Michael Booth, Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych

Jako osoba permanentnie niezadowolona z otaczającej mnie rzeczywistości, wiecznie rozważam emigrację. Przedmiotem moich wyjazdowych fantazji jest najczęściej Japonia, ale gdy tylko przypominam sobie o niemożności nauczenia się języka japońskiego, rozmarzam się na temat Norwegii i Szwecji. Myślę, że na przykład w takim Oslo czułabym się całkiem swojsko skoro większość miasteczka, z którego pochodzę już tam jest. Mój głód ładu, dyscypliny, spokoju i nowych wrażeń został jeszcze dodatkowo podsycony przez książkę Michaela Bootha.

Skandynawski raj to dogłębne studium nordyckości, a autor każde z pięciu państw skandynawskich traktuje indywidualnie i wieloaspektowo. I choć nieraz krytykuje prawa społeczne, etykietę, politykę czy gospodarkę Danii czy Islandii, to jednak też bardzo często powtarza, że jeśli się jest kobietą, dzieckiem czy średnio zdolnym pracownikiem fizycznym, to nie ma dla kogoś takiego lepszego miejsca do życia niż Skandynawia. To samo dotyczy ateistów, gejów i lesbijek, feministów i feministek oraz całej rzeszy odmieńców, o ile oczywiście nie są wyróżniającymi się kolorem skóry emigrantami z Bliskiego Wschodu. Pod wieloma aspektami Północ Europy to rzeczywiście raj na ziemi i aż dziwne, że ta utopia znajduje się tak blisko Polski, królestwa chaosu i anarchii.

Kraina odludków, sztywniaków i milczków

Michael Booth ma to szczęście, że wżenił się w duńska rodzinę, zamieszkał w kraju swej żony, dzięki czemu skandynawski fenomen może obserwować na żywo we własnym domu i okolicy. Dlatego też swą podróż przez róże aspekty północnej niezwykłości rozpoczyna w Danii i poświęca jej najwięcej czasu, ale innych krajów też nie omija, o każdym z nich mówiąc coś ciekawego i intrygującego. Kolejne rozdziały składają się w dużej części z analiz statystycznych i obserwacji socjologicznych, mających jeden cel, który autor wyznacza sobie już na początku, a którym jest wyjaśnienie raz na zawsze, czy Skandynawowie są rzeczywiście najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Zdają się to potwierdzać liczne rankingi dobrobytu i szczęśliwości, w których najwięcej powodów do zadowolenia mają nieodmiennie Duńczycy, ale zaraz za nimi plasują się zwykle najbliżsi sąsiedzi, czyli Szwedzi, Finowie, Norwegowie i Islandczycy.

Kot rozważa emigrację
Ela rozważa emigrację do któregoś z krajów nordyckich.

To z pozoru zadziwiające, gdyż większość danych, które prezentuje nam na początku każdej części książki Booth, zdaje się przeczyć jakiejkolwiek możliwości prowadzenia w Skandynawii satysfakcjonującego życia. Autor, który z pochodzenia jest Brytyjczykiem, z wielką satysfakcją podkreśla jak ciężko pogodzić się z niskimi temperaturami i mrokiem, szalenie wysokimi podatkami, często też z traumatyczną historią i wzajemną zawistną antypatią sąsiadów. Wszystko to jednak blednie przy czynniku ludzkim (i w tym momencie, przy każdym rozdziale, docierało do mnie, że jednak w Skandynawii bym sobie nie poradziła). Potomkowie wikingów są bowiem ludźmi surowymi, nudnymi, nieskorymi do jakichkolwiek odstępstw od przyjętych norm społecznych i wywierającymi dużą presję na tych, którzy, choćby nieświadomie, owe normy łamią (prawo Jante i jego liczne odmiany). W tej książce aż roi się od dziwacznych wręcz, z naszego punktu widzenia, przykładów zachowań. Wiele z nich dotyczy specyficznie pojętej poprawności politycznej, tego by być narodem jak najbardziej świeckim, nowoczesnym, feministycznym i homogenicznym. Choć obserwacje Bootha pełne są poczucia humoru i ironii, to jednak przebija przez nie też gorycz i jakby współczucie dla ludzi, którzy są tak posłuszni i karni, tak chętnie poddają się społecznej i politycznej presji, że stają się przez to wręcz nieludzcy. Najbardziej widoczne jest to w tym, jak sztywne ramy obowiązują Duńczyków podczas wszelkich rodzinnych i towarzyskich uroczystości, jak wszystko jest skodyfikowane i niemal sztucznie podtrzymywane, przy czym ma się wrażenie, że wszelkie więzi ludzkie, szczerość i bliskość, zwyczajnie wyparowują w tej atmosferze. Z zewnątrz uśmiech i ciepełko na sympatycznych twarzach, a wewnątrz chłód. To samo czuje się czytając rozdziały o szwedzkiej samowystarczalności. Co z tego, że matki zachęca się do tego, by jak najszybciej separowały się od dzieci, nakłania się niemal ludzi do rozwodu, a tysiące staruszków mieszka samotnie, skoro wszyscy mogą o sobie myśleć, że są niezależni i samowystarczalni? No wieje chłodem, nie ma co. Nie wspomnę już nawet o fińskiej, legendarnej małomówności i panskandynawskiej słabości do wszelkich używek z alkoholem na czele. Sami przekonajcie się, czy na Północy naprawdę jest tak rajsko.

Może jednak warto

Podczas lektury nieraz nasunie się wam pytanie o to, czy warto znosić to wszystko by mieszkać w Skandynawii. Co jest tak wartego tych wszystkich poświeceń, wysokich podatków, osamotnienia, surowości w obyciu i towarzyskiej oraz rodzinnej sztywności? Cóż, przykładów bonusów i profitów z życia ze współczesnymi wikingami nie brakuje. Norwegia jest obrzydliwie bogata, Finlandia ma najlepsze szkolnictwo na świecie, Szwecja uwodzi stabilnością i spokojem, Duńczycy są ogólnie najszczęśliwsi na świecie, a Islandczycy mają swoje elfy. Do tego są to wszystko społeczeństwa świeckie, lecz o protestanckiej mentalności, zżyte i dające obywatelom poczucie przynależności. No i, argument bardzo często przytaczany przez autora, który jest troskliwym ojcem, bardzo dobrze być na Północy rodzicem. Matki nie boją się tu zostawiać dzieci w wózkach na ulicy, gdy same robią zakupy, czy idą do kawiarni. Skandynawia ma świetną opiekę przedszkolną i szkolną, długie urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie, a do tego, stawiając na równość w edukacji, dzięki czemu dostęp do studiów wyższych jest praktycznie bezpłatny.

Książka Michaela Bootha to nie tylko zbiór i analiza twardych danych, powtórka z historii czy przegląd sceny politycznej poszczególnych krajów. To także plastyczne i pełne humoru opisy skandynawskiej przyrody, kuchni i obyczajów. Booth wspomina również o wszystkich największych atrakcjach turystycznych (grota św. Mikołaja, Legoland) i dobrze mieć pod ręką komputer by móc na bieżąco wyszukiwać zdjęcia opisywanych wspaniałości. Mnie osobiście jednak urzekły fragmenty antropologiczno-psychologiczne. Jeśli zastanawiacie się nad przyczynami zdystansowania i chłodu obywateli kraju, który akurat zwiedzacie, jesteście ciekawi dlaczego w fińskiej saunie nikt się nie odzywa, a na duńskim przyjęciu nie stuka się kieliszkami, tu z pewnością znajdziecie wszystkie odpowiedzi. Po tej lekturze Skandynawia nie będzie już dla nikogo tylko krainą, w której powstają chwytliwe przeboje pop i mroczne kryminały.

Skandynawski raj to książka przede wszystkim dla tych, którzy o Ludach Północy nie wiedzą nic, a chcieliby wiedzieć wszystko co najważniejsze. Teraz czuję się gotowa na pełną recepcję kolejnych tomów biografii Karla Ove Knausgarda. Liczę na to, że Moja walka na nowo do mnie przemówi teraz, gdy znacznie lepiej rozumiem kontekst społeczny w jakim powstała. A jeśli chodzi o emigrację, to muszę ją poważnie przemyśleć :)

Za przesłanie książki serdecznie dziękuję pracownikom Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

3 thoughts on “Michael Booth, Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *