Moje literackie wakacje w XIX-wiecznej Anglii

Wszystko zaczęło się od zobaczonego przez przypadek newsa, że podobno brytyjska telewizja kręci już filmową wersję Jonathana Strange’a i pana Norrella. Od razu w mózgu zaświeciły mi się lampki z radości, bo to moja ulubiona lektura z czasów studenckich. Zaraz też postanowiłam odświeżyć znajomość z powieścią fantasy Sussany Clarke, a że dzieło ma aż trzy grube tomy, zajęło mi to prawie całe wakacje. Jak każdy mól książkowy zapewne wie, literackie świry i obsesje nadciągają falami, dlatego też od pewnych klimatów nie można się tak łatwo uwolnić. Po Strange’u przyszła kolej na kolejną powieść, na podstawie której ma powstać podobno świetny serial z topowymi aktorkami. Chodzi o Mroczny sekret Libby Brey, którego akcja również toczy się w XIX-tym wieku i ma niewiele wspólnego z klasycznym realizmem, jednak okazało się, że trafiłam na tandetne romansidło dla nastolatek. Po tej lekturze przyszedł wreszcie czas na coś bardziej rzeczywistego i ,,normalnego”. Powrót do rzeczywistości zafundowała mi biografia najbardziej znanej brytyjskiej pisarki pt. Jane Austen i jej racjonalne romanse autorstwa Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Zabierałam się do tej książki od wiosny i wreszcie poczułam prawdziwą potrzebę poznania tajników życia uroczej Jane.

Na takich właśnie lekturach zeszły mi całe dwa miesiące. To robiłam zamiast wylegiwać się w słońcu lub po prostu pojechać zobaczyć Anglię na własne oczy. Po prostu przeniosłam się do najbardziej malowniczego i stylowego miejsca jakie istnieje w zbiorowej kulturowej świadomości czytelników i widzów na całym świecie, czyli do wciąż eksplorowanej i wykorzystywanej Anglii z XIX-go wieku.

Jonathan Strange i pan Norrell Sussany Clarke

Jonathan Strange i pan Norrell
Wydanie z 2012 roku w jednym tomie.

Z pierwszego czytania tej opasłej powieści (a było to z 7 lat temu) zapamiętałam głównie mój zachwyt przypisami. Studiowałam wtedy filologię polską i przypisy wydawały mi się najważniejszą rzeczą na świecie, zaraz po łacińskich koniugacjach. Po ponownej lekturze mój zachwyt dziełem nie zmalał, ale muszę przyznać, że jest to utwór dla bardzo cierpliwych czytelników, dysponujących oceanami wolnego czasu. Zaczynamy na początku XIX-go wieku, kiedy to podstarzały, pedantyczny, złośliwy, zaborczy i upierdliwy pan Norrell postanawia wskrzesić angielską magię. Czarodziejstwo jest w rzeczywistości tej powieści drugą brytyjską religią, czymś na kształt sportu narodowego, którego czasy świetności już minęły, a o którym wciąż wszyscy mówią z sentymentem. Norrell niestety jest zawistnikiem, zazdrośnie strzegącym wiedzy zawartej w magicznych księgach, które cichaczem skupuje. Próbuje zniechęcić innych do praktykowania magii (co mu się prawe udaje), a także wymazać z ludzkiej pamięci wszystko co jest związane z legendarnym Królem Kruków, elfami i elfimi zaświatami.

Przeciwwagą dla stetryczałego dziwaka kasującego konkurencję jest młody, prawie przystojny (bo rudy) i charyzmatyczny Strange. Chłopak ma naturalny talent do czarowania, który rozwija prawie bez udziału fachowej literatury. Pod nadzorem Norrella szybko wyrasta na najjaśniejszą gwiazdę magii w królestwie. Ma także swój udział w poprawie renomy czarodziejstwa w oczach społeczeństwa. Wszak to dzięki niemu Wellingtonowi powodzi się tak znakomicie w walkach z Napoleonem. Podczas kampanii wojskowej Strange przenosi miasta, wyczarowuje drogi, wskrzesza zmarłych i wpływa na pogodę. Francuzi byli bez szans.

Pierwszy (z trzech) tom wydania z 2004 roku.
Pierwszy (z trzech) tom wydania z 2004 roku.

Obu magów, jak i wiele postaci pobocznych, spotykają dziwaczne przypadki, związane z odradzającą się siłą magiczną, która przyciąga nie tylko Króla Kruków, ale i pewnego podstępnego elfa (z tych co to przywracają panienki do życia w zamian za drobny okup, na przykład palec). W powieści urzekło mnie to, jak autorka drażni się ze swoimi czytelnikami, wyjaśniając wszystko dopiero na sam koniec, a przez całe dwa tomy prowadząc jakby niezależnie od siebie bardzo rozbudowane wątki na przykład żony Strange’a, służącego Norrella, czarnoskórego lokaja Stevena czy bezdomnego oszusta-magika. Wspomniane wcześniej przypisy dodatkowo rozpraszają nieuważnych, ponieważ każdy z nich jest osobną, dość rozległą opowieścią.

Choć ta wersja Harry’ego Pottera dla dorosłych to bardzo odjechana fikcja, to jednak jej magia ma wiele wspólnego z urzekającym brytyjskim kolorytem, z tym deszczowym, zielonym i mglistym nastrojem, towarzyszącym najlepszym powieściom historycznym.


Mroczny sekret Libby Bray

Co było dokładnie takiego w zapowiedzi filmowej, co skłoniło mnie do przebrnięcia przez to dzieło nie najwyższych lotów? Była fantastyczna obsada. Niestety już po lekturze doczytałam sobie, że zapowiedź jest nieprawdziwa (zlepek ujęć z innych filmów stworzony przez fankę), a kręcenie zawieszono. Od razu powinnam wiedzieć, że jeśli w jednym filmie są Romola Garai, Emily Blunt, Keira Knightley i Felicity Jones, w dodatku wcielające się w nastolatki, to coś jest nie tego.

Libba Bray, Mroczny sekret

Sama książka zdaje się być przeznaczona dla dziewcząt poniżej szesnastego roku życia. W internecie znajdują się praktycznie same pochlebne opinie na jej temat i nawet mi przykro, że ich nie podzielam (tak jak byłoby mi przykro gdyby ktoś naśmiewał się z Ani z Zielonego Wzgórza). Jest to sentymentalna i ckliwa historia udająca powieść gotycką. Jej główną bohaterką jest wychowana w Indiach pod koniec XIX-go wieku Gemma Doyle, której matka ginie w tajemniczych okolicznościach, ojciec staje się narkomanem i traci kontakt z rzeczywistością, a nastolatka zostaje umieszczona w angielskiej akademii dla panien o nazwie Spence. Tutaj Gemma odkrywa swoją magiczną moc przenoszenia się do tajemniczego miedzyświata, w którym mamusia wciąż żyje, a z czasem zabiera ze sobą nawet swoje pretensjonalne przyjaciółeczki.

Wszystko jest tu tak denerwujące, jak tylko denerwujące potrafią być nastolatki, niezależnie od epoki, w jakiej się wychowują. Niestety, moja lektura pozbawiona była jakiejkolwiek przyjemności i nie chodzi tylko o to, że jedna z bohaterek ma na imię Pippa. Chodzi bardziej o to, że choć autorka wie co chciałaby osiągnąć (wrażenie czegoś stylowego, tajemniczego, zmysłowego, ironicznego i inteligentnego) to niestety co i rusz wpada w pułapki kiczu i tandety. Nie chcę się czepiać, ale: cyganie, Zakon, talizman, bractwo kobiet, mamusia gadająca zza światów, nagie kąpiele przy świetle księżyca, kraina zachodzącego słońca, w której już tylko kucyków Pony zabrakło i oczywiście piękny Hindus o zmysłowych ustach… W sumie to się nie dziwię, że filmu jeszcze nie ma.

Jane Austen i jej racjonalne romanse Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej

Jane Austen również w Polsce ma wielkie grono wielbicieli, a praktycznie każda jej książka, jaką mieliśmy w ręku, została przełożona przez Annę Przedpełską-Trzeciakowską. Tłumaczka postanowiła wydać biografię autorki ,,racjonalnych romansów” właśnie teraz, gdy mija 200 lat od wydania jej najsłynniejszych powieści i zapewne wszyscy wielbiciele Dumy i uprzedzenia są jej za to bardzo wdzięczni (ja jestem).

Romola Garai i Johnny Lee Miller w "Emmie"
Romola Garai i Johnny Lee Miller w „Emmie”

Warto sięgnąć po tę książkę, nawet jeśli jest się tylko początkującym czytelnikiem lub jeśli widziało się jedynie którąś z licznych telewizyjnych bądź filmowych adaptacji. Jestem przekonana, że zaraz pomkniecie do księgarni lub biblioteki po Rozważną i romantyczną, albo chociaż po Emmę. Jane Austen i jej racjonalne romanse to nie suchy zbiór faktów, notatki na temat narodzin i śmierci poszczególnych członków rodziny powieściopisarki. To raczej pełnokrwista opowieść o kobiecie ukształtowanej przez konkretną epokę, która pozwala lepiej zrozumieć ją i jej dzieło. Dzięki tej książce Jane Austen staje się dla nas prawdziwą, żywą osobą, która miała swoje sympatie i drobne dziwactwa, kochała rodziców i swoją siostrę, była oddaną ciotką dla gromady bratanków i która w każdej wolnej chwili skrobała coś na małych karteczkach trzymanych na przenośnym pulpicie.

Bardzo podoba mi się to w jaki sposób tłumaczka zdradza momentami rzeczy pozornie nie związane z Jane Austen, takie jak szczegóły pracy translatorskiej, źródła biograficzne, a także wszystko co dotyczy historii końca XVIII-tego i początku XIX-wieku. Wszak to jakiej porcelany wówczas używano, jakie kapelusze i wstążki były w modzie, a także poważniejsze sprawy jak polityka i filozofia epoki, są niezmiernie ważne dla powstających wtedy powieści, które teraz zyskały w mojej wyobraźni drugie dno.

Biografia zmarłej przedwcześnie autorki najinteligentniejszych i najbardziej błyskotliwych dialogów w historii literatury pięknej przypomniała mi, jak ożywcze dla umysłu mogą być opowieści uwzględniające w swojej fabule jedynie skromna rzeczywistość angielskiej wsi. Kilka domów, kilkoro bohaterów i nieskończone możliwości zaistnienia wzajemnych relacji.

One thought on “Moje literackie wakacje w XIX-wiecznej Anglii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *