Kochane kłopoty

Lorelai Gilmore zrobiła swojej matce (bo przecież nie sobie) rzecz, której w głębi serca obawia się pewno większość rodziców. Jako buntująca się nastolatka zaszła w ciążę, urodziła córkę i nie poszła na studia. Zgroza! Wrażenie potęguje fakt, że rodzice Lorelai są zamożnymi i snobistycznymi mieszańcami Nowej Anglii, dla których w życiu liczy się przede wszystkim dobra opinia no i oczywiście pieniądze. I żeby chociaż ta durna Lorelai okazała skruchę, albo miała na tyle przyzwoitości by, jak to przecież zazwyczaj bywa, spaść na samo socjalne dno. A tu nic z tych rzeczy. Młoda przebojowa kobieta znakomicie radzi sobie w życiu. Zamieszkuje w nieodległym od rodzinnego domu małym miasteczku Stars Hollow, gdzie wspiera ją praktycznie cała tamtejsza wspólnota osobliwych i ekscentrycznych, ale kochanych ludzi. Do tego córka Lorelai, mała Rory (Alexis Bladel) okazuje się być wprost idealnym dzieckiem. Jest nad wiek dojrzała, zrównoważona, potwornie inteligentna i utalentowana w wielu dziedzinach. Tak oto wygląda moje wprowadzenie w świat dziewcząt Gilmore.

Gdyby Rory była przeciętnym dzieckiem, nie powstała by tak pasjonująca fabuła. Żyłyby sobie z matką-przyjaciółką spokojnie i zwyczajnie. No ale skoro jest taka ponadprzeciętna, sprawy zaczynają się komplikować. Lorelai jest zmuszona do przedłożenia dobra dziecka ponad własne urazy i krzywdy, i gdy potrzebna jest spora suma na czesne do prywatnej szkoły dla dziewczynki, zgłasza się do swoich dawno nie widzianych rodziców. I tu rozpoczyna się pasjonujący rodzinny cyrk, który ku uciesze widzów był kręcony aż przez siedem lat (tak się spodobało). Trio składające się z cudownie wkurzającej starszej snobki, małej uroczej prymuski i zbuntowanej właścicielki hotelu, to niekończąca się fabryka zabawnych dialogów i uroczo absurdalnych sytuacji. Jeżeli wkurzają cię rodzice, obejrzyj sobie kilka odcinków tego serialu, a od razu cieplej o nich pomyślisz. Matka Lorelai to dopiero wcielony koszmar rodzicielstwa. Relacje jej i córki są wspaniale skontrastowane z uczuciem, które łączy młodsze pokolenie. Rory i Lorelai, dzięki niewielkiej różnicy wieku, są dla siebie bardziej przyjaciółkami niż matką i córką, a w dodatku często można odnieść wrażenie, że to dziewczynka jest tu tą rozsądniejszą i bardziej odpowiedzialną osobą. Jestem pewna, że w głębi serca każda matka marzy o takim dziecku.

Oprócz specyficznego uroku pary głównych bohaterek, które mówią w zabójczym tempie i mają całe mnóstwo ciekawych rytuałów, przed ekrany przyciąga widzów przede wszystkim klimat małego miasteczka, w którym mieszkają Gilmorki. Któż z nas nie chciałby czasem mieszkać w małej mieścinie, gdzie wszyscy się znają od lat, gdzie jest co prawda trochę nudno, ale za to swojsko i bezpiecznie? Prawdziwe domowe ciepełko, potęgowane jeszcze niespieszną akcją (przetykaną ciągłym smakowitym popijaniem kawy) i nastrojową gitarową muzyką.

Kochane kłopoty to najprzyjaźniejszy, najbardziej dziewczyński i różowy serial jaki oglądałam, ale o dziwo wcale nie robi się niedobrze od tego całego uczuciowego lukru. Jest to produkcja wprost idealna, zarówno jako tło do popołudniowej kawy, jak i jako towarzysz porannej krzątaniny (świetnie sprawdza się także przy korzystaniu z bieżni lub stacjonarnego roweru, dlatego uważam, że powinni puszczać ten serial na siłowniach, zamiast tych irytujących muzycznych stacji). Już od pierwszych dźwięków tytułowej piosenki Where you leed do wnętrza naszych domów dostaje się potężny ładunek słonecznej, rozszczebiotanej beztroski. To serial ekspresowo wprowadzający w dobry nastrój, co od wielu lat doceniają dziewczyny w każdym wieku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *