Idealny prezent świąteczny dla mamy – Anna Ficner-Ogonowska, Czas pokaże

Chciałabym móc napisać, że Alibi na szczęście nie było najlepszym prezentem, jaki moja mama dostała do tej pory, ale niestety nie mogę. Wbrew moim licznym sugestiom i zniechęceniom, dotyczącym wątpliwej jakości tej literatury, mama była książką zachwycona, podobnie jak dwoma kontynuacjami. Dodam, że nie jest ona osobą, która zwykła okazywać radość z czegokolwiek, a do książek jeszcze do niedawna miała bardzo niechętny stosunek. No, ale Anna Ficer-Ogonowska wszystko zmieniła. Mama do dziś wszystkie inne dzieła (przytulaśna, tzw. kobieca literatura) porównuje do Alibi na szczęście, a święta, podczas których odpłynęła w świat cukierkowego romansu, wspomina z rozrzewnieniem. Właśnie dlatego tegoroczny hit autorki, Czas pokaże, znajdzie się pod naszą choinką. Jeśli tak jak ja, chcecie sprawić przyjemność swoim mamom, to schowajcie dobry gust do kieszeni, spróbujcie się przemóc i zakupcie po egzemplarzu (widziałam, że są nawet takie fikuśne zestawy z kubeczkiem; wiadomo, dobra książka plus smaczna herbatka to jest to; dosłownie Szczęście w cichą noc).

Julka taka jak my

Bohaterką nowej powieści jest studiująca psychologię Julka. Dziewczyna mieszka w Warszawie, ma niby typową, choć jednak zupełnie szczególną rodzinkę, a wolny czas spędza jako wolontariuszka na dziecięcym oddziale onkologicznym. No i ma też najlepszą przyjaciółkę Nelę, bo przecież bez tego by się nie obyło. Całe napięcie (o ile w ogóle można o czymś takim mówić w tym przypadku) zasadza się na starciu dwóch przeciwnych żywiołów. Poukładana, przewidywalna i spełniająca głównie oczekiwania innych młoda kobieta, nagle się zakochuje w rozwodniku, a cała ich miłosna sytuacja jest tak skomplikowana, że wymaga od Julki po raz pierwszy w życiu samodzielnego myślenia i podjęcia bardzo trudnej (w jej mniemaniu) decyzji.

Anna Ficner-Ogonowska

Dlaczego sądzę, że to będzie czytelniczy hit literatury kobiecej? Myślę tak przede wszystkim na podstawie wielu, bardzo długich opisów stanów duchowych głównej bohaterki, pełnych kwiecistych epitetów, z których nic nie wynika, a które fanki pani Ficner-Ogonowskiej tak kochają. No i jest jeszcze ten ,,realizm”. Relacje z przebiegu licznych, zupełnie pozbawionych głębszego znaczenia i całkiem prozaicznych czynności, o dziwo szalenie podobają się czytelniczkom. Silne osadzenie we współczesnym świecie (pozorne jak na mój gust, bo to Warszawa przecież!) daje tysiącom Polek poczucie obcowania z kimś podobnym do nich samych. Choć czytelniczki tych bestsellerów to zazwyczaj panie nieco starsze nić studentka Julka, bez problemu łatwo je skłonić do myślenia (głównie dlatego, że same tego bardzo chcą), że bohaterka to taka sama Polka, uwikłana w typowe dylematy współczesnej kobiety, jak one. Babskie pogaduchy, zakupy i gotowanie, ,,życiowe” problemy z facetami (rozwodnikiem jest przecież, to jak z Paprochów życia), no która z nas nie wyobraża sobie, że tak właśnie wygląda jej życie?

Nie lubię, ale…

Jest wiele aspektów twórczości pani Ficner-Ogonowskiej, których po prostu nie trawię. Te warszawskie klimaty rodem z TVN-u, zupełny brak akcji, dłużyzny, żenujące sceny miłosne, płytkie i pozbawione humoru dialogi, pretensjonalne zadęcie widoczne w każdym zdaniu… oj długo by wymieniać. W przypadku Czas pokaże dochodzi jeszcze szantaż emocjonalny umierającymi dziećmi. Jakby tego było mało, ten rozciągnięty na siedemset stron Harlequin doczekał się nawet promującego go teledysku. Czy muszę pisać coś więcej?

A jednak, tak jak wiele innych, prawdziwych fanek, poczłapałam grzecznie do księgarni i kupiłam. Co prawda nie dla siebie, lecz dla mamy, ale jednak. No i jeszcze zachęcam innych by zrobili to samo. Dlaczego? A no dlatego, że przez ten czas, jaki upłynął od premiery Alibi na szczęście, przemyślałam sobie parę rzeczy związanych z lekturą tych łatwiejszych książek, które zazwyczaj staram się omijać z daleka. Zrozumiałam między innymi, że czytelniczkom takim jak moja mama, literatura służy do czegoś innego niż mnie. One chcą się po prostu oderwać od szarego życia, pobujać w obłokach i przez chwilę o niczym innym nie marzyć niż o tym, że ich życie też może się potoczyć tak niezwykłymi drogami jak głównej bohaterki. W końcu to dziewczyna taka jak inne Polki, taka podobna do nich, a jednak w pewien sposób lepsza. W dodatku powieści Ficner-Ogonowskiej mają to swojskie ciepełko, te wszystkie aromaty domowych obiadków i świeżo pieczonego ciasta, silnie oddziałujące na wyobraźnię ciężko pracujących pań domu. Zapewne czytając o prozaicznych czynnościach wypełniających także ich życie, czują, że jednak to jest coś warte, że szarość i przeciętność, taka codzienna krzątanina, także mają swój urok. To trochę tak, jakby czytały o sobie samych, ale w podrasowanej wersji, jakby się przez chwilę zlały w jedno z bohaterkami ulubionych seriali puszczanych po dwudziestej w polskiej telewizji. Przynajmniej ja tak to sobie wyobrażam.

Jeśli ktoś ma mieć przyjemność z czytania takiej literatury, tym bardziej jeśli tym kimś jest moja mama, to nie zawaham się wydać na książkę dowolnej sumy i obawiam się, że pani Ficner-Ogonowska o tym wie i jeszcze niejednym dziełem tego typu nas uraczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *