Idealne matki (film)

Najnowsza adaptacja prozy Doris Lessing budzi bardzo silne kontrowersje, szczególnie wśród dość konserwatywnych widzów. W komentarzach często pojawiają się słowa oburzenia na taką ,,patologię”, w której dojrzałe kobiety romansują z nastolatkami, a w dodatku i jeden i drugi chłopak, to jednocześnie syn najlepszej przyjaciółki. No jak tak można! W końcu były dla nich jak rodzone matki, a tu taki skandal. Chore to i nienormalne! Cóż, dla niektórych z pewnością tego rodzaju związki nie mieszczą się w ich światopoglądzie, mnie tam jednak bardziej obchodzi kulejąca forma w jakiej przedstawiono całą (wcale nie tak kontrowersyjną moim zdaniem) sprawę.

Sceneria australijskich plaż, w której toczy się akcja jest cudna. Aktorki grające Roz i Liz, czyli Robin Wright i Naomi Watts, zachwycają pięknymi figurami, dojrzałą urodą twarzy i obłędną opalenizną. Ich filmowi synowie po prostu są, a to i tak nieźle (tu młodzi aktorzy, głównie ich muskulatura, raczej się nie popisali). I wszystko to mogłoby się jakoś skleić w coś naprawdę ciekawego, gdyby nie pewien brak logicznej spójności, którego nie ma przecież w prozie noblistki. Literackie Idealne matki mają więcej ciepłego, ironicznego dystansu do opowiadanej historii, którego zabrakło chyba reżyserce Anne Fontaine. Zamiast skupić się na najważniejszym związku opowieści, czyli na trwającej całej życie przyjaźni między Lil i Roz, dała się chyba uwieźć skandalicznemu wątkowi obyczajowemu, a za nią i widzowie tego obrazu. Przez to, że postaci są tak słabo zarysowane i tak mało charakterystyczne, nie możemy wczuć się w wewnętrzną dynamikę tej czterostronnej relacji. Blond boginie są tak samo dystyngowane i z podobną elegancją przechadzają się po plaży niczym szlachetne, dojrzałe lwice. Obaj chłopcy są równie popędliwi, nabuzowani hormonami i tak samo przypakowani. O dostaniu się do wewnętrznego świata ich emocji nie ma nawet mowy. Wszyscy są do siebie tak podobni, tak pozbawieni indywidualności, że właściwie możemy ich rozróżnić tylko dzięki fryzurom (ta blondynka z długimi, a ta z krótkimi włosami; chłopak z ciemną czupryną, a drugi z blond puklami). Szkoda, że za tą wyjątkową opowieść nie wziął się ktoś bardziej wyczulony na indywidualne właściwości i skłonności poszczególnych postaci.

Idealne matki / Adore

Co do kwestii moralnych, to właściwie nie rozumiem oburzenia tym, że dojrzałe kobiety sypiają z o połowę młodszymi osobnikami. Moi drodzy, to już chyba nie te czasy. I żeby to jeszcze realne osoby, ale to przecież fikcja, zmyślony świat filmu, w którym postaci są tylko figurami odnoszącymi się do naszych wewnętrznych potrzeb i popędów. Ktoś mógłby powiedzieć, że gdybym miała syna, który nawiązałby taki romans ze ,,starszą panią”,to pewno patrzyłabym na to zupełnie inaczej. Pamiętajmy jednak, ze nie jest to typowa filmowa (ale też spotykana w życiu) ,,perwersja”. Nikt nikomu nie kradnie syna. Nie ma mowy o sytuacji pod tytułem ,,ukradła mi najukochańszą osobę na świecie”, ponieważ w przypadku Lil i Roz to one są dla siebie najukochańszymi osobami na świecie, dającymi sobie nawzajem to, co najcenniejsze, czyli możliwość przeżycia szalonego szczęścia, jakie daje miłość i seksualne spełnienie. No i o co tyle krzyku. Skoro im z tym dobrze… No i przecież jako matki, wiedzą w końcu co dla ich syneczków najlepsze. Szczególnie matki Polki powinny wykazać się tu zrozumieniem.

A tak w ogóle, może też dlatego, że jestem świeżo po lekturze opowiadania, nieco bardziej podobał mi się film w momentach, gdy podkreślano wzajemną zażyłość całej czwórki (tak silnie wyeksponowaną przez Doris Lessing). Gdy pomyśli się o tym, że te postaci znają się przez całe życie, kochają się i wiedzą o sobie wszystko, to ich związki przestają tak jakby być natury seksualnej. To tak jakby patrzeć na jeden wielki, wygrzewający się w ciepłym słońcu organizm, składający się z czterech osobnych ludzkich części. Z takiej perspektywy seks między ,,babciami” a młodymi mężczyznami staje się tak naturalny, jak kontakt między na przykład łapą psa, a uchem w które pies się drapie. Naturalne i logiczne, choć może tylko w nielogicznym świecie prozy noblistki, bo na ekranie to tak jakoś nie do końca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *