Ładne rzeczy

Będzie to pierwszy w długiej historii mojego bloga wpis czysto estetyczny. Wcześniej nie podejmowałam się tej tematyki, bo jako minimalistka zwyczajnie nie posiadam zbyt wielu rzeczy, o których mogłabym pisać, a moja jedyna pasja, czyli czytanie, nie wymaga ani specjalistycznego sprzętu, ani dizajnerskich dodatków. Tak przynajmniej myślałam do niedawna. Mój programowy minimalizm nie oszczędza niczego poza rzeczami aktualnie mi niezbędnymi. Nic nie jest bezpieczne, nawet książki. Jeśli wiem, że czegoś więcej nie przeczytam, natychmiast to sprzedaję lub oddaję (tak, nawet prezenty od rodziny). Jeśli księgozbiór zaczyna wypełzać z jedynego regału w moim domu, natychmiast stosuję ostrą selekcję. Moim książkami zasiliłam sporo domowych biblioteczek znajomych, a także niejedną bibliotekę publiczną. Dlatego też raczej nie zobaczycie u mnie zdjęć zapełnionych półek, czy tomów ułożonych w wymyślnej kolorystyce. Minimalizm jest radykalny.

Nie znaczy to jednak, że jestem zupełnie obojętna na urodę rzeczy lub, że samo piękno literatury jest w stanie wykarmić moją wyobraźnię. Po dokładnym zastanowieniu, doszłam do wniosku, że nawet dla książkowej blogerki wygląd ma znaczenie, a poniżej przedstawiam przykłady.

Oto przepiękna zakładka magnetyczna marki DESA Modern, od której wziął się w ogóle pomysł tego wpisu. Jest to reprodukcja Pływaczek Jerzego Nowosielskiego, będąca częścią większego projektu firmy, przenoszącego dzieła sztuki na przedmioty codziennego użytku, dzięki czemu możemy mieć nasze ukochane obrazy cały czas przy sobie. Dla czytelników zakładki, dla elegantek i elegantów apaszki i poszetki, a dla kawoszy piękne porcelanowe kubki. Oczywiście wszystko wykonane jest z najlepszych materiałów, a serie poszczególnych produktów wykonywane są w niewielkich, limitowanych seriach. Sądzę, że chyba nie ma osoby, której nie spodobałby się taki pomysł na to, by wielka sztuka była jeszcze bliżej ludzi. Warto też wspomnieć, że oprócz Jerzego Nowosielskiego, można zakupić też ekskluzywne akcesoria z dziełami Rafała Olbińskiego czy Edwarda Dwurnika. Dodam może też, że z zakładką z pływaczkami, lektura recenzowanej dziś na blogu powieści Kruso była bardzo przyjemna i intensywna.

Jeśli jesteście ciekawi czym jeszcze zakładam, rozdzielam i zaznaczam, to spójrzcie na cały mój dokładnie wyselekcjonowany zbiór. Są tu zakładki z podróży, reprodukcje znanych dzieł sztuki i zwyczajnie ładne kartoniki, które dobrze mi się kojarzą. Szczególną sympatię czuję do zakładki „azjatyckiej” ze wzburzonymi falami, towarzyszącej wszystkim moim lekturom Murakamiego. Lubię też tę z Amorem i Psyche, gdyż ta para była częścią mojej pracy magisterskiej i do dzisiaj to mile wspominam.

Mój zbiór rzeczy ładnych od niedawna obejmuje także książki z Serii z Żurawiem wydawanej przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pomijam już to, że są to naprawdę dobre powieści (bo to jest oczywiste), ale spójrzcie tylko na te okładki. Te małe akwarelowe arcydzieła sprawiają, że zwyczajnie nie sposób rozstać się z tymi tomami, nawet jeśli zwykle nie gromadzi się książek. Jednak wygląd tomu ma wielkie znaczenie, a jeśli się ze mną nie zgadzacie, to spróbujcie przeczytać którąś z tych pozycji na ekranie czytnika lub laptopa, bez spoglądania na okładkę. To już nie to samo moje drogie mole książkowe.

Jeśli już jednak coś nie zostało wydane w wyjątkowo ładnej formie lub gdy zależy mi na szybkiej i sprawnej lekturze, korzystam z Kindla. Sam w sobie może nie jest zbyt ładny, ale ostatnio uzupełniłam go o etui, do złudzenia przypominające skórzaną okładkę starego tomiszcza. Dzięki temu łatwemu zabiegowi czytanie jest mniej bezosobowe i jeszcze sprawniejsze, bo magnetyczna okładka ułatwia włączanie czytnika. Oczywiście, możecie się nie zgodzić co do tego czy lektura e-booka może być w ogóle przyjemna. W takim wypadku poradzę wam tylko, byście spróbowali, tak jak ja kiedyś, zabrać na wakacje kilka kilogramów sagi Obca Diany Gabaldon. Tego się nie da wygodnie czytać, a nawet jeśli, to uraz szyi macie murowany (choć z drugiej strony ćwiczycie mięśnie rąk jak z ciężarkami). Gdy w połowie szóstego tomu przerzuciłam się na wersję elektroniczną, odetchnęłam z ulgą. Kolejny tom przeczytam tak samo, w dodatku spoglądając co chwila na okładkę, kojarzącą się z epoką, o której czytam.

Choć czytelnictwo to pasja nie wymagająca od nas większego oprzyrządowania, to jednak upierać się będę, że warto zainwestować w ładne rzeczy mogące nam czynność czytania znacznie umilić. Jeśli coś jest ładne i funkcjonalne (tak jak na przykład zakładka DESA), to nawet tak bezwzględny minimalista jak ja będzie się cieszyć z jej posiadania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *