razem w tematykę dziecięcego zdrowia. Autorka wie, o czym mówi, bo jako osoba wychowana w Kraju Kwitnącej Wiśni, należy do najzdrowszej nacji na świcie, której obecnie rodzące się dzieci mają najdłuższą przewidywaną długość życia. Japończycy ewidentnie wiedzą o co chodzi w odżywianiu i chętnie dzielą się swoimi, zadziwiająco prostymi sekretami na zdrowie i długowieczność. Nim jednak uda nam się dotrzeć do sedna sprawy, Moriyama przytacza całą wielką grupę badań potwierdzających to, co już sami możemy obserwować na ulicach. Amerykańskie i europejskie dzieci tyją na potęgę, co jest bezpośrednim zagrożeniem dla ich życia. Jeśli jeszcze ktoś miał co do tego wątpliwości, to pozbędzie się ich czytając liczne badania naukowe przytaczane w tej książce. Jeśli więc zastanawiacie się co może grozić małemu ludzikowi Michelina, albo czym jest dziwnie brzmiąca diabetyłość, to tutaj znajdziecie odpowiedzi.

Jeśli zaś chodzi o sekretny przepis Japończyków na zdrowe i szczupłe dzieci, to jest nim przede wszystkim zbilansowana, różnorodna i oparta na produktach roślinnych i sezonowych dieta. Mało tłuszczu, mało zwierzęcego białka, za to dużo bogatego w błonnik brązowego ryżu, warzyw strączkowych i zieleniny, a na deser owoce popijane niesłodzoną herbatą. Nic trudnego, a działa cuda. Wśród wskazówek dla rodziców z całego świata znalazła się także sugestia, byśmy wzorem japońskich pan domu, podawali posiłki na niewielkich talerzach i w małych miseczkach, które sprzyjają poborowi odpowiedniej dla naszego ciała ilości kalorii. Niby nic, ale można doznać szoku widząc obok siebie posiłek japoński i na przykład amerykański (czy polski). W tym przypadku rozmiar ma olbrzymie znaczenie.

Nie tylko jedzenie!

Oczywiście, dbanie o zdrowie własne i dzieci to projekt obejmujący nie tylko zagadnienia kuchenne. Należy w maluchach wykształcić właściwy stosunek do jedzenia, o czym autorka pisze bardzo ciekawie. Zaleca nam pracę nad autorytatywnym stylem wychowania, czyli postawą zdecydowaną, stawiającą granice, ale i wspierającą oraz zachęcającą. Zgodnie z tym podejściem możemy nawet skłonić dziecko do spróbowania potraw, na które na początku nawet nie chce spojrzeć. Japońskim mamom się to udaje, więc dlaczego polskim miałoby się nie udać.

Bardzo spodobało mi się także podejście Japończyków do niezdrowego jedzenia:

„Wielu ekspertów sugeruje, by w kwestii mniej zdrowego jedzenia, zamiast stosowania surowych i częstych restrykcji, podchodzić do tej kwestii w sposób swobodny i umiarkowany”.

Moriyama proponuje termin „elastyczna powściągliwość” w kontaktach dziecka z lodami, ciastkami, chipsami i fastfoodami. Zamiast demonizować, pozwalajmy od czasu do czasu, by maluchy nie były kuszone przez zakazany owoc. Proste, prawda? Przykładów na zastosowanie elastycznej powściągliwości w praktyce znajdziecie tutaj naprawdę sporo.

Równie wiele jest w poradniku przepisów, dzięki czemu mamy możliwość (podobnie jak w Japonki nie tyję i się nie starzeją) zastosowania wskazówek w praktyce. Są to przepisy na dania inspirowane kuchnią japońską, które można swobodnie modyfikować w miarę swoich potrzeb i możliwości. Coś dla prawdziwych smakoszy, którzy lubią azjatyckie smaki szybko, zdrowo i prosto przyrządzone.

O tym poradniku można by wiele napisać, ale ja skupię się jeszcze tylko na kwestii ruchu. Aktywność fizyczna małych Japończyków mnie zadziwia, bo przypomina tę z mojego dzieciństwa, która jakimś cudem zniknęła już z polskich szkół i ulic. Przed lekturą książki zachwycałam się nieraz tym, że siedmio- czy ośmioletni Japończycy sami sprzątają swoje klasy, mają dyżury przy wydawaniu posiłków i ich przyrządzaniu i że ogólnie potrafią więcej niż typowy polski nastolatek. Uważam, że wymaganie od dzieci tego rodzaju samodzielności (by umiało zadbać o czystość dookoła, o swoją higienę i jedzenie) nie jest żadną przesadą, a dzieciom nie potrafiącym tego co ci zaradni Azjaci, przydałoby się nieco więcej dyscypliny. Zupełną nowością jednak było dla mnie to, w jaki sposób dzieci trafiają do tej normalnej szkoły, a trafiają na pieszo, idąc grupkami po specjalnie wyznaczonych trasach. W ten sposób zapewnia im się przeciętnie godzinę marszu dziennie, co wpływa bardzo korzystnie na zdrowie (że nie wspomnę już o mniej zakorkowanych ulicach czy czasie dla mamy, która może zająć się przygotowaniem kolejnego posiłku). Ma to nawet swoją nazwę – pieszy autobus – i obok dawania dzieciom dobrego przykładu czy małych nagród za gimnastykę z radiem lub w parku, jest genialnym pomysłem na naturalnie szczupłą figurę dzieci i młodzieży.

Japońskie dzieci nie są grube z tej prostej przyczyny, że całe społeczeństwo nadal korzysta ze starych i sprawdzonych sposobów prowadzenia zdrowego życia. Według Naomi Moriyamy takie wychowanie działa tak dobrze, że nawet wyrastając na zapracowanych, palących, pijących i znerwicowanych dorosłych (coś, o czym możecie poczytać na przykład w książce Beaty Pawlikowskiej Blondynka w Japonii) nadal mają większe szanse na dożycie późnej starości niż przeciętni Europejczycy czy Amerykanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *